Za nami sześć serii gier hiszpańskiej Primera Division. Jedni radzą sobie lepiej, drudzy gorzej, a trzeci reagują na kryzysy. Ci trzeci to już, nomen omen, trzy drużyny, które postanowiły dokonać zmian na swoich ławkach trenerskich. Do przechodzących rewolucje Deportivo Alaves i Las Palmas dołączyła w tym tygodniu drużyna Villarrealu.
Fran Escriba w tym sezonie poprowadził „Submarino Amarillo” w siedmiu meczach. I tyle samo jego ekipa zdobyła punktów w La Liga, w sześciu meczach. Kampania 2017/2018 w ekstraklasie rozpoczęta od domowej porażki 0:1 z Levante i 0:3 z Realem Sociedad na Anoeta. Choć przyszły trzy kolejne zwycięstwa po przerwie reprezentacyjnej, znów dublet bez wygranej. I to kończące karierę Escriby na Estadio de la Ceramica 0:4 z Getafe… A to tylko suche liczby i fakty z tabeli. Nie ma wątpliwości, że hiszpańską drużyną notującą największy zjazd w porównaniu z poprzednim sezonem jest właśnie Villarreal. Co się dzieje z walencką ekipą?
Prawdziwie samodzielny start
Marcelino Garcia Toral opuścił El Madrigal w atmosferze konfliktów i… zbliżających się eliminacji do Ligi Mistrzów. Do pierwszego meczu z AS Monaco pozostawał około tydzień, a w czwartej ekipie Primera Division sezonu 2015/2016 stery przejmował Fran Escriba. Choć jego nowy pracodawca przegrał ten dwumecz z francuską drużyną, odpadł z Copa del Rey w 1/8 finału z Realem Sociedad i na tym samym etapie w Lidze Europy z AS Roma (1:4 w dwumeczu), to w lidze spisywał się co najmniej dobrze. Bywały dołki mniejsze i większe, ale Villarreal zdołał czwarty kolejny sezon skończyć w pucharowej strefie tabeli (ostatnio piąta lokata). Efektowny i efektywny futbol pozwalał osiągać w zeszłej kampanii takie sukcesy jak choćby remis na Santiago Bernabeu czy sześć oczek z Atletico Madryt (3:0 i 1:0).
Ale jednak to był Villarreal przygotowany przez Marcelino. Nie umniejszając Franowi Escribie zasług za prowadzenie zespołu i odnoszonych przezeń wyników, takie są fakty. Gdy już przyszło co do czego, czyli w pełni samodzielnego przepracowania okresu przygotowawczego, widać efekty. Choć można kierować się wynikami ze sparingów (trzy zwycięstwa i cztery porażki), więcej mogą powiedzieć te z ekstraklasy. Poprzedni sezon rozpoczęto od dwóch remisów, ten – od dwóch porażek. Nawet przełamanie przyszło w meczu, w którym trzeba było odrabiać straty (3:1 z Betisem). Ale wyniki to jedno, trzeba też zwrócić uwagę na ogólny obraz prezentowany przez zespół. Wystarczy spojrzeć na pressing zakładany przez graczy „Submarino Amarillo” w większości spotkań – zero agresji, szybkości i brak błyskawicznych powrotów do obrony. Piłkarze sprawiają wrażenie ociężałych i zaspanych. Ewidentnie źle przepracowana pretemporada (jak w Hiszpanii nazywa się okres przygotowawczy) przekłada się na wyniki.











