W połowie czerwca Widzew cieszył się w Ostródzie z upragnionego awansu do II ligi. Minął nieco ponad miesiąc i podopieczni trenera Radosława Mroczkowskiego wrócili do gry. Krótko trwał okres przygotowawczy do nowego sezonu, w drużynie nie przeprowadzono rewolucji kadrowej. Dołączyło do niej tylko pięciu zawodników, pożegnano się z trzema. Mecz z Olimpią miał dać pierwsze odpowiedzi, czy taka polityka była odpowiednim posunięciem.
Zanim przejdziemy do samego spotkania, warto napisać o aspektach okołosportowych. W ostatnim czasie media szczególną uwagę poświęcały łódzkim kibicom, którzy ponownie zawstydzili fanów ekstraklasowych ekip. Sympatycy „Czerwono-biało-czerwonych” raz jeszcze pobili (własny) karnetowy rekord kraju, wykupując aż 16 311 abonamentów. Fani dopisali także w sobotni wieczór, pojawiając się na stadionie przy al. Piłsudskiego w sile 17 431 osób. Należy jednak zaznaczyć, że w sektorze gości Serca Łodzi zameldowało się kilkudziesięciu przybyszów z Elbląga.
Ci drudzy na swoich miejscach pojawili się kilka minut po rozpoczęciu spotkania i początkowo nie sprawiali problemów. Kilkukrotnie wymienili się „uprzejmościami” z gospodarzami, ale tego akurat można się było spodziewać. Olimpijczycy są zaprzyjaźnieni z Legią, za którą z kolei nie przepadają sympatycy Widzewa. Z trybun można było się dowiedzieć, kto z kim i dlaczego, ale na słowach się skończyło. Goście negatywny popis dali dopiero w drugiej połowie. Dwukrotnie sprawdzali wytrzymałość płotów odgradzających ich od kibiców miejscowych. Po błyskawicznej interwencji ochrony zrezygnowali jednak z tego typu praktyk. Fani Widzewa aż palili się, by wyjść na spotkanie z elblążanami, ale ostatecznie nie dali się sprowokować. Wiedzieli, że nawet najmniejszy wybryk może skutkować zamknięciem ich stadionu. A tego chcieli uniknąć.
Spotkanie poprzedziła uroczystość wręczenia widzewiakom pucharu za wygranie III ligi w sezonie 2017/2018. Trofeum z rąk prezesa ŁZPN Adama Kaźmierczaka odebrał Robert Demjan. Przed meczem minutą ciszy uczczono także pamięć trzech osób blisko związanych z czterokrotnymi mistrzami Polski: Wojciecha Waldy (legendarnego wieloletniego masażysty Widzewa), Kuby Gołębiowskiego (20-letniego kibica z Koluszek, który przegrał z białaczką) i Adama Lesikowskiego (17-letniego zawodnika juniorskiej drużyny zmarłego wskutek zawału serca bądź wylewu krwi do mózgu). Po chwili zadumy główny arbiter Łukasz Kuźma dał sygnał obu jedenastkom do gry.
Przed pierwszym gwizdkiem sędziego było niewiele niewiadomych. Głównie zastanawiano się nad tym, kto będzie strzegł dostępu do łódzkiej bramki. W poprzednim sezonie pod nieobecność kontuzjowanego Patryka Wolańskiego dobrze między słupkami spisywał się Maciej Humerski. Młodszy z widzewskich golkiperów wrócił jednak do pełni sił i ptaszki ćwierkały, że sztab szkoleniowy postawi właśnie na niego. Tak też się stało. Trener Radosław Mroczkowski od pierwszych minut posłał do boju także bohatera spotkania w Ostródzie Daniela Świderskiego oraz trzech zawodników, którzy niedawno podpisali kontrakty z łódzkim klubem: Sebastiana Kamińskiego, Damiana Paszlińskiego i Konrada Gutowskiego.











