Nawet bez Roberto Soldado Valencia nie miała zbyt wielkich problemów z pokonaniem Rayo Vallecano. Zawodnicy Unaia Emery’ego wygrali 4:1 po dwóch golach Jonasa i trafieniach Jordiego Alby i Pablo Hernandeza. Honorowy strzał dla gości zaliczył Diego Costa.
Niewiele dobrego można powiedzieć o początku spotkania na Estadio Mestalla. Obydwie ekipy niby próbowały przeprowadzać akcje ofensywne, głównie skrzydłami, jednak nie potrafiły w jakikolwiek sposób sobie zagrozić. Pierwszy nieco groźniejszy strzał na bramkę mieliśmy dopiero w 11. minucie, kiedy to z dystansu uderzał Jonas. Z wybronieniem piłki nie miał jednak żadnych problemów golkiper Rayo. Valencia szła za ciosem i w 14. minucie była bardzo blisko zdobycia pierwszego gola. Najpierw mniej więcej pół metra zabrakło Pablo Hernandezowi, aby zdążyć do zagrywanej wzdłuż bramki piłki, a chwilę później po rzucie rożnym groźnie głową uderzał Adil Rami, jednak futbolówka przeleciała obok słupka gości. „Nietoperze” rozkręcały się z każdą kolejną minutą. Po lewej stronie wiele zamieszania robili Jordi Alba i Jeremy Mathieu, jednak ich wrzutek w „szesnastkę” nie wykorzystywali partnerzy z zespołu.

W 27. minucie przed szansą na zdobycie bramki znowu znalazł się Pablo Hernandez. Argentyńczyk popisał się świetnym strzałem z narożnika pola karnego, ale jeszcze lepszą interwencję zaprezentował nam Joel. W odpowiedzi w końcu ruszyło Rayo, ale szarżę Lassa w ostatniej chwili zablokował obrońca „los Ches”, ekspediując piłkę na rzut rożny. Przez następny kwadrans zawodnicy obydwu zespołów skutecznie nas usypiali, ale przed przerwą podopieczni Emery’ego sprężyli się na jeszcze jeden groźny atak. Strzał głową Feghouliego po dośrodkowaniu z prawej strony boiska Joel zdołał jeszcze odbić do boku, ale przy dobitce Jonasa był już bezradny. Stracony gol podziałał jednak na ekipę z Vallecas mobilizująco. Gracze Sandovala jeszcze przed przerwą próbowali odgryźć się przeciwnikowi, ale z wszystkimi ich ofensywnymi zapędami po profesorsku radziła sobie linia obrony Valencii. Przed ostatnim gwizdkiem arbitra to „Nietoperze” mogły jeszcze raz cieszyć się z bramki, ale w zamieszaniu w polu karnym Rayo największą trzeźwość umysłu zachował Joel i wyłapał piłkę, po czym arbiter od razu zaprosił piłkarzy na przerwę.
W drugiej połowie Valencia nie potrzebowała już tak wiele czasu na odpowiednie wejście w meczowy rytm. Podopieczni Emery’ego od pierwszej minuty zaatakowali bramkę Joela, ale za każdym razem brakowało im ostatniego, celnego podania, które otworzy drogę do siatki. Tymczasem coraz groźniej kontratakować zaczęli przyjezdni. Po trzynastu minutach drugiej połowy prawą stroną pomknął Lass, zszedł z piłką do środka, jednak zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału, który w efekcie został zablokowany. W 62. minucie w odpowiedzi ruszyła Valencia i w końcu z dobrej strony mógł pokazać się nieco niewidoczny Feghouli, jednak kiedy wychodził na czystą pozycję, został sfaulowany przez Pulido. Arbiter Paradas Romero nie uznał za stosowne pokazanie czerwonej kartki defensorowi Rayo, choć domagali się tego kibice zgromadzeni na Estadio Mestalla.










