Ensar Arifović: „Zbyt dużo ludzi zginęło, abym mógł nazywać się Bośniakiem, żeby grać dla innego kraju”


O napastniku, który zwiedził połowę świata

17 grudnia 2020 Ensar Arifović: „Zbyt dużo ludzi zginęło, abym mógł nazywać się Bośniakiem, żeby grać dla innego kraju”

Masz 12 lat. W twoim kraju trwa rewolucja. Nie za bardzo wiesz, co się dzieje. Twój ojciec podejmuje jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu i wysyła cię wraz z bratem i matką do Francji. Brzmi jak dobry film? To prawdziwa historia człowieka z krwi i kości. Zawodnika, którego do dziś pamiętają polscy kibice. Przed państwem Ensar Arifović w pełnej krasie.


Udostępnij na Udostępnij na

Arifović trafił do Polski w 2005 roku. Szalona ofensywa transferowa, jaką przeprowadzała wtedy Polonia Warszawa, sprawiła, że napastnik pojawił się na Konwiktorskiej. Największą gwiazdą był jednak w ŁKS-ie. Kibice do dziś wspominają z rozrzewnieniem dwie bramki przeciwko Wiśle Kraków zdobyte w słynnym meczu we mgle rozgrywanym 19 listopada 2006 roku. Dajmy jednak napastnikowi mówić samemu za siebie.

„Czekolada” w „Kabarecie”

Jako młody chłopiec wyjechał Pan z Sarajewa do Francji, pamięta Pan pierwsze 12 lat życia w Bośni? Odczuwał Pan skutki trwających wtedy w kraju wydarzeń?

W Bośni nie było wtedy bezpiecznie. Agresja na nasz kraj sprawiła, że ojciec postanowił wysłać mnie, brata i mamę w bezpieczne miejsce. Tak trafiliśmy do Francji.

Jest Pan muzułmaninem praktykującym, obchodził Pan w tym roku ramadan?

Tak, praktykuję. Obchodzę ramadan co roku, jednak nigdy nie wpływało to na moją grę w piłkę.

Jak wspomina Pan przygodę w Metz?

W Metz czułem się jak na innej planecie. Nagle koło mnie, młodego chłopaka, w szatni siedzi Louis Saha, Adebayor. Minąłem się też z Obraniakiem. Zaliczam ten okres na plus, bardzo dużo się nauczyłem.

Czy to w Metz w drużynach młodzieżowych wypatrzyli Pana skauci Xamaxu i zabrali do Szwajcarii?

Nie, do Xamaxu pojechałem na testy i ustrzeliłem hat-tricka w meczu kontrolnym. To był znak, że musi się udać!

Czy transfer z Xamaxu do FK Sarajewo udał się niejako dzięki temu, że sytuacja na Bałkanach się uspokoiła i mógł Pan wrócić do ojczyzny?

Nie, chociaż to też odegrało swoją rolę. W Szwajcarii pojawił się nowy trener, który nie chciał na mnie stawiać. Stwierdziłem, że czas wracać do domu.

Czy Pana rodzice wspierali Pana w karierze piłkarza, czy raczej chcieli, żeby znalazł Pan jakieś „pewniejsze” źródło utrzymania dla, co by nie mówić, emigranta?

Nie. Dzięki Bogu nigdy niczego mi nie brakowało. Ojciec dobrze zarabiał. Dzięki niemu mam teraz superżycie. Rodzice zawsze byli moimi kibicami numer 1.

Czy Ensar Arifović to taki Zlatan Ibrahimović, który jednak swoją ojczyznę wybrał ponad inne kraje?

Zbyt dużo ludzi zginęło, abym mógł nazywać się Bośniakiem, żeby grać dla innego kraju. Czułbym się wtedy jak zdrajca wobec wszystkich, którzy oddali życie za moją ojczyznę.

Jak wspomina Pan szalone czasy Polonii Warszawa?

Na początku było super. Pieniądze, organizacja, wszystko się zgadzało. Niestety po śmierci pana Ranieckiego wszystko zaczęło się sypać i zrobił się z tego kabaret.

O „Kabaret” pytanie też będzie, ale przejdźmy do rzeczy. Dla kibiców ŁKS-u cały czas jest Pan legendą, jak wspomina Pan swój pobyt w klubie?

Pobyt w Łodzi to był najlepszy okres w moim życiu. Grałem dobrze, była fajna drużyna, a i życie pozasportowe…

„Czekolada” z Madejem?

„Kabaret”! Pamiętam, jak po którymś meczu jesteśmy całą drużyną w klubie, godzina 2 w nocy, dzwoni telefon. Patrzę… trener Chojnacki! No to nie odbieram. A trener dzwoni i dzwoni. W końcu dałem za wygraną, podnoszę słuchawkę i słyszę: „No wyłaź po mnie, jest taka duża kolejka, że do rana nie wejdę!”.

Najlepszy moment w ŁKS-ie?

Wygrane 2:0 derby i wygrana w meczu we mgle z Wisłą 2:1, gdzie zdobyłem dwie bramki.

 

Czy ŁKS z jesieni 2006 to była najsilniejsza drużyna, w jakiej Pan grał? Jako beniaminek potrafiliście pokonać Wisłę Kraków czy Legię Warszawa.

Gdyby nie problemy finansowe, ta drużyna zostałaby wiosną razem i powalczylibyśmy o TOP 3, a może nawet i o coś więcej.

Utrzymuje Pan kontakt z jakimiś kolegami z Polski? Jeśli tak, to z kim?

Mam kontakt z Hajto, Madejem, Szczotem. Rozmawiamy ze sobą. Inni zostali działaczami i jakoś już nie odbierają…

Tomasz Hajto to fajny gość?

Hajto to megagość! Zawsze miałem z nim superkontakt. Arifović, Hajto, Madej, Cerić! To była nasza grupa imprezowa.

Skoro było tak fajnie… Skąd transfer do Jagielloni?

Sportowo dla mnie to był błąd, nie czułem się tam dobrze. Mój transfer był jednak ratunkiem finansowym dla klubu.

Śledzi Pan teraz polską piłkę?

Pewnie, że tak! Oglądam ŁKS. Cały czas pamiętam hasło kibiców „Walczyć, trenować, ŁKS musi panować”. W pełni się z nim zgadzam. Miejsce ŁKS-u jest w ekstraklasie! Zresztą ja bym do tego ŁKS-u wrócił. Umowa leżała już na stole. Na nieszczęście moje i klubu zostaliśmy, bo chyba mogę tak mówić o drużynie, którą darzę taką sympatią, zdegradowani i musiałem udać się w dalszą tułaczkę.

Czym aktualnie się Pan zajmuje?

Jestem agentem piłkarskim

Najlepszy zawodnik z Pana stajni?

Jest ich wielu, mam nadzieję, że któryś z nich, chociaż nie są Hiszpanami, niedługo w ŁKS-ie zagra.

Czy któryś z zawodników, z którymi Pan grał, mógł osiągnąć więcej? 

Jest ich wielu, ale piłka nożna to też kupa szczęścia. Byli tacy, z których śmialiśmy się na treningach, a oni zarobili miliony dzięki swojej grze. Na przykład Komorowski. W ŁKS-ie nie grał dobrze. Nie pokazał swojego potencjału. „Gianni” pytał się, czy na pewno na dobry trening przyszedł, a potem wszyscy wiemy, jaką super karierę zrobił. To samo Łukasz Trałka, był beznadziejny, widać było, że coś potrafi, ale zupełnie nie umie pokazać tego w meczu. Teraz jest legendą Lecha i wrócił z Wartą do ekstraklasy.

Ostatnie pytanie. Ma Pan dzieci? Czy któreś idzie w ślady uwielbianego w Łodzi Ensara i zastąpi niedługo Dżeko w reprezentacji?

Dwie córki i syna. Mały nawet coś tam kopie, niezły jest.

To co, chyba wszystko? Dziękujemy. Widzimy się na nowym stadionie?

Jak tylko otworzą granice, na pewno się pojawię. Również dziękuję, a na koniec dodam od siebie, i proszę tego nie usuwać, „KLUBEM ŁODZI JEST? ŁKS!”.

Rozmawiali Daniel Drozdowski i Filip Kijewski

Komentarze
Artek (gość) - 7 miesięcy temu

Pozdrawiamy Ensar z Łodzi ! Wszystkiego dobrego !

Odpowiedz
Mario (gość) - 7 miesięcy temu

A gdzie hasztag Flota Świnoujście?

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze