Podczas ostatniego weekendu Bundesliga miała przerwę. Nie oznacza to, że nie działo się nic ciekawego. Bayern wciąż ma kłopot ze znalezieniem nowego trenera. Wreszcie dotarło do Uliego Hoenessa, że Jupp Heynckes nie przedłuży kontraktu wygasającego latem. Kiedy skontaktowano się ponownie z głównym kandydatem do roli trenera mistrza Niemiec, władze „Bawarczyków” usłyszały „NIE”. Thomas Tuchel jest już po słowie z innym europejskim gigantem futbolu.
Bayern Monachium w ostatnich latach sprawy trenerskie załatwiał bardzo szybko. Jeszcze w trakcie trwania kadencji Juppa Heynckesa podpisali umowę z Pepem Guardiolą. Gdy umowa Hiszpana dobiegała do końca, a sam zainteresowany był już po słowie z Manchesterem City, ponownie szybko znaleziono następcę. Carlo Ancelotti, zanim zaczął treningi z mistrzem Niemiec, miał już od kilku miesięcy podpisaną umowę.
Schody zaczęły się właśnie od zatrudnienia włoskiego szkoleniowca. W trakcie drugiego roku pracy byłego trenera Realu styl gry drużyny nikogo nie zadowalał, a jeszcze szatnia zaczęła być przeciwko Włochowi. Pierwszy raz od lat 90. Bayern zwolnił trenera w trakcie sezonu. Głównymi kandydatami do wolnego stanowiska byli Thomas Tuchel i Julian Nagelsmann. Rozbieżności pomiędzy Ulim Hoenessem a Karlem-Heinzem Rummenigge sprawiły, że wyciągnięto rozwiązanie tymczasowe – Juppa Heynckesa.
Tuchel po słowie z topową ekipą
Konflikt na szczycie spowodował, że odłożono w czasie rozmowy z Thomasem Tuchelem. Uli Hoeness liczył na to, że Heynckes zostanie rok dłużej na stanowisku trenera. Wtedy macki Bayernu miałyby sięgnąć po Joachima Loewa. Przynajmniej taki scenariusz opisywały niemieckie media.
Niestety powrót z emerytury dla zasłużonego szkoleniowca ma trwać tylko do czerwca. 72-latek wielokrotnie podkreślał to przy rozmowach z mediami. Kiedy wreszcie dotarło do władz „Bawarczyków”, że muszą zatrudnić nowego trenera, wrócili z ofertą do byłego sternika Borussii Dortmund. Okazało się, że jest za późno.
Thomas Tuchel od dłuższego czasu miał wakacje. Po zakończeniu przygody z Borussią Dortmund Niemiec, wzorem swojego idola Guardioli, zrobił sobie urlop. Odpoczywał m. in. w USA. Był także u Hiszpana w Manchesterze. Czekał na wolne miejsce w Monachium, przynajmniej tak się uważało.
Kiedy jesienią Bayern zwolnił Ancelottiego, był odpowiedni moment dla 44-latka. Niestety dla niego spięcia władz „Bawarczyków” (jeden był za Tuchelem, drugi za Nagelsmannem) spowodowały, że nieoczekiwanie ściągnięto do klubu Heynckesa. Tuchel dostał prztyczka w nos. To na pewno uraziło Niemca, który na wiosnę już zrobił się mniej cierpliwy.










