Co warte są słowa?


13 czerwca 2014 Co warte są słowa?

Wczorajszy dzień zaczął się dla kibiców piłki nożnej dość niespodziewanie. Gdy wszyscy czekali już na mecz otwarcia mistrzostw świata, Chelsea Londyn ogłosiła transfer nowego zawodnika. I to jakiego! Cesc Fabregas zamienił barwy katalońskiej Barcelony na niebieską koszulkę londyńskiej drużyny. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie chodziło właśnie o Fabregasa i jego stosunek do Chelsea i Mourinho.


Udostępnij na Udostępnij na

Gdy przed mundialem na konferencji prasowej reprezentacji Hiszpanii, media zarejestrowały poufną rozmowę Gerarda Pique oraz Vincente del Bosque, wiadomo było, że w przyszłym sezonie nie zobaczymy już Fabregasa na Camp Nou. Tajemnicą nadal jednak pozostawało, gdzie zagra 27-letni Hiszpan. Z prawa pierwokupu nie skorzystał Arsenal Londyn, a w walce o pomocnika pozostały już w zasadzie tylko dwa kluby – Manchester United i Chelsea Londyn. Ostatecznie Fabregas zdecydował się na tych drugich i rozpętał tą decyzją małą wojenkę w piłkarskim światku.

Nie było wczoraj żadnej gazety ani telewizji, która nie wspomniałaby o transferze Hiszpana. Śmiem twierdzić, że na moment na drugi plan zeszły same mistrzostwa świata. Ok, bardzo dobry zawodnik przechodzi do bardzo dobrego zespołu. Jednak skąd tyle emocji i to w większości negatywnych? A stąd, że Cesc Fabregas najpierw mówi, a potem myśli. Nie trzeba się tak daleko cofać, by przypomnieć sobie słowa Hiszpana tuż przed odejściem do Barcelony. – Nigdy nie podpiszę kontraktu z innym angielskim klubem tak jak Fernando Torres. A to ci dopiero niespodzianka. Panowie będą mieli teraz świetną okazję, by wymienić swoje poglądy. Mało? Nic prostszego. Każdy kibic Arsenalu, i Chelsea zapewne też, pamięta słowa Fabregasa z 2010  roku, kiedy to zwrócił się do kibiców „Kanonierów”. – Jeśli kiedykolwiek założę koszulkę Chelsea, macie zgodę, by mnie zabić. No cóż, na to się raczej nie zanosi, ale już pierwsi kibice zaczynają palić koszulki z numerem „4”. Miłość jest jednak bardzo krótka.

http://www.101greatgoals.com/wp-content/uploads/2014/06/Screen-Shot-2014-06-12-at-8.28.22-PM.png

Co tam sama Chelsea, jak Fabregasowi nigdy nie było po drodze z jej szkoleniowcem, Jose Mourinho. Portugalczyk nie szczędził krytyki zarówno Arsenalowi, jak i Barcelonie. „Dumę Katalonii” skrytykował po meczu z Manchesterem City w 1/8 finału, twierdząc, że jest to najgorsza Barcelona od lat. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. – Niektórzy mówią jak zwykle za dużo. Czasami powinni się zamknąć. Kto to powiedział? Oczywiście Fabregas. Dlatego tak mnie rozśmieszyło, gdy po transferze do Chelsea przeczytałam krótki wywiad z Hiszpanem. ­– Mają wspaniały skład i niezwykłego trenera. Nie mogę się doczekać, żeby zagrać w tym zespole. Lekka hipokryzja, prawda? Ale w zasadzie rozumiem Fabregasa. Hiszpan liczył zapewne, że z otwartymi ramionami przyjmie go Arsenal Londyn. A tu niespodzianka, miejsca w składzie nie ma. Słychać głosy, że Fabregas zażyczył sobie tak dużej pensji, że Arsenal nie mógł się na to zgodzić.

Coś z tymi pieniędzmi może być na rzeczy. Przecież, gdy ktoś deklaruje takie przywiązanie do klubu i całuje herb na piersi, nie liczą się dla niego pieniądze, ale możliwość gry dla „ukochanego” zespołu. Przeglądając wczoraj strony internetowe, trafiłam na ciekawy artykuł angielskiego portalu sprzed dwóch tygodni: Dlaczego Fabregas nigdy nie dołączy do Chelsea? Ostatnie dwa zdania tekstu stanowią gorzkie podsumowanie transferu Hiszpana: – Cesc nie jest piłkarzem, dla którego liczą się tylko pieniądze. Jeśli opuści Barcelonę tego lata, będzie miał wiele opcji i dołączenie do zespołu Chelsea będzie z pewnością ostatnią rzeczą, jaką zrobi.     

A jak na transfer Fabregasa zapatrują się kibice Chelsea? – Dziwne, że narracja tego transferu krąży niemal wyłącznie wokół zdania, które Fabregas podobno wypowiedział w 2010 roku do kibiców Arsenalu. „Jeśli kiedykolwiek założę koszulkę Chelsea, będziecie mogli mnie zabić” miał stwierdzić Hiszpan. Być może, ale co z tego? Piłka nożna pamięta dziesiątki takich deklaracji. Ferdinanda, który zarzekał, że nie zagra w Manchesterze United, Eto’o, że nie przejdzie do Chelsea, czy teraz właśnie Cesca. Rozumiem rozgoryczenie fanów Arsenalu, ale należy pamiętać, że Kanonierzy mieli okazję skorzystać z prawa pierwokupu. Nie chcieli Cesca, tak jak nie chciała go Barcelona. A Hiszpanowi powrót do Anglii odpowiadał. Mnie ten transfer bardzo cieszy. Chelsea potrzebowała takiego gracza, zwłaszcza teraz po odejściu Lamparda. Na kreatywności i doświadczeniu Fabregasa zyska cały zespół. Odciążony zostanie Matić, który będzie mógł bardziej się skupić na zadaniach defensywnych. Cenę też można uznać za promocyjną. 27 mln, przy 50 otrzymanych za Luiza to świetny interes. Mam nadzieję, że Cesc będzie się cieszył długimi latami, pełnymi sukcesów, na Stamford Bridge – mówi Kamil Tysa z Chelsea Poland.

Jedno jest pewne – Hiszpana czeka niełatwe zadanie. Musi zastąpić legendę klubu, Franka Lamparda, a jednocześnie pogodzić się z tym, że po drugiej stronie Londynu już go nie kochają.

 

Komentarze
Sroki (gość) - 8 lat temu

Pamietam jak Rooney odchodzil do MU i kibice Evertonu pamietaja do dzis tego "Judasza"

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze