W pierwszym meczu Arsenalu z Barceloną byliśmy świadkami nie lada niespodzianki, bo chyba tak można nazwać rezultat spotkania. Czy faworyzowani Katalończycy udowodnią na Camp Nou, że pierwsza część pojedynku była tylko wypadkiem przy pracy? O wtorkowych meczach Ligi Mistrzów porozmawialiśmy z jednym z najwybitniejszych dziennikarzy sportowych w Polsce, wysokiej klasy komentatorem Telewizji Polskiej, Dariuszem Szpakowskim.
To najlepszy sezon Arsenalu od lat?
Tak, myślę, że ta drużyna ma dosyć duże szanse na triumf w Premier League. Rzeczywistość pokazuje, że Manchester to nie jest zespół nie do pokonania. Pozostaje tutaj kwestia połączenia dwóch rozgrywek – Ligi Mistrzów i ligi angielskiej, czyli niezwykle potrzebna umiejętność rozłożenia siły i dyspozycji zawodników, uniknięcia kontuzji. W najbliższy wtorek może przecież zniknąć ten kłopot, niewykluczone, że Arsenal będzie mógł skupić się tylko na ligowych rozgrywkach…
Zarzuca się tej drużynie, że mimo ogromnego potencjału, od lat nie zdobyła żadnego trofeum.

To jest świetny temat do dyskusji z Arsene Wengerem. Nie da się ukryć, że Arsenal ma ogromne możliwości, aż dziw bierze, że ta drużyna nie jest w stanie spełnić oczekiwań kibiców. Myślę, że w dużej mierze wynika to z braku doświadczenia londyńczyków, to zbiór młodych perspektywicznych zawodników, którzy jeszcze nieraz zdołają nas zachwycić.
Takich jak chociażby Wojciech Szczęsny…
No właśnie, za szybko feruje się wyroki w stosunku do młodych ludzi, stawia się ich na piedestał, traktuje jakby byli nie do pokonania… Warto oczywiście docenić dobry występ młodego zawodnika, nie można jednak popadać ze skrajności w skrajność. Utalentowani piłkarze, stawiający dopiero swoje pierwsze kroki w wielkiej piłce, nie mogą mieć doświadczenia, to przychodzi z czasem. Tylko jeśli połączymy talent i doświadczenie, możemy otrzymać produkt końcowy, dający największe profity. Polskie media często przesądzają, że mamy już następcę Petera Schmeichela, dla samego zawodnika jest to jednak krzywdzące.
Mecz na Camp Nou nie zapowiada się dla Arsenalu zbyt wesoło…
Niewesoło? Spokojnie, jeszcze nic nie wiadomo. Nie ferujmy wyroków przed ostatnim gwizdkiem arbitra. Dla mnie i zapewne dla większości kibiców faworytem tego spotkania jest niewątpliwie Barcelona, niemniej jednak ta drużyna również ma swoje problemy. Jesteśmy teraz świadkami lekkiego kryzysu Katalończyków, dwa zaledwie jednobramkowe zwycięstwa w lidze są tego najlepszym dowodem. To nie jest tak, że cały czas ma się monopol na wygrywanie, można w pewnej części sezonu złapać lekką zadyszkę.












