Selekcjoner Jerzy Brzęczek nieraz zaskakiwał już swoimi powołaniami. Wielu kibiców przecierało oczy ze zdziwienia, gdy na liście powołanych pojawiały się takie nazwiska jak Dźwigała czy Matynia. Zawodników, których kibice nie widzą, w kadrze jest więcej. Często zaliczany do tego grona jest Jacek Góralski, piłkarz Ludogorets Razgrad.
Stały bywalec
Choć liczba gier w kadrze nie powala na kolana, to Góralski jest stałym nazwiskiem na liście powołanych od kilku lat. Grał głównie w meczach towarzyskich. Nie zaliczył żadnego występu w eliminacjach do mistrzostw świata. Mimo to pojechał na ten turniej i zagrał w dwóch spotkaniach od pierwszej minuty.
Jako pierwszy dał mu szansę Adam Nawałka w 2016 roku. Pomocnik był wtedy jedną z kluczowych postaci Jagiellonii Białystok. W dużej mierze to dzięki niemu „Jadze” udało się zdobyć wicemistrzostwo Polski. Po znakomitym sezonie wydawało się niemal pewne, że Góralski wyjedzie grać za granicą. Niewielu spodziewało się jednak, że zamiast wyjechać na Zachód, obierze na cel bułgarską pierwszą ligę.
Wybrał europejskie puchary
Bułgarska pierwsza liga powszechnie uważana jest za słabszą niż polska ekstraklasa. Poza jednym wyjątkiem, jakim jest Ludogorets. Klub z Razgradu zdominował swoją ligę i już od kilku lat jest stałym bywalcem europejskich pucharów kontynentalnych. Zdołał pokazać się już szerszej publiczności jako klub, który wywalczył remis z Liverpoolem, PSG i eliminował z Ligi Europy Lazio Rzym. Gdyby Jacek Góralski zdecydował się na zachodni kierunek, nie mógłby liczyć na udział w rozgrywkach rangi europejskiej.
Coraz bardziej polski Ludogorets
Po pozyskaniu Góralskiego klub zdecydował się na transfer jeszcze jednego Polaka z ekstraklasy. Za równy milion euro w styczniu tego roku do „Orląt” dołączył Jakub Świerczok. Piłkarz, który miał już niemiłe wspomnienia z grą na Zachodzie, ale brylował w polskiej lidze. Przed transferem do Razgradu Świerczok walczył z Carlitosem oraz Angulo o tytuł króla strzelców











