Już w środę naprzeciwko polskich piłkarzy stanie reprezentacja Norwegii. Kibice czekają niecierpliwie na pierwszy gwizdek sędziego, lecz zanim zasiądziemy wygodnie na trybunach lub przed telewizorami, warto sobie przybliżyć historię spotkań z naszymi najbliższymi rywalami.
W dotychczasowej historii Polska spotykała się z Norwegią 17 razy. Bilans zdecydowanie przemawia na korzyść „Biało-czerwonych”, jednak warto zauważyć, że w meczach o punkty, to Skandynawowie częściej schodzili z boiska jako zwycięzcy. Polska triumfowała dziesięciokrotnie, z czego tylko dwie wygrane odnieśliśmy w spotkaniu o stawkę. Z kolei Norwegia, z czterech zwycięstw aż trzy odniosła w potyczce o punkty.

Mecze Polski z Norwegią mają długą tradycję. Pierwszy raz z norweskimi wikingami spotkaliśmy się w 1926 roku. W spotkaniu rozegranym w Fredrikstadt „Biało-czerwoni” zwyciężyli 4:3, a łupem bramkowym podzielili się wówczas Mieczysław Balcer i Józef Kałuża. Przed wojną obie ekipy zetknęły się jeszcze dwukrotnie. Na igrzyskach olimpijskich w Berlinie lepsi byli Norwegowie, którzy pokonali naszą drużynę 3:2. Trzeci rozegrany w 1938 roku mecz na stadionie warszawskiej Legii zakończył się remisem 2:2.
Skandynawowie byli pierwszym rywalem Polaków w spotkaniu oficjalnym po zakończeniu II wojny światowej. Mecz rozegrany na stadionie Ullevaal w Oslo zakończył się zwycięstwem gospodarzy i na długo zapadł w pamięci kibiców, gdyż swój debiut zaliczył w nim legendarny snajper Ruchu Chorzów – Gerard Cieślik. Od tej pory w pojedynkach polsko-norweskich na długie lata zapanowała dominacja „Biało-czerwonych”. W 1956 roku obie reprezentacje spotkały się dwukrotnie. W pierwszym pojedynku padł bezbramkowy remis, natomiast drugi mecz, który zakończył się wynikiem 5:3 dla Polski, był koncertem Ernesta Pola, autora czterech bramek. Jeszcze bardziej polubiliśmy grać z Norwegami w 1963 roku, kiedy to znów zaaplikowaliśmy im pięć goli, tracąc zaledwie dwa. Kolejny mecz na stałe trafił do historii polskiego futbolu. 4 września 1963 roku na stadionie Pogoni w Szczecinie rozgromiliśmy Skandynawów aż 9:0. Ten wynik pozostawał rekordem aż do 2009 roku, kiedy to za kadencji Leo Beenhakkera ograliśmy ekipę San Marino 10:0. W tym spotkaniu miało miejsce jeszcze jedno bardzo ważne dla polskiej piłki wydarzenie. Po raz pierwszy w składzie „Biało-czerwonych” na boisko wyszedł 16-letni Włodzimierz Lubański, który swój debiut uczcił bramką.
W 1968 roku w Oslo znów urządziliśmy sobie trening strzelecki. Na wynik 6:1 złożyły się trzy gole Andrzeja Jarosika, dwa Janusza Żmijewskiego i jeden Lubańskiego. Rok później w Łodzi wynik był identyczny. Do bramki dwukrotnie trafiali Lubański oraz Joachim Marx, a po jednym golu dorzucili Kazimierz Deyna i Lucjan Brychczy. W 1984 roku zdarzył się wypadek przy pracy, zremisowaliśmy z Norwegami 1:1. Jednak trzy lata później wszystko wróciło do normy. Kibice we Wrocławiu, po golach Jana Furtoka, Pawła Króla, Jana Urbana i Waldemara Prusika, byli świadkami zwycięstwa gospodarzy 4:1. W 1989 roku katem Norwegów znów okazał się Furtok, który strzelił dwie bramki, a wynik meczu na 3:0 ustalił Dariusz Wdowczyk.











