„Szkoda trochę chłopaków z Borussii, ale najważniejsze jest to, że my zapewniliśmy sobie awans” – mówił po środowym meczu golkiper Arsenalu.
Korespondencja z Emirates Stadium
Sprawa niebywała: niespełna trzy miesiące po łomocie na Old Trafford Arsenal wygrywa dwunasty mecz z ostatnich siedemnastu i jako jedyna angielska drużyna zdobywa komplet punktów w tej kolejce Ligi Mistrzów, przy okazji awansując do fazy pucharowej. Nad pozostałymi drużynami nadal wisi widmo Ligi Europy. Trudno się więc dziwić, że opuszczając stadion po pewnym zwycięstwie 2:1 nad Borussią Dortmund, „Kanonierom” dopisywały świetne humory.

Gdyby nie bramka stracona w ostatnich sekundach meczu (91. minuta 56. sekunda, gwoli ścisłości), wieczór do perfekcyjnego zaliczyłby także polski bramkarz Arsenalu. Chwila dekoncentracji i po asyście Lewandowskiego piłkę do siatki wpakował Japończyk Shinji Kagawa. Szczęsny w zrozumiałej złości wybuchł na kolegów z obrony, ale kiedy tylko sędzia Frank De Bleeckere po raz ostatni zagwizdał, także i on złagodniał.
Jeszcze na płycie boiska zaczął rozmawiać z Łukaszem Piszczkiem oraz Robertem Lewandowskim. Przeciągnęło się to do szatni, gdzie dołączyli rezerwowi Łukasz Fabiański oraz Kuba Błaszczykowski. Najbardziej na Emirates Stadium podobało się chyba snajperowi Borussii, którego dopiero jeden z pracowników klubu musiał na samym końcu zaciągnąć do już od dłuższego czasu czekającego autokaru.
Nie przez przypadek więc wśród „Kanonierów” to Szczęsny jako ostatni pojawił się w mixzone dla prasy. Jak zwykle zrelaksowany, odpowiadał na pytania o nagłej zwyżce formy Arsenalu, problemach Błaszczykowskiego, elektryzującym wszystkich Polaków temacie orzełka na koszulkach kadry oraz Twitterze, na którym ostatnio padł ofiarą żałosnego żartu. Ale po kolei!
Robert Błaszczak: Zepsułeś chłopakom wieczór. Zapowiadałeś, że będziesz cieszył się z tego zwycięstwa.
Wojciech Szczęsny: Jestem zadowolony ze zwycięstwa. Szkoda trochę chłopaków z Borussii, ale najważniejsze jest to, że my zapewniliśmy sobie awans i jesteśmy pierwsi w grupie. Zrobiliśmy swoją robotę tak, jak należało. Szkoda chłopaków, ale i straty bramki w końcówce, ponieważ nie ukrywam, że troszkę mnie to wkurzyło. Ale ogólnie jestem bardzo zadowolony.
Zdradź w takim razie receptę na sukces. W ciągu ostatnich trzech miesięcy obróciliście sprawy o 180 stopni.
Recepta na sukces? Nie wiem. Kiedy było ciężko, my wierzyliśmy w siebie i wiedzieliśmy, że prędzej czy później ta forma przyjdzie i zaczniemy wygrywać. Trudno więc dokładnie powiedzieć. Wiara w siebie? To chyba było kluczem do tego sukcesu.










