Są na świecie regiony, gdzie futbol jest niczym religia. Bez wątpienia należy do nich Kraj Basków. Finał Pucharu Króla mający być świętem lokalnej społeczności odbywa się na przeciwnym biegunie kraju. Sobotnie starcie będzie jednak wyjątkowe. Po raz pierwszy w historii w finale krajowego pucharu spotkają się ci dwaj lokalni rywale. Gospodarzem finałowego starcia po raz kolejny w tym sezonie będzie Estadio La Cartuja w Sewilli.
Zarówno dla Realu Sociedad, jak i Athleticu Bilbao finałowe starcie to najważniejszy moment sezonu. Tym razem gra toczy się nie tylko o jakże cenne zwycięstwo nad lokalnym rywalem. Do zgarnięcia jest trofeum, na które Baskowie czekają odpowiednio od 1987 i 1984 roku. Szykuje się niezwykle wyrównane spotkanie.
Upragniony finał pucharu
Minął rok czasu, a wciąż jesteśmy w tym samym miejscu, pisała niedawno MARCA. Wszystkie zabiegi związane z przekładaniem terminu i miejsca rozegrania finału poszły na marne. Co jakiś czas pojawiały się informacje, że są szanse, aby trybuny zapełniły się w 20%–25%. Wszelkie spekulacje ucięła jednak hiszpańska federacja, zamykając finał na pustym obiekcie ze względów bezpieczeństwa.
W normalnych warunkach obserwowaliśmy dzisiaj w Sewilli prawdziwe święto futbolu. Kibice obu baskijskich drużyn zapełniliby miasto. Rzeczywistość jest jednak brutalna. W Andaluzji obowiązuje godzina policyjna. Nikt nie może przenosić się z jednej prowincji do drugiej. Mecz można obejrzeć jedynie przed telewizorem w domu. To rzeczywistość, w której wszyscy związani w jakiś sposób z futbolem musimy się odnaleźć.
Najpiękniejszy moment od kilkudziesięciu lat, jakim niewątpliwie będzie dla zwycięzcy zdobycie krajowego pucharu, nie przyniesie tak wielkiej radości. Zamiast tysięcy uradowanych fanów zarówno na stadionie, jak i w całym mieście czeka nas samotna celebracja na murawie. Żaden z piłkarzy nie lubi grać przy pustych trybunach, a co dopiero świętować sukcesów.
Gdyby ten mecz odbywał się rok temu, Real Sociedad nie powinien mieć większych problemów z pokonaniem lokalnego rywala. Minęło jednak sporo czasu. Obie drużyny bardzo mocno się zmieniły. Czy na lepsze? W Bilbao na pewno tak sądzą. Pojawił się tam bowiem człowiek, który odmienił drużynę „Lwów”. Athletic z bezbarwnego ligowca stał się zespołem aspirującym do czołówki.











