Zarówno Atletico, jak i Viktoria odniosły zwycięstwa w pierwszych spotkaniach fazy grupowej Ligi Europy. Przed tym meczem zadawano więc pytanie, kto straci punkty w tym spotkaniu, czy wygra jeden z faworytów turnieju z Madrytu, czy też czeska drużyna sprawi sensację.
Początek nie był zbyt zaskakujący. Zawodnicy z Madrytu skupili się na ataku, a drużyna z Czech miała problem ze zrobieniem czegokolwiek poza kopaniem piłki na oślep do przodu. Pierwszy strzał padł dopiero w 9. minucie meczu i nie było szans, żeby zagroził bramkarzowi czeskiej drużyny. W 11. minucie żółtą kartkę zobaczył Gabi. Nie była to bynajmniej jedyna żółta kartka w tym spotkaniu, w którym zawodnicy często grali bez pardonu.

Na uznanie zasługuje gra tureckiego pomocnika Emre Belozoglu. Doświadczony zawodnik bardzo sprawnie prowadził grę Atletico, jego podania były w tempo, a bieganie przemyślane. Nie ustrzegł się jednak kilku błędów i także dał się ponieść emocjom w tym dosyć brutalnym meczu. Emre ujrzał żółtą kartkę w 20. minucie. Sześć minut później pierwszą okazję mieli piłkarze Viktorii, ale korner wykonywany przez Daridę minął się z zawodnikami czeskiej drużyny w polu karnym przeciwnika.
31. minuta meczu przyniosła kolejną żółć. Sędzia pogroził palcem Prochażce, który spóźnił się z interwencją. Po tym gra nieco się wyrównała i zawodnicy obu drużyn próbowali się przebić pod pole karne przeciwników, ale niewiele z tego wynikało. Atletico miało parę okazji, żeby zakończyć tę połowę z bramką, ale zarówno Koke, jak i Adrian się mylili. Na razie utrzymywał się remis.
Druga połowa zaczęła się tak jak pierwsza. Dużo walki, twarda gra defensywna po obu stronach boiska, mało emocjonujących zagrań, skutecznych podań i strzałów. Atakowała i jedna, i druga drużyna, ale klarownych okazji bramkowych nie było wiele. Hiszpanie i Czesi walczyli jak równy z równym, cios za cios, ale w grze było wiele przypadkowości i nie był to wybitnie emocjonujący spektakl. Trener hiszpańskiej drużyny postanowił wymienić paru zawodników, żeby gra Atletico została usprawniona, ale nowi piłkarze także nie byli w stanie zmienić przeciętnej postawy gospodarzy.
Co ciekawe, szkoleniowiec drużyny z Pilzna bardzo długo nie wprowadzał na boisko żadnego z rezerwowych. Nie wiadomo, czy tak wierzył w wytrzymałość swoich piłkarzy pierwszego składu, czy też może obawiał się, że ich zmiennicy nie prezentują odpowiedniej jakości, aby walczyć z drużyną pokroju Atletico. Faktem jest jednak, że Czesi odpierali wszelkie ataki hiszpańskiej ekipy i mogli być zadowoleni ze swojej gry, szczególnie jeśli chodzi o defensywę.
Pierwszej roszady w czeskim zespole trener dokonał dopiero w 89. minucie i chyba jednak teoria ze słabymi zmiennikami okazała się faktem. W doliczonym czasie gry dośrodkowywał Emre, a bramkę zdobył Cristian Rodriguez. Viktoria Pilzno była blisko remisu, ale nie udało się go utrzymać i to Atletico Madryt doda trzy punkty do swojego bilansu, może nie do końca zasłużenie, ale jednak.











