Przyszłość polskich drużyn w europejskich pucharach spoczywa już tylko w rękach, a może bardziej w nogach, piłkarzy Lecha Poznań. Od postawy drużyny prowadzonej przez Jacka Zielińskiego będzie zależało to, jak w najbliższym czasie będą nas postrzegać kibice z innych krajów.

Legia odpadła, Polonia odpadła, Wisła odpadła. Z naszej polskiej – jakkolwiek śmiesznie to brzmi – „Wielkiej Czwórki” pozostał tylko Lech. Jedyna drużyna, która ponownie samotnie będzie walczyła o dobre imię polskiej piłki na europejskich boiskach. W poprzednim sezonie poznański zespół dowodzony przez Franciszka Smudę zaszedł nieoczekiwanie daleko. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i za sukces w obecnych rozgrywkach Ligi Europejskiej kibice uznają tylko dojście jeszcze dalej – 1/16 już tak cieszyć kibiców Lecha nie będzie.

Niby przyzwyczailiśmy się do tego, że w europejskich pucharach naszym klubom, lekko mówiąc, nie wiedzie się, a i tak pozostaje niedosyt. Każdy kibic pyta: dlaczego? Kiedy znów polski klub zajdzie nieco dalej? Czy ktoś ponownie zbliży się do sukcesów Legii czy Widzewa? Wszak Legia próbowała, lecz znów nic z tego, a Widzew w najbliższym czasie nie będzie miał żadnych szans zagrać nawet w eliminacjach. Ostatnio możemy jednak liczyć na poznańskiego Lecha, który w poprzednim sezonie dostarczył fanom wielu emocji, przechodząc przez grupę eliminacyjną Pucharu UEFA i nieszczęśliwie odpadając po rywalizacji z włoskim Udinese. W tegorocznych rozgrywkach poznańska lokomotywa znów się rozpędza, choć w drugim meczu z Fredrikstad zjechała na niewłaściwe tory i przegrała 1:2. Na szczęście zaliczka z pierwszego meczu była na tyle duża, że poznaniakom wystarczyło, aby awansować do kolejnej rundy. Powodem do radości może być fakt, że honorowego gola w rewanżu zdobył Robert Lewandowski, który niebawem będzie również odpowiedzialny za zdobywanie bramek w barwach polskiej reprezentacji w eliminacjach do przyszłorocznych Mistrzostw Świata. Z napastnikami mamy największy problem. Ebi Smolarek nie gra od dłuższego czasu, a Ireneusz Jeleń złapał kontuzję i nie zobaczymy go na boisku przez najbliższe dwa miesiące. Ale ja przecież nie o tym…













