Ósma seria zmagań na boiskach Premier League miała stać pod znakiem szlagierowego pojedynku Liverpoolu z Manchesterem City. Ci, którzy ostrzyli sobie zęby na bezpośredni bój Jürgena Kloppa z Pepem Guardiolą i liczyli na podobny przebieg wydarzeń co w starciach tych drużyn z poprzedniego sezonu, srogo się zawiedli. Znacznie ciekawsze wydarzenia miały miejsce chociażby na Old Trafford, gdzie byliśmy świadkami zwycięskiego come backu gospodarzy, bądź w małych derbach Londynu pomiędzy Fulham a Arsenalem, w których to podopieczni Unaia Emery’ego zaprezentowali futbol, jakiego fani „Kanonierów” dawno nie widzieli.
Mecz na szczycie minionej kolejki zakończył się bezbramkowym remisem. Mając w pamięci niezwykle interesujący dwumecz ekip Kloppa i Guardioli w ćwierćfinale Ligi Mistrzów bądź styczniowe szalone 4:3 na Anfield Road dla gospodarzy, nastawiano się na kolejną piłkarską gratkę w wykonaniu obu wielkich firm. Zamiast tego otrzymaliśmy asekurancką grę z obu stron, która przerodziła się w prawdziwe piłkarskie szachy zakończone bezbramkowym remisem. Wszelkie nagany przyznane za minioną kolejkę dotyczą właśnie hitu, który okazał się kiczem. Standardowo jednak zaczynamy od wyróżnień.
Wyróżnienia
Na największe wyróżnienie zasłużył cały zespół Arsenalu. Pierwsza połowa derbów na Craven Cottage standardowo już pod wodzą Unaia Emery’go niespecjalnie wyszła jego zawodnikom. Wydawało się wręcz, że po imponującej serii ośmiu zwycięstw z rzędu, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, Arsenalowi może powinąć się w końcu noga. Nic bardziej mylnego. Aubameyang, Lacazette i spółka dali popis pięknej gry, której zespół z Emirates Stadium nie powstydziły się w najlepszych czasach słynnego wengerballa. Zwieńczeniem tego, co działo się po zmianie stron, była majstersztykowa akcja zakończona kapitalnym golem Ramseya na 1:3. Kandydatura „Kanonierów” do walki o najwyższe cele jest oczywiście mocno wydumana i nie należy przesadzać z hurraoptymizmem, jednakże kontynuacja dobrej passy może dawać pewne znaki, iż drużyna hiszpańskiego menedżera może być w stanie przywrócić zakłócany od dwóch sezonów ład w północnym Londynie.
Czarne chmury nad głową Jose Mourinho wiszą od dłuższego czasu. Doniesienia brytyjskich mediów sugerowały rychłe zwolnienie Portugalczyka niezależnie od wyniku starcia z Newcastle. Nic takiego oczywiście nie mało miejsca, a po wyszarpanym zwycięstwie 3:2 zaczerpnął odrobinę świeżego oddechu przed nadchodzącą pauzą na mecze reprezentacji. Kwestia szczęścia czy może jednak odpowiednie przeorganizowanie i wstrząśnięcie szatnią? Trudno stwierdzić, jednakże w momencie, gdy na Mourinho z każdej strony lecą gromy, należy docenić kapitalne odwrócenie losów meczu, choć po 10 minutach zespół znajdował się w fatalnej sytuacji.












