
Trener z katalońskich boisk niższych lig, który w 2024 roku wprowadził Espanyol do LaLigi po awansie przez baraże.
José Manuel González Álvarez, znany jako Manolo González, urodził się 14 stycznia 1979 roku w Folgoso do Courel, wiosce w prowincji Lugo w Galicji. Jako trzylatek trafił z rodziną do Barcelony. Matka prowadziła tam restaurację, a on wychowywał się na osiedlowych boiskach. Za temperament, żądzę wygrywania i czerwone kartki koledzy przezwali go „Stoiczkowem”. Odrzucił propozycję dołączenia do juniorów Barcelony, bo od dziecka kibicował Espanyolowi.
Jako piłkarz grał w Martinenc, Sant Gabriel, Gramanet B, Santboià, Montañesie i Badalonie, miał też występy w reprezentacji Katalonii do lat 15. Był szybkim skrzydłowym, który strzelał gole. Karierę zakończył w wieku 21 lat po ciężkim urazie kolana: zerwał więzadło krzyżowe przednie, więzadło poboczne i uszkodził łąkotkę. Stało się to w meczu na boisku Montañesy, które było wtedy jeszcze piaszczyste. Grał jeszcze w amatorskich ligach, a w piątki cała drużyna spotykała się w restauracji jego matki przy ulicy Valencia. Jego trenerem był tam „Puchi”, w lokalnym futbolu postać niemal legendarna. Sam mówi, że jego sufitem była druga liga B, bo ograniczały go warunki fizyczne i głowa. „Byłem wszystkim, czego nie chcę w piłkarzu”, opowiadał o sobie. Był „hiperkonkurencyjny”, dostawał wiele czerwonych kartek, a po porażkach matka wiedziała, że nie wolno się do niego odzywać. W Martinenc nie miał nikogo, kto by mu doradzał, ale od trenera Paca Sáncheza nauczył się rzeczy, których jako zawodnik nie powinien był robić, a które przydały mu się jako szkoleniowcowi.
Pierwszą drużynę poprowadził w wieku 16 lat. Był to Infantil B Martinenc, klub, w którym sam jeszcze grał. Potem trenował kadetów i juniorów Sant Gabriel, a w 2005 roku trafił do Badalony, gdzie przez siedem lat prowadził juniorów. Szybko okazało się, że ma dar do pracy z młodzieżą. Przez jego ręce przeszedł między innymi Mariano Díaz. Gerard Moreno, dziś napastnik Villarreal, nazywa go swoim „piłkarskim ojcem”. Jako szesnastolatek, po spadku juniorów z Divisió d’Honor, Moreno poważnie myślał o odejściu. Trener powiedział mu: „Jeśli nie awansujemy, sam dam ci wolną kartę, ale nie będziesz jej potrzebował, bo wszyscy będą cię chcieli”. Awansowali, a Moreno strzelił w tym sezonie 41 goli w 34 meczach. W listopadzie 2025 roku, gdy Villarreal grał z Espanyolem, trener mówił, że chętnie znów by z nim pracował, ale na razie ekonomia sprawia, że Moreno jest poza zasięgiem klubu.
W 2012 roku dostał pierwszą drużynę seniorów, Montañesę w Tercera División, i osiągnął z nią najlepsze miejsce w historii klubu. Po dwóch sezonach Badalona sprowadziła go z powrotem, tym razem do pierwszego zespołu w Segunda B. Przez sześć sezonów, z rocznym epizodem w Ebro (2018/2019), utrzymywał klub na trzecim szczeblu. Przez wiele lat łączył trenowanie z pracą kierowcy autobusu w firmie TUSGSAL na trasie Badalona–Barcelona. Wstawał o piątej rano, wracał po ósmej wieczorem, a trenował po południu. W 2018 roku wziął urlop bezpłatny, bo Segunda B wymagała zbyt wiele, by dało się to dalej godzić. W Ebro po raz pierwszy zmierzył się z zespołem z Primera División: Valencią Marcelino Garcíi Torala.
Szerzej o jego pracy zrobiło się głośno w Pucharze Króla 2019/2020. Badalona wyeliminowała wtedy Getafe José Bordalása wynikiem 2:0 na własnym stadionie. Sędzia Mateu Lahoz wyrzucił trenera z ławki po kwadransie. Kapitan Ismael Moyano wspomina, że w szatni nie padło hasło „idziemy się cieszyć”: trener przygotował mecz tak, by wygrać, a bramki padły z kontrataków, dokładnie tak, jak zaplanował.
W 2021 roku przeniósł się na Ibizę, do Peña Deportiva w Segunda RFEF. W sezonie 2021/2022 doprowadził klub do finału baraży o awans do Primera Federación. 3 lipca 2023 roku Espanyol zatrudnił go jako trenera drugiego zespołu w Segunda RFEF. Wybrał ten klub, choć inne drużyny z tej ligi proponowały więcej pieniędzy. Dyrektor sportowy Fran Garagarza zapowiadał na prezentacji, że będzie prowadził filię przez dwa lata.
12 marca 2024 roku, osiem miesięcy po przyjściu do filii, został trenerem pierwszej drużyny po zwolnieniu Luisa Miguela Ramisa. Espanyol był wtedy trzeci w Segunda División, punkt od bezpośredniego awansu, ale seria remisów wyprowadziła go ze strefy awansu. W marcu 2024 roku miał 45 lat i mieszkał w tym samym mieszkaniu co od dzieciństwa. O sobie mówi, że jest „zwykłym facetem”. Decyzja Garagarzy wywołała kontrowersje, bo González nigdy nie pracował na tak wysokim poziomie. On sam mówił później, że po przejściu do pierwszego zespołu ludzie zachowywali się, jakby nigdy wcześniej nie trenował, choć prowadził zespoły w Badalonie, Ebro i Peña Deportiva. Sam nazywa awans do Primera loterią: „właściwe miejsce we właściwym czasie”. Awans nie przyszedł bezpośrednio, ale w barażach Espanyol wyeliminował Sporting Gijón, a w finale Real Oviedo, po porażce 0:1 w pierwszym meczu i wygranej w rewanżu na własnym stadionie. Filię zostawił na szóstym miejscu w grupie Segunda Federación. W 16 meczach pod jego wodzą drużyna przegrała tylko raz, a trenera kibice wynieśli z boiska na rękach.
W Primera División zadebiutował w sezonie 2024/2025 porażką w Valladolid. Najtrudniejszy moment przyszedł 23 listopada 2024 roku po przegranej 1:4 z Gironą, czwartej z rzędu, po której pojawiły się wątpliwości co do jego pomysłu na grę. Dyrekcja sportowa zachowała spokój, a drużyna zapewniła utrzymanie w ostatniej kolejce, po zwycięstwie nad Las Palmas 24 maja 2025 roku, z jednym z najniższych budżetów w lidze.
Sezon 2025/2026 podzielił się na dwie części. Zaczął od 10 punktów w czterech pierwszych kolejkach, co dało trzecie miejsce w tabeli. Jesienią Espanyol grał najlepiej od lat: pokonał Atlético w sierpniu, a w lutym Real Madryt, po 18 kolejkach był piąty i miał rekordową zdobycz punktową pierwszej rundy. Potem wpadł w serię 18 meczów bez zwycięstwa, która trwała 143 dni. Przerwał ją gol w 92. minucie meczu 13 maja 2026 roku, po którym trener, jak opisał The Guardian, rozpłakał się na ławce. Utrzymanie zapewnił dopiero w przedostatniej kolejce. W listopadzie 2025 roku władze Badalony wręczyły mu wyróżnienie miasta za karierę i związek z Badaloną, a on przypomniał, że spędził tam trzynaście lat. Kolejny sezon zaczął słabo: dwa zwycięstwa w pierwszych dziesięciu meczach ligowych. 27 października 2026 roku Espanyol odpadł z Pucharu Króla, przegrywając po dogrywce 3:4 z czwartoligowym Sestao River, i tej samej nocy klub poinformował o rozstaniu z trenerem. We wrześniu González jako pierwszy od czasów Mauricio Pochettino przekroczył w Espanyolu sto meczów oficjalnych. Hiszpańska prasa podkreślała wcześniej, że przez ponad trzy dekady na ławkach nie został zwolniony z żadnego klubu. Wieczorem po porażce powiedział dziennikarzom, że to jedna z najgorszych nocy jego życia.
Espanyol Gonzáleza stał na porządku w obronie i dobrze wyćwiczonych schematach. Bazowym ustawieniem było 4-4-2, ale trener zmieniał role bocznych obrońców, tak że przy rozegraniu drużyna układała się w 3-5-2, z którego potrafiła grać zarówno krótko, jak i długo. Linie trzymał blisko siebie, a pressing nie był agresywny: chodziło o to, by ograniczać rywalowi opcje i kierować piłkę w strefy, w których łatwiej ją odebrać. Przeciwko mocniejszym rywalom sięgał po 4-2-3-1, a w sezonie 2024/2025 próbował także 5-3-2, łatwego do przestawienia na 4-4-2 dzięki wszechstronności Omara El Hilalego. W sezonie 2026/2027 drużyna najczęściej wychodziła w 4-2-3-1.
Drużyna była uporządkowana, miała jasne pomysły i mało traciła goli. W sezonie 2025/2026 ofensywę ożywiło skrzydło: Tyrhys Dolan dał jej drybling, którego brakowało rok wcześniej. Zdarzały się też warianty, jak asymetryczne 4-4-2 z Pere Millą schodzącym ze skrzydła do środka, by zostawić całą stronę Carlosowi Romero. Wcześniej było gorzej: w sezonie 2024/2025 zespołowi brakowało pomocnika, który potrafiłby pewnie rozgrywać piłkę od tyłu, a na wyjazdach przez długi czas nie wygrywał.
Sam zastrzegał, że przypisywanie jego zespołowi samego 4-4-2 to uproszczenie: ustawienia z dwoma napastnikami używał częściej do atakowania niż do bronienia, a sposób atakowania dopasowywał do rywala. Etykieta defensywnego trenera mu nie przeszkadzała: jeśli ma pomóc w utrzymaniu, może o nim tak mówić każdy. Mówił też, że piłka nie zmienia się z ligą: „rzut rożny działa tak samo, jak zawsze”.
Byli zawodnicy opisują go jako trenera bliskiego i nieautorytarnego. Moyano z Badalony uważa go za dobrego taktyka i człowieka od ciężkiej pracy, a także mówi, że trener dbał o kapitanów i całą kadrę, a „jego główną ideą jest kultura pracy i poświęcenia”. Wiele z tego, co robił w Espanyolu, na przykład pracę z lewym obrońcą czy grę trójką stoperów, stosował już w Badalonie. Wiarygodność u zawodników buduje szczerością i codzienną pracą. Własne błędy z czasów, gdy sam był piłkarzem, pomagają mu rozumieć zawodników, którzy tracą głowę. Za zadanie trenera uważa uczynienie piłkarzy lepszymi: „potem kariera zaniesie cię tam, gdzie zaniesie”. Z amatorskich lat wyniósł nie tylko ducha drużyny, ale i schematy rzutów rożnych, które powtarzał później na wyższych szczeblach.
„Jednego dnia jesteś Johnem Travoltą, następnego Manolo Gonzálezem.” (The Guardian, październik 2025)
„Zawodnicy ufają ci, jeśli zawsze mówisz im prosto w oczy i widzą, że to, co robisz, prowadzi do wygrywania.” (Sport, marzec 2026)
11
meczów
0,73
punktu na mecz
2
zwycięstwa · 2 remisy, 7 porażek