Gorzej być już nie może. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że Timo Werner będzie gwiazdą światowego formatu. Wreszcie reprezentacja Niemiec miała bramkostrzelnego napastnika, który oferował o wiele więcej niż jego poprzednicy. W końcu byle kto nie strzela 34 bramek w jednym sezonie. Po Wernera sięgnęła Chelsea i po dwóch sezonach można śmiało rzec – przepaliła pieniądze w piecu. Timo Werner wraca dzisiaj do Lipska, czyli klubu, z którego trafił do niebieskiej części Londynu.
„The Blues” wiele pożytku z niemieckiego snajpera nie mieli. Brzmi to dosyć komicznie, biorąc pod uwagę, że był bezpośrednio zamieszany w zdobycie bramki w co drugim meczu w niebieskiej koszulce. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że jeśli fani Premier League zapamiętają z czegoś Timo Wernera, to z jego rażącej nieskuteczności.
Timo Werner czyli człowiek-pudło
Jeszcze zanim Timo Werner trafił na Wyspy Brytyjskie, z bardzo dobrej strony pokazywał się w barwach VfB Stuttgart i właśnie RB Lipsk. W tym pierwszym zespole stawiał pierwsze kroki w Bundeslidze,występując często na pozycji lewoskrzydłowego. Dopiero gdy na stałe został przekwalifikowany na napastnika – pozycję, na której imponował w drużynach juniorskich – jego talent rozkwitł.
Timo Werner to napastnik dysponujący ogromnym przyspieszeniem. No i przy okazji potrafił strzelać bramki jak na zawołanie. Daleko mu było jednak do napastnika kompletnego. Timo Werner rozkwitł w Lipsku, dlatego że taktyka i gra zespołu była oparta na nim, a kolejni trenerzy ufali mu bezgranicznie. W Chelsea tego nie dostał.
Na początku myślałem, że mogę dalej robić swoje tutaj, ale w ciągu ostatnich kilku miesięcy zostałem sprowadzony na ziemię. W Anglii zawodnicy mają 1,9 metra wzrostu, są brutalni fizycznie i bardzo szybcy – łącznie z obrońcami. To imponujące, jaka intensywność dzieje się w Premier League. Timo Werner
Jeśli czytają to jacyś kibice „The Blues”, pewnie zgodzą się ze mną, że Timo Werner nie był gotowy na Premier League. Przede wszystkim mentalnie. Niemiec bardzo przejmował się kolejnymi zmarnowanymi okazjami – a było ich sporo. W pewnym momencie wydawało się, że nie istnieje sytuacja, której Werner nie byłby w stanie schrzanić. Piłka stojąca na linii bramkowej rywala? Timo Werner strzela w poprzeczkę.
Duże pieniądze i duża presja
Każda kolejna zmarnowana okazja wzniecała burzę w brytyjskich mediach. Jak podstawowy napastnik jednej z najlepszych reprezentacji na świecie może pudłować w tak prostych sytuacjach? Pewność siebie Niemca w pewnym momencie była na tak niskim poziomie, że już przed oddaniem strzału na bramkę rywala wyglądał na przerażonego. A presja ciągle rosła.










