Po Realu Valladolid i Celcie Vigo czas na poznanie trzeciego tegorocznego beniaminka hiszpańskiej Primera Division. Choć w zasadzie przedstawiać go nie trzeba, bo każdy szanujący się piłkarski kibic powinien doskonale znać drużynę Deportivo La Coruna.
Historia
Na przestrzeni lat w A Corunii działo się niesamowicie wiele. Historia galisyjskiego klubu to prawdziwa sinusoida – równie dużo wzlotów co i upadków. Deportivo zostało utworzone w 1906 roku, a już dwa lata po tym wydarzeniu król Hiszpanii, Alfonso XIII, przyznał klubowi tytuł królewski, zostając przy okazji jego honorowym prezesem. Wielki wpływ na to, że „El Depor” w ogóle istnieje na piłkarskiej mapie, miał Jose Maria Abalo, który powróciwszy do A Corunii z Anglii, gdzie w 1902 roku zdobywał futbolowe szlify, rozpropagował piłkę nożną w tym galisyjskim mieście. Kiedy w 1928 roku utworzono rozgrywki ligowe, Deportivo było już w miarę liczącym się na Półwyspie Iberyjskim klubem. Nie pozwoliło to niestety na grę w Primera Division. Na upragniony awans do najwyższej klasy rozgrywkowej chwilę czekano, ale było warto. Po raz pierwszy na pierwszoligowych boiskach Deportivo zagrało w sezonie 1940/1941. Po pięciu latach klub ponownie spadł do drugiej ligi, aby za kolejne pięć lat cieszyć się z wicemistrzostwa w Primera Division. W ostatniej kolejce ligowej Deportivo przez pół godziny dzierżyło nawet tytuł mistrzowski, ale ostatecznie remis w meczu z Athletikiem Bilbao sprawił, że to Atletico Madryt cieszyło się z końcowego triumfu. W międzyczasie dzięki coraz wyższemu poziomowi możliwe było wybudowanie historycznego już Estadio El Riazor, na którym „El Depor” po dziś dzień rozgrywa swoje mecze.
Po zdobyciu wicemistrzostwa Hiszpanii coś w Deportivo zaczynało pękać. Nie najlepsza kondycja finansowa klubu nie wróżyła niczego dobrego. Spadek do Segunda Division wydawał się kwestią czasu i nastąpił ostatecznie w 1963 roku. Przez kolejne lata „Los Turcos” tułali się po drugiej, a nawet trzeciej lidze. Odbudowywanie potęgi znowu zajęło sporo czasu, ale – po raz kolejny – opłaciło się. Deportivo wróciło do Primera Division w sezonie 1989/1990, a wielka w tym zasługa prezesa Augusto Cesara Lendoiro, który na urząd wybrany został ledwie rok wcześniej. „Depor” na nowo zaczęło być „Super Depor”. Sprowadzenie do klubu takich zawodników jak Bebeto czy Mauro Silva wzbudzało podziw i szacunek. Ten pierwszy w sezonie 1992/1993 został nawet królem strzelców rozgrywek. Galisyjczycy przez bardzo długi czas utrzymywali się wówczas na pierwszym miejscu w tabeli, ale ostatecznie zakończyli zmagania na najniższym stopniu podium. Tym samym rozpoczęła się gra w europejskich pucharach, o których w tym momencie wszyscy w Deportivo zapewne marzą. Przygoda z Pucharem UEFA zakończyła się jednak na trzeciej rundzie.
Rok 1995 przyniósł pierwsze trofea dla „Los Turcos”. Najpierw było zwycięstwo w Pucharze Króla, a później zdobycie Superpucharu Hiszpanii, w którym z Deportivo nie poradził sobie Real Madryt, przegrywając 0:3 i 1:2. Coraz śmielsze poczynania na rynku transferowym sprawiły, że Deportivo mogło rozpocząć walkę o tytuł mistrzowski. Ten nadszedł w 2000 roku, razem z kolejnym Superpucharem Hiszpanii. Ostatni historyczny ślad klub z Galicji zostawił po sobie w 2002 roku, wygrywając po raz drugi w Pucharze Króla i po raz trzeci w Superpucharze Hiszpanii. Deportivo dało się poznać również Europie, kiedy to w 2004 roku awansowało aż do półfinału Ligi Mistrzów, pokonując wcześniej Milan 4:0. W tym momencie zespół znowu się zatrzymał i po równi pochyłej zmierzał coraz niżej i niżej. Nikt jednak nie wyobrażał sobie, aby ta ekipa miała spaść do Segunda Division. Tak się niestety stało w sezonie 2010/2011, ale na całe szczęście „Los Turcos” nie opuścili nas na zbyt długo i już po roku wracają do elity – i bardzo dobrze.










