Symulant i przestępca – to najłagodniejsze słowa, jakie ostatnio można usłyszeć o Brazylijczyku w środowisku kibiców. Czy Welliton zasłużył na takie miano? Niewątpliwie argumentem przemawiającym na jego niekorzyść był pokaz „umiejętności”, jaki zademonstrował w meczu z Dynamem Moskwa. To wystarczyło, by przez wielu został znienawidzony.
W życiu każdego człowieka prędzej czy później przychodzi taki moment, w którym budzi się żądza sądzenia innych. Ta nieodparta pokusa rodzi się, zanim zadamy sobie pytanie, czy mamy prawo. Czy możemy sądzić człowieka, nie będąc w jego skórze i nie wiedząc, czym był zmotywowany do takiego, a nie innego, zachowania?

W każdym społeczeństwie można znaleźć ludzi, którym dane jest sądzić z powołania. Ponieważ jest to ich zawód, tylko oni mogą czynić to z czystym sumieniem. Pozostali… Cóż, i tak będą sądzili według własnego uznania. Jednak nasuwa się bardziej filozoficzne pytanie – do czego przyrównywać konkretne czyny, konkretnych sprawców? Innymi słowy, jeśli kogoś osądzamy, to porównujemy jego zachowanie do pewnego szablonu, który według naszego mniemania jest jedynym prawdziwym. Ale tylko w naszym pojęciu. A co z prawdą absolutną?
Incydent, jaki miał miejsce dwa tygodnie temu w meczu Spartaka z Dynamem, poruszył opinię publiczną. Wszyscy byli całym sercem z Władimirem Gabułowem. Tym bardziej poruszały słowa, które wypowiedział tuż po zajściu. Słowa godne prawdziwego mężczyzny i sportowca. Słowa pełne zrozumienia.
– Nie mam za złe Wellitonowi jego zachowania i nie żywię do niego urazu. Zdaję sobie sprawę, że futbol rządzi się swoimi prawami i każdemu mógł przytrafić się podobny incydent. Bóg karze przebaczać. W takiej sytuacji należy się zastanowić, czy słusznym jest sądzić i przekreślać z góry drugiego człowieka i sportowca. Nie chcę, aby Brazylijczyk miał z tego powodu problemy. To już przeszłość i nie wracajmy do niej. Sam zdaję sobie sprawę, że profesja futbolisty wymaga stuprocentowej koncentracji w każdym meczu. W tamtym meczu wszystko mogło skończyć się o wiele gorzej. Mogłem stracić także kolejny sezon i wypaść z gry na bardzo długi czas – tak komentuje całą sprawę Gabułow.
Niewątpliwie, wydarzyła się rzecz straszna. Zaistniało ryzyko utraty zdrowia człowieka. To nieodzowna część życia. Niestety, w futbolu to także ryzyko zawodowe. Nie sądzę, aby incydent sprzed dwóch tygodni był w pełni przemyślanym zagraniem. To czysty sport i starcie dwóch profesjonalistów, którzy nie zamierzali ustępować jeden przed drugim.
Winić w danej sytuacji Wellitona jest o tyle nie na miejscu, że historia futbolu zna straszniejsze przypadki. Czy w równym stopniu winny jest Budun Budunow zdarzenia sprzed kilku lat z Serhijem Perchunem? Czy pamiętacie przypadek Petra Cecha? Przecież w tamtych meczach również można było winić napastników o planowane zamachy na życie bramkarzy. Czy zatem możemy winić Brazylijczyka na podstawie tego, co widzieliśmy w czasie meczu i późniejszych powtórkach? Przecież nie wiemy, co tak naprawdę zamierzał sprawca fatalnego faulu na golkiperze Dynama.











