Wisła Kraków to jedna z największych marek w polskim futbolu. W ekstraklasie występuje nieprzerwanie od 26 lat. Wszystko wskazuje na to, że klubowi w tym sezonie grozić może nawet spadek z ligi. Z jakimi problemami musi zmierzyć się Jerzy Brzęczek?
Choć przed rozpoczęciem rozgrywek niewielu wróżyło „Białej Gwieździe” walkę o utrzymanie w lidze, to właśnie na tym zespół powinien się skupić. Posadę trenera objął były selekcjoner reprezentacji Polski. Ma on niewiele czasu na poprawę gry drużyny, a punkty są bardzo potrzebne już teraz.
Ofensywna niemoc
W trzech meczach rundy wiosennej Wisła Kraków nie strzeliła bramki. Za rywali miała: Raków Częstochowa, Stal Mielec oraz Górnika Łęczna. Mało tego, w tych spotkaniach zdołała oddać zaledwie cztery celne strzały. Z takimi statystykami bardzo trudno będzie o rozpoczęcie marszu w górę tabeli.
Sporym uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że największym problemem jest brak skutecznego napastnika. Choć jest to jeden z czynników, który wpłynął na obecne miejsce drużyny. Zawodzi Jan Kliment, który w 19 występach strzelił dwa gole. Zmarnował też kapitalną okazję w rywalizacji z Rakowem Częstochowa. Zdenek Ondrasek i Luis Fernandez potrzebują czasu na dojście do formy.
Odpowiedzialność za strzeleckie zdobycze musi się rozłożyć na kilku zawodników. Trudno liczyć na to, że któryś z piłkarzy Wisły zacznie seryjnie trafiać do siatki rywali. Problemem drużyny jest też kreowanie dogodnych sytuacji. Małą poprawę w tym aspekcie można było zauważyć w debiucie Jerzego Brzęczka. Wiślacy oddali trzy celne uderzenia, a najbliżej trafienia był Dor Hugi, który obił poprzeczkę.
Zapytaliśmy redaktora profilu Watch Ekstraklasa, Kubę Lewandowskiego, o największy problem zespołu:
– Tak naprawdę główny problem Wisły to całokształt sytuacji z Adrianem Gulą. Z perspektywy czasu trzeba stwierdzić, że zatrudnienie trenera Guli w tamtym momencie było błędem. Wisła chciała przeskoczyć pewien poziom. Poziom średniaka, grającego nawet ciężki do oglądania futbol. Jak się okazało, tak się nie da i bez osiągnięcia pewnego stabilnego poziomu, bez posiadania dobrych piłkarzy nie można przejść na granie w piłkę w stylu Guardioli.
– Jedynymi zawodnikami ówczesnej Wisły, którzy się czymś wyróżniali, byli Aschraf El Mahdioui i Yaw Yeboah. Ich oczywiście pod Wawelem już nie ma. Wisła Guli po prostu wychodziła na boisko, starała się coś grać od własnej bramki i co mecz kończyło się to podobnie, czyli porażką. Według mnie „Biała Gwiazda” była najłatwiejszym przeciwnikiem w lidze. Myślę, że problem Wisły też znajdował się w głowach piłkarzy. Widać było, że mental leżał. Teraz krakowski zespół musi postawić na pragmatyzm i dzielnie walczyć o utrzymanie. To może zagwarantować mu trener Jerzy Brzęczek.











