Świetnie grająca Malaga wygrała z Panathinaikosem Ateny w pierwszym meczu eliminacji do Ligi Mistrzów 2:0. Bramki dla zespołu gospodarzy strzelali w pierwszej połowie Martin Demichelis oraz Eliseu. Gracze z Hiszpanii byli zdecydowanie lepszą drużyną od swoich rywali.
Manuel Pellegrini zaskoczył wszystkich jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Chilijski taktyk, nie mając w kadrze klasowego snajpera, postanowił od pierwszych minut wystawić szesnastoletniego Fabrice’a Olingę, który zaimponował w ostatniej kolejce ligi hiszpańskiej, strzelając bramkę Celcie Vigo.

To nie mecz tylko o wielką sławę i grę w najbardziej prestiżowych rozgrywkach świata, ale także o wielkie pieniądze, które przydałyby się zarówno Maladze, jak i Panathinaikosowi, ponieważ obydwa kluby są pogrążone w problemach finansowych.
Pojedynek rozpoczął się od ataków ze strony gospodarzy. W 5. minucie meczu Eliseu padł jak rażony piorunem po wejściu jednego z piłkarzy „Koniczynek”, jednak arbiter nie dopatrzył się faulu. Na pierwszy celny strzał musieliśmy poczekać jeszcze 120 sekund. Uderzenie głową Martina Demichelisa nie zrobiło większego wrażenia na Karnezisie. Chwilę później francuski arbiter pokazał pierwszą żółtą kartkę w spotkaniu. Obejrzał ją spóźniony Jesus Gamez.
Po kwadransie gry „Koniczynki” znalazły się w świetnej sytuacji do objęcia prowadzenia. Gracz gości został sfaulowany niemal przed samym polem karnym. Uderzenie Katsouranisa na chwilę zatrzymało oddech kibiców zgromadzonych na La Rosaleda ze względu na rykoszet, ale ostatecznie wynik nie uległ zmianie.
Chwilę później Andaluzyjczycy przeprowadzili składną akcję zakończoną strzałem Eliseu, poradził sobie jednak Karnezis. Nie zdało się to jednak na nic, 17. minuta meczu przyniosła bowiem prowadzenie gospodarzom. Joaquin Sanchez wrzucił piłkę z rzutu rożnego precyzyjnie do Weligtona, który mocno skierował ją w stronę bramki, a zanim ta wpadła do siatki, w iście egzekutorskim stylu dotknął jej jeszcze Martin Demichelis, myląc kompletnie zdezorientowanego bramkarza. Stracony gol wyraźnie podenerwował graczy z Grecji, którzy dwukrotnie ostro sfaulowali podopiecznych Manuela Pellegriniego. Sportowa złość? Wolelibyśmy widzieć ją raczej w postaci groźnych akcji podbramkowych.
Gracze Ferreiry w 25. minucie mogli w dość kuriozalny sposób doprowadzić do wyrównania. Nacho Monreal próbował wybijać wrzuconą w pole karne piłkę i trafił nią prosto w czoło nabiegającego Zeki, jednak futbolówka ostatecznie wylądowała za linią końcową.
Po 35. minutach gry było już 2:0. Isco w „szesnastce” świetnie sklepał piłkę z Enzo Marescą, po czym wrzucił futbolówkę do niepilnowanego Eliseu, któremu zostało tylko skierować ją do bramki. Portugalczyk nie miał z tym problemów.










