Islandia nie kojarzy się nam z piłką nożną na wysokim poziomie. Dumając o tym odległym kraju, w myślach pojawiają się gejzery, piękne krajobrazy i cuda tamtejszej natury, a mało kto potrafiłby wymienić nazwy pięciu islandzkich klubów sportowych. Możemy oczywiście kojarzyć pogromcę poznańskiego Lecha z 2014 roku – zespół Stjarnan FC – czy drużyny z Reykjavíku, stolicy tej jakże pięknej wyspy, ale czy wiemy o nich coś więcej? Raczej nie. Dlatego niezmiernie miło jest nam przedstawić Piotra Giedyka – polskiego specjalistę żyjącego islandzką piłką nożną na co dzień. Chodząca encyklopedia i kompendium nie tylko sportu, lecz także innych dziedzin dotyczących Islandii – człowiek piszący dla IcelandNews.is, prowadzący fanpage Piłkarska Islandia i łącznik islandzkich mediów. Czy futbol w tym odległym kraju może być ciekawy?
Jak to się właściwie stało, że zainteresowałeś się islandzką piłką?
Przy okazji zainteresowania się Islandią w ogóle. Stało się to tuż po 2000 roku. Żaden kraj w Europie ani na świecie nie wywoływał u mnie tak wielkiej fascynacji jak Islandia. Będąc wtedy jeszcze dzieciakiem, prosiłem rodziców, aby drukowali mi w swojej pracy wszelkie możliwe informacje na temat tej wyspy, a ponieważ w tym wieku intensywnie interesowałem się już piłką nożną – trenowałem nawet na warszawskim Drukarzu – to szybko ogólne zainteresowanie tym krajem poszło również w stronę wikińskiego futbolu. Początkowo był to twardy orzech do zgryzienia, gdyż Internet nie był jeszcze powszechny, i musiałem się ratować różnymi książkami. Każdy kolejny rok sprawiał, że chłonąłem coraz więcej informacji i sukcesywnie pasja, którą w moim życiu jest Islandia, stawała się coraz bardziej poważna. Także ta piłkarska.
Czyli rozumiem – młodzieńcza pasja, która doprowadziła do wyjazdu na Islandię?
Życiowa pasja, a nie tylko młodzieńcza. Od momentu poważniejszego zainteresowania się Islandią dość długo czekałem na wyjazd, ale wciąż nie mieszkam tam na stałe. Obecnie czekam, aż moja dziewczyna się obroni, a w drugiej połowie roku dopinamy pozostałe sprawy, za kilka miesięcy osiedlimy się zaś na stałe.
Domyślam się, że to dość spore koszty…
Jeszcze 10-11 lat temu udanie się do tego pięknego kraju było bardzo trudnym i niezwykle kosztownym przedsięwzięciem. Bilety lotnicze w najlepszym razie kosztowały w jedną stronę tyle, ile obecnie w obie. Teraz, gdy ma się na wyspie już wielu przyjaciół, ma się znajomości, to nie ma tego problemu jak dawniej. Można latać. W tym roku jednak cieszę się jeszcze pięknem Polski. Staram się dużo podróżować i czerpać z tego jak najwięcej, bo później możliwości będą nieco ograniczone.
To, że jesteś jej pasjonatem akurat w islandzkim wydaniu, już wiemy, tylko… powiedz nam, co właściwie jest w niej takiego interesującego?
Oprócz wiadomego, czyli pięknych widoków okalających większość stadionów ligowych i wspaniałej historii związanej z obecną reprezentacją, to składa się na to całkiem sporo aspektów. Po pierwsze podejście do piłki. Tutaj niemal każda osoba od dzieciństwa przywiązana jest bardzo do swojego lokalnego klubu. Spora część tych dzieciaków sama próbuje grać w piłkę i intensywnie trenuje już od najmłodszych lat. Również kobiety mocno interesują się piłką nożną. Wbrew temu, co się mówi, islandzkie kluby mają ogromną historię i mają swoje legendy. Komercyjny kanał telewizyjny Stöð 2 (taki odpowiednik C+) prowadzi nawet teraz program poświęcony dawnym weteranom ligi, różnym tradycjom, wydarzeniom z przeszłości. Niemała część drużyn powstała na początku XX wieku, a np. taki KR Reykjavík swoje powstanie datuje na rok 1899. Islandia nie doświadczyła na szczęście żadnej wojny, ale niektóre kluby miały inne, równie dotkliwe problemy. Weźmy pod lupę taki ÍBV Vestmannaeyjar z wyspy Heimaey. W 1973 roku wybuchł tam wulkan i całe miasteczko musiało się szybko ewakuować na główną wyspę. Nie wiadomo było w ogóle, czy uda się kontynuować działalność klubu, bo panował wielki chaos. Kibice, zawodnicy i ludzie związani z ÍBV stanęli jednak na głowie i ogarnęli byt swojego klubu niemal w kilka tygodni. W efekcie na kilka lat przenieśli się do Reykjavíku. Tak im na tym zależało, taka była motywacja. Należy pamiętać, że ÍBV to nie był jakiś tam anonimowy zespół z niższej ligi. To była wtedy topowa drużyna ekstraklasy. Rok przed wybuchem Eldfell zdobyła krajowy puchar. Teraz na mecze u siebie przychodzi często 1/4 całej populacji Vestmannaeyjar, a zdarza się dużo więcej.














