To nie był pocałunek śmierci. Lechia wygrywa z Brøndby 2:1


Podopieczni Piotra Stokowca z dobrą zaliczką przed rewanżem

25 lipca 2019 To nie był pocałunek śmierci. Lechia wygrywa z Brøndby 2:1
twójmecz.pl

Sezon zaczęli dobrze, bo od przekonującego zwycięstwa w Superpucharze Polski z Piastem Gliwice. Teraz po remisie z ŁKS-em w lidze nadszedł czas na europejskie puchary. Nie da się ukryć, że na gdańszczan czekało trudne zadanie. Jednakże sam szkoleniowiec Lechii przekonywał, że jego podopieczni nie czują się jak kopciuszek, który czeka na najmniejszy wymiar kary. Wręcz przeciwnie, to gospodarze mieli narzucać swój rytm gry i tak też dzisiaj było!


Udostępnij na Udostępnij na

Dla Piotra Stokowca dzisiejsze spotkanie z pewnością było wyjątkowe. Trener Lechii Gdańsk trzy lata temu walczył o Ligę Europy, pracując w Zagłębiu Lubin, a teraz ma ambicje, by przejść dalej z Lechią. Jak sam przekonywał na konferencji prasowej przed dzisiejszym meczem – europejskie puchary to nagroda za całe półtora roku ciężkiej pracy.

– Zapracowaliśmy na to, by znaleźć się w tym miejscu, w którym jesteśmy. Nie możemy się doczekać tego meczu. Można powiedzieć, że po półtorarocznej pracy ta potyczka z Broendby będzie weryfikacją na tle solidnej drużyny europejskiej. Sam jestem ciekaw, co z tego wyjdzie – mówił na przedmeczowej konferencji trener zdobywców Pucharu Polski.

Styl gry jak w zeszłym sezonie

Piotr Stokowiec przekonywał, że jego podopieczni nie będą zestresowani i będą starali się grać po swojemu. Niemniej od samego początku widać było, że to Duńczycy będą przejmować inicjatywę. Zresztą nic dziwnego, w końcu wszyscy doskonale pamiętają styl gry gdańszczan w zeszłym sezonie. Wówczas Lechia zazwyczaj oddawała pole gry rywalom, ale za to umiejętnie kontrowała i była do bólu skuteczna.

W pierwszych minutach widać było również to, że jeśli lechiści będą próbowali zaatakować, to z pewnością będą to czynić, przenosząc grę na lewą stronę. Tam bardzo aktywny był Lukas Haraslin. To właśnie Słowak, który wykorzystał błąd w defensywie Brøndby, miał najlepszą okazję do zdobycia bramki w pierwszym kwadransie spotkania. Niestety, ale skrzydłowy gdańszczan nie oddał czystego strzału. 

Szybki i agresywny doskok po stracie piłki to domena drużyn Piotra Stokowca. Trzeba przyznać, że jego podopieczni opanowali tę sztukę niemal do perfekcji, ale z drugiej strony warto dodać, że takowy styl gry jest niezwykle wyczerpujący. A lechiści od samego początku biegali aż miło!

I to zaprocentowało, bo w 25. minucie spotkania po faulu na Filipie Mladenoviciu sędzia odgwizdał rzut karny. Flavio Paixao nie mógł zrobić nic innego, jak po prostu zdobyć pierwszą bramkę. I tak też się stało. Kilka chwil później Haraslin ponownie postraszył gości w ich polu karnym…

Od tego momentu wydawało się, że Lechia po prostu musi zdobyć drugiego gola, bo defensorzy Brøndby coraz bardziej gubili się podczas ataków gdańszczan. Scenariusz na to spotkanie do złudzenia przypominał mecze Lechii w zeszłym sezonie. 

Nie powtórzyć błędów Cracovii i Piasta

Po pierwszej odsłonie spotkania Lechia prowadziła (tylko) 1:0, choć na sekundy przed przerwą Kamil Wilczek nie wykorzystał niemalże stuprocentowej okazji. Teraz jasny był fakt, że podopieczni Piotra Stokowca nie mogą popełnić błędów innych polskich drużyn w europejskich pucharach – Cracovii i Piasta. Oba zespoły również pierwsze obejmowały prowadzenie, ale ostatecznie schodziły z boiska pokonane.

– Wierzę w to, że zawodnicy nie będą zestresowani i będą wiedzieli co robić. Chcemy pokazać trochę polotu i naszych możliwości. Znamy przeciwnika i posiadamy o nim informacje. To stabilna drużyna, prezentująca wyrównany, wysoki poziom na wszystkich pozycjach i nie ma tam piłkarza, który schodziłby poniżej pewnego poziomu. Zapowiada się interesujące widowisko – tłumaczył  przed dzisiejszym meczem Stokowiec.

I nie da się ukryć, że lechiści poza pierwszymi kilkoma minutami nie wydawali się wystraszeni. W pierwszej odsłonie przez większą część to Polacy narzucali rywalom tempo i nie popełniali takich błędów jak ich przeciwnicy z Danii. Trzeba było się przygotować na to, że Brøndby po przerwie będzie jeszcze mocniej nacierać. Natomiast to lechiści kilka minut po rozpoczęciu drugiej odsłony mocno atakowali. Mało tego, za sprawą trafienia Flavio zdobyli drugą bramkę, ale ze spalonego. 

Niestety w 59. minucie spotkania Simon Hedlund wykorzystał błąd gdańskich defensorów i wyrównał wynik meczu. Od tego momentu przypomniały się pojedynki Piasta i Cracovii. Jednakże złe myśli nie towarzyszyły piłkarzom, którzy po stracie bramki postanowili ruszyć do przodu. Kilka minut później Patryk Lipski sprawił, że Lechia ponownie objęła prowadzenie!

Nieskuteczny Wilczek, dobra zaliczka

Na kwadrans przed końcem lechiści mogli mieć już przynajmniej trzy gole. Niestety, ale gospodarze jak nigdy razili dzisiaj nieskutecznością. Nieskuteczny był też tego dnia najlepszy napastnik gości – Kamil Wilczek. Polak miał dwie dobre okazje do zdobycia bramki, ale trzeba przyznać, że to nie był jego dzień.

Natomiast dzisiejszy mecz należał przede wszystkim do Karola Fili, Lukasa Haraslina, Patryka Lipskiego oraz do Żarko Udovicicia, który miał dzisiaj coś więcej do udowodnienia. Bowiem Serb po brutalnym wejściu w inauguracyjnym starciu z ŁKS-em Łódź obejrzał czerwoną kartkę i został zawieszony na cztery spotkania. Więcej o sytuacji serbskiego piłkarza Lechii można przeczytać, klikając TUTAJ.

Nieskuteczny był też dzisiaj Artur Sobiech. Napastnik Lechii mimo tego, że wszedł w samej końcówce, mógł podwyższyć prowadzenie o co najmniej jednego gola. Natomiast za pierwszym razem po strzale głową piłka poszybowała nad bramką, za drugim obiła poprzeczkę. I ta druga próba była ostatnią w dzisiejszym spotkaniu.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze