Niewielu jest piłkarzy, o których można powiedzieć, że zdefiniowali swoją erę. Do grona takich zawodników z pewnością należy Xavi Hernandez. Xavi, który był mózgiem być może najlepszej klubowej i reprezentacyjnej drużyny w historii futbolu. 39-letni Katalończyk zejdzie ze sceny czynnego futbolu po zakończeniu obecnego sezonu, pozostawiając za sobą prawdziwie złote dziedzictwo. Dwukrotne mistrzostwo Europy i mistrzostwo świata w RPA, ośmiokrotne mistrzostwo Hiszpanii, cztery Puchary Ligi Mistrzów i podium Złotej Piłki w 2010 roku.
Christo Stoiczkow powiedział kiedyś, że historia Barcelony dzieli się na erę przed i po Xavim. W przypadku tego pomocnika nie chodziło bowiem wyłącznie o wygrywanie. Chodziło o coś więcej, o pewną idealistyczną filozofię, o piękny futbol, który Xavi tak często prezentował. Dziś zapamiętamy go jako symbol tiki-taki, która zdominowała ten sport w latach 2008-2012. On stał się jej twarzą i jednocześnie najdoskonalszym wykonawcą. I choć dziś Xavi może pochwalić się pięknym piłkarskim pomnikiem, tak jeszcze przed 2008 rokiem na to się nie zapowiadało.
Trudne początki
Xavier Hernandez Creus przybył do La Masii w wieku 11 lat. Zadebiutował w Barcelonie w 1998 roku w Superpucharze Hiszpanii w meczu przeciwko Mallorce, w którym od razu strzelił bramkę. Katalończyków prowadził wtedy Louis van Gaal, który odkrył wówczas 18-letniego Xaviego. Także w tym roku pomocnik poprowadził Hiszpanię u-20 do tytułu mistrzów świata. Don Balon uznał go wtedy za rewelację roku. Pod okiem holenderskiego menedżera Xavi przyczynił się do dwóch mistrzostw Hiszpanii. Szczególnie mocno w sezonie 1999/2000, gdy Xavi musiał zastąpić swojego późniejszego mentora – kontuzjowanego Pepa Guardiolę. Jednakże jego charakterystyczny styl gry nie zawsze był doceniany. Mierzący 168 cm filigranowy zawodnik sam o sobie mówił wtedy jako o piłkarzu na wyginięciu. Po odejściu van Gaala przyszły trudne czasy dla tego zawodnika, gdyż Barcelona zaczęła kwestionować taktykę opierającą się na setkach podań. Xavi musiał czekać aż do 2005 roku na kolejne trofeum, a jego status nie był nawet w połowie tak mocny jak dziś. W futbolu zdominowanym przez fizyczność zarówno on, jak i Iniesta byli czasem określani jako problem. Katalończyk sam przyznał w jednym z wywiadów, iż stał się doceniany dopiero za Pepa. Patrząc z perspektywy czasu – absolutne szaleństwo.
Xavi całą swoją poważną profesjonalną karierę spędził w Katalonii, ale historia mogła potoczyć się inaczej. Najpierw, gdy był jeszcze nastolatkiem, matka przekonała Xaviego, by ten odrzucił kuszącą ofertę z Milanu. Kolejny moment zwątpienia przyszedł u schyłku kadencji Franka Rijkaarda, gdy Barcelona była sfrustrowana oglądaniem pleców odwiecznego rywala z Madrytu. W prasie pojawiły się spekulacje, że „Duma Katalonii” zamierza pozbyć się swojego pomocnika. Xavi już prawie pogodził się ze swoim losem, gdy na horyzoncie pojawiły się dwie trenerskie postaci – Luis Aragones i Pep Guardiola.
Wreszcie doceniony
Lato 2008 roku okazało się nowym początkiem – nie tylko dla samego zawodnika, lecz także całego hiszpańskiego futbolu. Podobnie jak Barcelona reprezentacja Hiszpanii przeżywała wtedy trudne chwile. Określani powiedzeniem „grają pięknie jak zwykle, przegrywają jak zawsze”, Hiszpanie zawodzili na kolejnych wielkich imprezach. Wszystko zmienił Luis Aragones, który postanowił zbudować kadrę Hiszpanii na Euro 2008 wokół Xaviego. Uczynił pomocnika swoim generałem środka pola i zdecydowanie najważniejszym elementem całej układanki. To był strzał w dziesiątkę. Xavi, jak cała drużyna „La Furia Roja”, grał piękny i porywający futbol, co zostało zwieńczone końcowym triumfem. Xavi został wybrany na piłkarza turnieju, a jego talent wreszcie znalazł uznanie w oczach krytyków. Po śmierci Aragonesa Xavi tak wspominał wybitną trenerską postać:











