Wisła Płock i jej niekończąca się klątwa meczów wyjazdowych


„Nafciarze” w delegacji przegrywają wszystko, a w domu nie przegrywają niczego

5 października 2021 Wisła Płock i jej niekończąca się klątwa meczów wyjazdowych
Zbigniew Harazim/ zbyszkofoto.pl

„U siebie graj jak u siebie, a u obcego na…”. Takie motto w bieżącym sezonie obrała drużyna „Nafciarzy”. Wisła Płock przed własną publicznością trzy razy zwyciężała, raz remisując, a w gościach na sześć spotkań sześć razy schodziła na tarczy. Wyjątku nie było nawet podczas meczu pucharowego z pierwszoligowcem.


Udostępnij na Udostępnij na

Czy można więc zaryzykować stwierdzenie, że oglądamy skrajnie różne dwie twarze Wisły Płock w aktualnych rozgrywkach? Paradoksalnie – raczej nie. A to dlatego, że postawa podopiecznych Macieja Bartoszka na wyjazdach wcale nie odbiega znacznie od tego, co płocczanie prezentują na stadionie imienia Kazimierza Górskiego. Większość z tych starć to spełnianie nakreślanych założeń i odważne stawianie oporu wobec inicjatywy gospodarzy. Dorobek z tych spotkań mógł spokojnie przynajmniej zbliżyć się do łącznej zdobyczy domowej Wiślaków. Ale i tak wyniósł on okrągłe zero, i wygląda to tak, jakby nad „Nafciarzami” po prostu wisiało fatum.

Wisła Płock – kuriozum porażek

„Przegraliśmy na własne życzenie”. „Przegraliśmy ten mecz sami”. „My już ten mecz przegraliśmy”. „Kolejny mecz wyjazdowy przegrywamy”. Rozdział wyjazdowych spotkań Wisły Płock sezonu 2021/2022 to niekończące się pasmo przegranych i coraz mocniej narastająca frustracja. Oliwy do ognia dolewają okoliczności kolejnych i kolejnych plam poza własnym domem ekipy z Pojezierza Dobrzyńskiego.

Pierwsza seria gier i jednobramkowa porażka w stolicy po pięknym golu Ernesta Muciego z dystansu. Przegrać w Warszawie z mistrzem Polski to niby nic strasznego, ale uwzględniając korzystny timeing rozegrania owego pojedynku – tego sezonu z Legią w lidze wygrywają niemal wszyscy nastawieni na styl ofensywny, ale oczywiście nie Wisła Płock… trzecia siła ofensywna w ekstraklasie.

Kolejny przykład już w następnej kolejce. Porażka w takich samych rozmiarach w Gdańsku z Lechią. Z kolejnym niefartownie straconym golem. Otóż po zgraniu piłki od Josepha Ceesaya i pechowym strąceniu jej przez Dawida Kocyłę ta znalazła drogę do bramki. Dodatkowo przegrana z drużyną, która zwolniła swojego trenera niecały miesiąc później, również chwały nie przynosi…

Pełna kontrola przy dwubramkowym prowadzeniu u outsidera z Łęcznej? Doskonały powrót do meczu z takiego stanu i okazja popłynięcia na fali podobnej remontady u zawodzącego Piasta w Gliwicach? Dwukrotne prowadzenie u zdeprymowanego i bezradnego rywala w Zabrzu? Szybkie odrobienie strat ze Śląskiem przy procentowo wyższym posiadaniu piłki we Wrocławiu? To też wszystko na nic! Żadnego z tych meczów nie udało się zakończyć dopisaniem choćby jednego punkciku.

Obrona po płocku

Cztery domowe spotkania zawodników z Płocka od startu rozgrywek to trzy czyste konta i zaledwie jedna stracona bramka. Za to razem z dogrywką w Pucharze Polski podczas siedmiu wyjazdów tych goli utracili już 20. Wybawieniem dla płockiej Wisły, podobnie jak i tej krakowskiej, mogłaby być obecność na murawie jej byłego kapitana, w pełni zdrowego Alana Urygi, którego fachowa ręka czuwa nad swoim byłym klubem wyłącznie na modernizowanym obiekcie przy ulicy Ignacego Łukasińskiego. Sam w niebiesko-białych barwach trzymał wysoki poziom zarówno tam, jak i w delegacjach.

Trener Bartoszek co rusz uczula swoich graczy o konieczności poprawy w grze defensywnej. Jednak jego wszystkie wypowiedzi lecą niczym groch o ścianę, bo z wyjazdu na wyjazd jest tylko gorzej. Mecze „Nafciarzy” postronnym widzom może i ogląda się najprzyjemniej od dawna. Jednak ich sympatyków – szczególnie w drugich połowach spotkań – często przyprawiają jedynie o stan przedzawałowy lub o przyspieszone siwienie.

Czy broniący Krzysztof Kamiński, Bartłomiej Gradecki, Damian Węglarz i formacja obronna nie czują strzeżonych przez siebie bramek podczas spotkań na obcych murawach? Przecież zarówno wymiary boisk, jak i obwody prostokątów wszędzie są takie same. Gdzie jest sedno problemu? Nie w jakości, zatem w organizmach, w głowach, a może w czystym przypadku? Naprawdę trudno znaleźć na to wytłumaczenie, nawet samej drużynie.

Gdybyśmy wiedzieli, dlaczego tak jest, już byśmy sobie z tym poradzili. Krzysztof Kamiński dla Interii

***

Wisła Płock jest zespołem z jasno sprecyzowanym celem na ten sezon: wyjściem z marazmu i powalczeniem o coś więcej niż ponowne utrzymanie. Ku temu za „Nafciarzami” przemawia co prawda przyzwoity bilans domowy, ale do wyskoczenia ponad strefę przeciętności potrzeba czegoś ekstra w postaci solidnego punktowania także w roli gościa. Na ten moment drużyna Macieja Bartoszka znajduje się na 14. miejscu w ligowej tabeli z trzema oczkami nad czerwoną kreską. Jej następne wyjazdowe wyzwanie będzie w teorii najtrudniejsze, gdyż wybierze się na obiekt przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu. Tam będzie na nią oczekiwał liderujący Lech. Jeśli Mazowszanie chcą uniknąć powtórzenia czarnej serii Podbeskidzia Bielsko-Biała z zeszłego sezonu, będą musieli się wznieść nie tylko ponad swoje umiejętności. Do tego, jak się brutalnie przekonują, także ponad siły wyższe.

Komentarze
Konzio (gość) - 2 tygodnie temu

Bardzo fajne zdjęcie do artykułu.
Ciekawie się czytało.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze