Wyróżnienia i nagany po 21. kolejce Premier League


Liverpool traci miano niepokonanej drużyny, Manchester United znowu zwycięski

4 stycznia 2019 Wyróżnienia i nagany po 21. kolejce Premier League

21. kolejka rozgrywana nietypowo, bo w środku tygodnia, zakończyła świąteczno-noworoczny sprint. Ten okres najlepiej będą wspominać fani Manchesteru United, bo ich ulubieńcy zaliczyli komplet zwycięstw. Jednak wisienką na torcie w tym czasie był oczywiście hit na Etihad, w którym zmierzyły się ze sobą dwie najlepsze drużyny w tym sezonie Premier League.


Udostępnij na Udostępnij na

Wczorajsze starcie pomiędzy Manchesterem City a Liverpoolem było prawdziwą piłkarską ucztą. Kiedy śledziliśmy ten mecz, widzieliśmy, dlaczego te drużyny zajmują pierwsze dwa miejsca w tabeli. Spotkanie na Etihad nie było oczywiście jedynym wydarzeniem w 21. kolejce. W minionej serii gier pojawiło się kilku bohaterów, ale również i antybohaterów. Zapraszamy na nasz stały cykl wyróżnień i nagan.

Wyróżnienia

Heung-min Son na początku obecnego sezonu walczył o coś więcej niż trzy punkty. Walczył o swoją karierę. Potrzebował zwycięstwa z reprezentacją Korei Południowej na Asian Games, żeby uniknąć dwuletniej służby wojskowej. Na szczęście ta sztuka się udała i Son powrócił do Tottenhamu. Fani Premier League mogą odczuwać sporą satysfakcję z tego, jak to wszystko się potoczyło, bo Koreańczyk jest w fenomenalnej formie i na jego grę patrzy się z niemałą przyjemnością. Jego współpraca z Harrym Kane’m układa się wzorowo. W 21. kolejce przekonali się o tym obrońcy Cardiff City. To właśnie współpraca na linii Son – Kane to pierwszy aspekt, który należy wyróżnić.

Ci dwaj piłkarze rozumieją się niemal bez słów. Szukają się podaniami, a w ich grze widać wypracowane automatyzmy. W meczu z Cardiff City zarówno Kane, jak i Son zaliczyli po jednym golu i asyście. Niestety Son znowu niedługo opuści Tottenham. Niebawem w Azji rozpoczną się kolejne mistrzostwa o prym na tym kontynencie, a Son zawsze stawia się na wezwanie swojej reprezentacji. „Spurs” stracą swoje mocne ogniwo w momencie, kiedy ma świetną formę – osiem goli i sześć asyst w ostatnich 11 ligowych spotkaniach (w tym czasie tylko jeden mecz bez gola lub asysty).

Ralph Hasenhuettl to trener, który jest znany z tego, że lubi stawiać na młodych. Kiedy przybył na St. Mary’s Stadium, nie porzucił swojej filozofii i od razu postawił na młodych, utalentowanych piłkarzy, którzy za kadencji Marka Hughesa byli niedoceniani. Hasenhuettl nie bał się im zaufać mimo trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się klub. Dla nas jest to o tyle pozytywne, że jednym z zawodników, którzy najbardziej skorzystali na przyjściu nowego szkoleniowca, jest Jan Bednarek.

Wychowanek Lecha Poznań miał bardzo udaną końcówkę poprzedniego sezonu, ale nie wiedzieć dlaczego w nowej kampanii zupełnie przepadł. Mark Hughes zachowywał się, jakby zupełnie zapomniał o istnieniu tego piłkarza. Hasenhuettl z miejsca oparł defensywę na polskim defensorze. Bednarek zagrał we wszystkich meczach Southampton pod wodzą austriackiego menedżera. Spisywał się naprawdę dobrze w tych spotkaniach. Po raz pierwszy odkąd dołączył do „Świętych”, rozegrał sześć meczów z rzędu, a kibice klubu z St. Mary’s Stadium zaczęli się zastanawiać, jak to możliwe, że ten zawodnik nie dostawał wcześniej szans, mimo że obrona Southampton nie należy do najlepszych. Jednakże do pełni szczęści Jana Bednarka brakowało jednego – czystego konta. Na szczęście ono również przyszło.

Mało kto się spodziewał, że pierwsze czyste konto Southampton pod wodzą Hasenhuettla będzie miało miejsce akurat na Stamford Bridge. Chelsea co prawda nie zachwyca formą w tym sezonie, ale w meczu z Southampton na własnym stadionie to „The Blues” byli zdecydowanym faworytem. Dla Jana Bednarka ekipa prowadzona aktualnie przez Maurizio Sarriego jest szczęśliwym rywalem. To w spotkaniu z Chelsea w poprzednim sezonie zadebiutował w Premier League i strzelił nawet gola. W starciu z „The Blues” zaliczył też pierwszy mecz w wyjściowym składzie w obecnej kampanii jeszcze za kadencji Hughesa. Z kolei w 21. kolejce w spotkaniu z właśnie tym rywalem zachował pierwsze czyste konto w sezonie 2018/2019. Polak tak jak w poprzednich meczach zebrał dobre recenzje. Był pewny w odbiorze, nie odpuszczał Moraty nawet na krok i zatrzymał wiele groźnych ataków przeciwników.

Troy Deeney to legenda Watfordu. Co do tego nikt nie ma żadnych wątpliwości. W klubie z Vicarage Road gra już ponad sześć lat, choć w tym czasie nie brakowało mu propozycji z teoretycznie lepszych zespołów. On jednak nie odszedł i zapowiada, że nie ma zamiaru tego zrobić w przyszłości. Był czołową postacią drużyny, kiedy ta wywalczyła awans do Premier League. Na najwyższym poziomie rozgrywkowym również regularnie strzela.

Ten sezon nie jest może jakiś szczególnie dobry dla kapitana Watfordu, ale w 21. kolejce udało mu się przełamać. Dwa gole na Dean Court w meczu z Bournemouth szczególnie ucieszyły kibiców Watfordu, dla których Deeney jest wielkim idolem. Dla napastnika urodzonego w Birmingham były to gole numer 4 i 5 w obecnej kampanii.

Jeśli tak dalej pójdzie i Deeney rzeczywiście będzie do końca kariery wierny „Szerszeniom”, to możliwe, że najsłynniejszy kibic Watfordu Elton John (świetny wokalista, a przed laty prezes Watfordu) nagra o Deeneyu piosenkę.

Nagany

Huddersfield Town jest w bardzo trudnej sytuacji i coraz trudniej wierzyć, że mogą się jeszcze uratować i utrzymać w lidze. Jeśli jednak ta misja ma się powieść, to trzeba wygrywać takie mecze jak starcie z Burnley u siebie. Na początku spotkania wydawało się nawet, że to się może udać. Podopieczni Davida Wagnera przeważali i strzelili jako pierwsi gola. Wszystko jednak zniweczył Christopher Schindler. W ciągu jedenastu minut otrzymał najpierw żółtą, a potem czerwoną kartkę. Kiedy opuszczał murawę, było już 1:1.

Bez niego „Teriery” nie były w stanie walczyć o zwycięstwo. Ostatecznie po golu Barnesa w 74. minucie spotkania ulegli na swoim stadionie „The Clarets” 1:2. Oczywiście nie ma pewności, że z Schindlerem na boisku Huddersfield uzyskałoby lepszy wynik, ale byłoby im o to zdecydowanie łatwiej. Kiedy gra się tak ważny mecz, wręcz kluczowy w kontekście utrzymania, i wychodzi się na prowadzenie, to nie można osłabiać zespołu. Jednakże tak postąpił Schindler.

Alvaro Morata miał być jedną z gwiazd Premier League. Wydawał się dobrym kandydatem na następcę Diego Costy w Chelsea. W Juventusie spisywał się nieźle. W Realu Madryt co prawda był rezerwowym, ale kiedy dostawał szanse, to z reguły nie zawodził. Niestety potwierdziło się, że Morata ma kruchą psychikę. Kiedy coś mu nie wychodzi,  szybko się frustruje, nie może wyrzucić tego z głowy. W Anglii niewiele mu się udaje. Nie pasuje do tej ligi pod względem fizycznym. Wiele razy pada na murawę, domagając się odgwizdywania na nim fauli, ale to, co w Hiszpanii uznano by za faul, w Premier League niekoniecznie może być zaklasyfikowane jako przewinienie. Jego frustrację najlepiej obrazuje fakt, iż w pewnym momencie w zeszłym sezonie miał więcej żółtych kartek niż goli. Sędziowie często muszą karać hiszpańskiego napastnika za dyskusje.

Spotkanie z Southampton w 21. kolejce było jednym z wielu słabych meczów Moraty w Chelsea. Dostał szansę od Sarriego, zagrał całe spotkanie ale nie zachwycił. Zmarnował jedną świetną okazję, a poza tym był niewidoczny. Chelsea potrzebuje napastnika z prawdziwego zdarzenia, a Moracie dobrze zrobi zmiana otoczenia.

Ciekawym przypadkiem jest Dejan Lovren. Na boisku nie spisuje się zbyt dobrze i zwłaszcza w najważniejszych momentach zawodzi. Nie to jest jednak dziwne. Zaskakujące jest to, jak wielkie ego ma chorwacki obrońca, mimo że wciąż nie ustrzega się błędów. Na mundialu spisywał się dobrze, to trzeba uczciwie przyznać, ale mimo to zbyt dużo w jego grze niepewności. Lovren nie jest gwarancją spokoju, popełnia błędy, a mecz z Manchesterem City szczególnie mu nie wyszedł. We wcześniejszych spotkaniach Virgil van Dijk jeszcze był w stanie maskować pomyłki Chorwata. W czwartkowy wieczór nie dał rady.

Kiedy trzeba było zagrać agresywniej, Lovren odpuścił (przy bramce Aguero na 1:0), kiedy nie potrzeba było wielkiej agresji, wyciął Aguero równo z trawą i powinien wylecieć z boiska (otrzymał tylko żółtą kartkę). Joe Gomez przed kontuzją był w świetnej formie. Myślę, że z nim w składzie zamiast Lovrena Liverpool nie przegrałby tego meczu. Gomez najprawdopodobniej nie dałby tyle swobody Sane i Aguero.

Podsumowanie

      Wyróżnienia:

  • Współpraca na linii Son – Kane
  • Jan Bednarek
  • Troy Deeney

      Nagany:

  • Christopher Schindler
  • Alvaro Morata
  • Dejan Lovren

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze