„Głód piłki jest straszny” – przyznał Szczęsny w rozmowie po środowej wygranej nad Montpellier. Codzienna rehabilitacja była przede wszystkim źródłem frustracji. „Nie po to jest się piłkarzem, aby spędzać kilka godzin dziennie na siłowni”. Choć miejsce w bramce Arsenalu nie było zagrożone, znacznie trudniej będzie odzyskać je w kadrze.
Do gry wrócił po kilkutygodniowej przerwie. Już z Polakiem w składzie „Kanonierzy” najpierw rozprawili się w prestiżowych derbach północnego Londynu z Tottenhamem, a w środę zapewnili awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, pokonując mistrzów Francji 2:0.

– Nie ukrywam, że miałem za sobą dobre siedem, osiem ciężkich tygodni – przyznaje Wojciech Szczęsny. – Nie mogłem doczekać się powrotu na boisko, ale sytuacja z moją kostką wolno się poprawiała. Cieszę się jednak, że to już za mną, a dwa ostatnie mecze byliśmy w stanie wygrać.
Musiałeś mieć sporo czasu do zabicia? Co robiłeś, kiedy byłeś kontuzjowany?
Dziewczyna musiała mnie pocieszać cały czas, ponieważ byłem nieszczęśliwy [śmiech]. Tak na serio, to dużo czasu spędzałem w ośrodku treningowym, przechodząc rehabilitację. Musiałem poddawać się dużej ilości ćwiczeń siłowych. Było to raczej nieprzyjemne, ponieważ nie po to się jest piłkarzem, aby spędzać kilka godzin dziennie na siłowni, ale żeby grać w piłkę. Ale dzięki temu jestem teraz i fizycznie mocniejszy.
Kostka wyleczona w takim razie?
Nie do końca, ale na tyle dobrze, aby móc grać.
Miałeś już poważniejsze kontuzje niż ta ostatnia. Czy takie doświadczenie pomaga psychicznie uporać się z byciem niezdolnym do gry?
Masz rację, miałem poważniejsze kontuzje w przeszłości. Ale ta frustracja, która jest w tobie, kiedy masz kontuzję, to jest coś, czego nie da się pozbyć. Można mieć i pięć tysięcy kontuzji, psychicznie się z tym uporać, a ta frustracja pozostanie.
Zwłaszcza kiedy Vito Mannone tak dobrze radzi sobie w bramce…
Bardzo się cieszyłem z tego powodu. Vito ma ambicję być bramkarzem numer jeden, więc cieszę się, że jest silna rywalizacja między nami. Jeżeli którykolwiek zawodnik Arsenalu gra dobrze, to nie jest dla mnie powód do zmartwień. Nawet jeśli jest to mój rywal do miejsca w bramce. Z wysokiej formy Vita się cieszyłem.
Ale sam byłeś kiedyś w jego sytuacji i strasznie Cię to frustrowało…
To normalne, że tylko jeden z nas może bronić, a ambicję mają wszyscy. Szczerze cieszyłem się, że bardzo dobrze radził sobie w bramce. Mam nadzieję, że rywalizacja wpłynie na lepszą formę.










