Jeśli ktoś przed mundialem wątpił w młodziutką reprezentację Hiszpanii, to dostał błyskawiczną odpowiedź. A w zasadzie reprymendę – „La Furia Roja” pokazała innym, jak się gra ze słabszym przeciwnikiem. Jak zamknąć mecz w pierwszej połowie, a przy okazji świetnie się bawić, posiadając piłkę. Środek pola wyglądał jak zbiorowisko magików, którzy wyciągają co chwilę dla kolegów piłkę z kapelusza. Czary. Hiszpania o sobie przypomniała.
Przed meczem z Kostaryką dużo mówiło się o krytyce Luisa Enrique. Było sporo pretensji o powołania i styl gry bez „dziewiątki”. Mecz otwarcia zadał jednak kłam wszystkim sceptycznym przypuszczeniom. Hiszpania rozwaliła rywali, grając przy tym fantastyczną piłkę. Od początku do końca pewna, dlatego wygrana 7:0 nie może dziwić. „La Roja” z wielkim optymizmem może spoglądać na pozostałe grupowe spotkania i nie tylko.
Hiszpania i magiczny środek pola
Wielki wpływ na to, jak wyglądała Hiszpania w swoim pierwszym meczu na mundialu w Katarze, miała linia pomocy. Można się rozpływać nad grą Gaviego z Pedrim. To nie jest przyszłość tej reprezentacji, a jej teraźniejszość W głowie się nie mieści, ile razy ta dwójka ogrywała biednych reprezentantów Kostaryki. Tiki-taka jak za najlepszych hiszpańskich czasów. Do których zresztą zespół Luisa Enrique może nawiązać.
Nie będziemy już wspominać o tym, że Gavi i Pedri to jeszcze nastolatkowie. Zresztą, to im tylko pomaga. Ich bezczelność jest niesamowita. Po Luisie Enrique można spodziewać się więcej nietypowych pomysłów – takim było też wystawienie „Rodriego” na stoperze. To tylko pokazywało, że Hiszpania w tym meczu będzie nastawiona na rozgrywanie piłki i wielką moc kreacji. Jej potencjał w tym aspekcie jest olbrzymi.












