Zmiana trenera w klubie to dla wielu piłkarzy szansa na pokazanie się z dobrej strony, zaczęcie wszystkiego od nowa z czystą kartą. Jednak dla drugiej grupy piłkarzy zmiana ta nie zawsze jest dobra, a wręcz przeciwnie. Często może okazać się, że o wiele lepiej sprawowali się pod wodzą byłego szkoleniowca, chociaż nie zawsze szło to w parze z wynikami klubu. Przykładem piłkarza, który należy do drugiej z wymienionych grup, jest właśnie Walerian Gwilia.
Walerian Gwilia, który ostatnio przeżywa raczej gorszy okres. Powiedziałem gorszy? Można rzec, że wręcz fatalny. Legia jest w kosmicznej formie. Rozkłada każdego przeciwnika na łopatki. Zespół ze stolicy po prostu jest na autostradzie do mistrzostwa, po której jedzie walcem, miażdżąc wszystko i wszystkich, i ani myśli się zatrzymywać.
Jednak dla kariery Waleriana Gwilii nie oznacza to nic dobrego. Gruzin nie odgrywa w zespole żadnej znaczącej roli. Wchodzi na ostatnie minuty meczów i nie pokazuje nic, co mogłoby się spodobać. Ofensywny pomocnik gra po prostu przeciętnie i to też tylko momentami, bo spora część jego występów może zirytować kibica.
Za Vukovicia było lepiej…
Z pewnością tak Gwilia mógłby powiedzieć, patrząc oczywiście ze swojej perspektywy. Za kadencji Aleksandara Vukovicia Walerian Gwilia był wręcz kluczową postacią. Ba, był nią na pewno. W końcu większość kibiców przez jakiś czas wskazywała właśnie jego jako najlepszego piłkarza Legii. Gwilia był po prostu nie do zatrzymania. Na tle ekstraklasy technicznie wyglądał naprawdę dobrze, a w systemie z jednym ofensywnym pomocnikiem odnajdywał się świetnie.
Natomiast we wrześniu stało się coś, co musiało się stać. Może miało to miejsce za wcześnie, może za późno. Z biegiem czasu po prostu dobrze, że ta sytuacja miała miejsce. A co takiego się wydarzyło? Ano Aleksandar Vuković został zwolniony z Legii. Pomijając sam fakt słuszności zwolnienia Serba, była to dość trudna chwila dla wielu piłkarzy, w tym dla Gwilii…
Walerian Gwilia był dość mocno związany z trenerem Vukoviciem. W końcu grał za jego kadencji pierwsze skrzypce, a i sam były trener Legii widział w nim kluczowy element swojej układanki. Nikt wówczas nie widział Legii bez Gwilii w podstawowym składzie. Jednak taką rzeczywistość powoli, bo powoli, ale koniec końców przedstawił Czesław Michniewicz.
„Na warszawskim rejonie już nie jest kolorowo…”
Parafrazując ten hit polskiego internetu, można przedstawić sytuację, jaka od mniej więcej października towarzyszy Gwilii. Piłkarz praktycznie nie gra w wyjściowym składzie. Początki tego mogliśmy już ujrzeć podczas pierwszych miesięcy kadencji Czesława Michniewicza w Legii.










