W tym tygodniu angielska Premier League pokazała nam się z nieobliczalnej strony. Sezon zmierza już ku końcowi, a my na horyzoncie nadal wypatrujemy ostatniego spadkowicza, obserwujemy batalię o europejskie puchary i w końcu z niedowierzaniem spoglądamy na bój o mistrzostwo Anglii. Tam sprawa nadal pozostaje otwarta. Skupmy się jednak na tym, co działo się w minionej kolejce.
Świąteczna kolejka Premier League upłynęła pod znakiem sensacji. David De Gea i jego Manchester United nie był w stanie zatrzymać Evertonu i uległ na Goodison aż 4:0. Arsenal całkowicie pogubił się w meczu z Crystal Palace, w którym fatalnie zagrał Mustafi. Chelsea niespodziewanie zremisowała z Burnley, ale największych emocji przysporzyło nam spotkanie Manchesteru City z Tottenhamem. Drużyna Pepa Guardioli po raz kolejny podejmowała zespół z Londynu i wyszła z tego pojedynku zwycięsko.
Wyróżnienia
Rozpoczniemy od meczu na Goodison Park, gdzie Everton, bo cała drużyna zasługuje na wyróżnienie, zagrał fenomenalnie. Richarlison popisał się ładnym uderzeniem z nożyc z około szóstego metra, Sigurdsson i Lucas Digne strzelali bramki z dystansu w dolny róg bramki, a Theo Walcott wykończył sytuację sam na sam. Everton nie pozostawił United miejsca do gry i w efekcie zespół z Manchesteru oddał tylko jeden celny strzał, za co pochwalić należy solidną defensywę Evertonu. Manchester po prostu nie istniał na boisku, co szybko wykorzystała drużyna z Liverpoolu.
Wiadomo już, że drużyna Fulham w przyszłym roku nie zagra w Premier League, ale w Championship. Mimo to zespół w poprzedniej kolejce przerwał zawstydzające pasmo dziewięciu porażek z rzędu wygraną przeciwko Evertonowi, a w minionej kolejce również odniósł zwycięstwo. Wygrana 1:0 z Bournemouth i tak nie zmienia wiele, jeśli chodzi o układ tabeli, ale jest dobrym prognostykiem dla zespołu z Londynu. Dla Fulham była to też pierwsza wygrana na wyjeździe w tym sezonie. Spośród 18 meczów drużyna jeszcze dwa razy remisowała i aż 15 razy przegrywała na innych stadionach.











