Pomocnik określany jako klasyczna „szóstka” stał się w tym sezonie wartością dodaną „Królewskich” w ofensywie. Drugie miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych w zespole „Los Blancos” nie jest dziełem przypadku. Casemiro jako zawodnik przeszedł transformację, która pozwala uwypuklić walory Brazylijczyka, jakich do tej pory nie znaliśmy. Paradoksalnie to właśnie ten defensywny pomocnik może być kluczem do zdobycia jakiegokolwiek trofeum przez Real Madryt w tym sezonie.
Momentem przełomowym w karierze Casemiro niewątpliwie był sezon 2014/2015 spędzony na wypożyczeniu w FC Porto. W lidze portugalskiej pomocnik nabrał regularności i pewności w swoich występach. Po powrocie do drużyny prowadzonej wówczas przez Carlo Ancelottiego wywalczył sobie miejsce w pierwszej jedenastce, którego nie oddał aż do dzisiaj. Kiedy zaczęto podważać jego pozycję, ewoluował jako piłkarz i prezentuje na boisku zagrania, jakich nikt się po nim nie spodziewał.
Żołnierz Zidane’a
Francuski szkoleniowiec wyznaje zasadę, że środkowy pomocnik musi być silny i szybki. Tężyzna fizyczna Casemiro należy do najlepszych w Primera Division. Szybkość biegu to element, który w ostatnich latach wychowanek Sao Paulo znacząco poprawił. Sam „Zizou” docenia postawę Casemiro. Biorąc pod uwagę graczy z pola, Brazylijczyk jest drugi po Luce Modriciu pod względem liczby rozegranych minut w tym sezonie.
Za minutami spędzonymi na murawie przyszły też liczby. Obecny sezon jest najbardziej owocny w gole i asysty, od kiedy Casemiro został piłkarzem Realu Madryt. Sześciokrotnie pokonywał on bramkarza rywali i trzy razy notował ostatnie podanie przed golem. Zaznaczyć trzeba, że liczby te powinny być dużo lepsze. Licznik niewykorzystanych klarownych okazji bramkowych reprezentanta Brazylii jest jeszcze bardziej okazały.
Gdyby pod bramką przeciwnika Casemiro zachował więcej zimnej krwi, pozycja Realu Madryt w wielu spotkaniach byłaby zupełnie inna. Z drugiej strony to dzięki niemu możemy oglądać „Królewskich” w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Gol i asysta w zremisowanym 2:2 rzutem na taśmę meczu z Borussią Mönchengladbach pozwoliły zachować szansę na wyjście z grupy.
Jeden z najbardziej eksploatowanych piłkarzy Realu Madryt z uśmiechem wspomina początek współpracy z Zidane’em. Reprezentant Brazylii w jednym z wywiadów mówił, że czuł się nieswojo, gdy wielki „Zizou” cały czas go komplementował, ale nie dawał szans na grę. – – zapewniał. Jak widać, słowa dotrzymał.











