Sukces cichym zabójcą? Falstart Chorwatów na początku eliminacji


Wicemistrzowie świata z problemami

27 marca 2019 Sukces cichym zabójcą? Falstart Chorwatów na początku eliminacji

Chorwaci na mundialu w Rosji okazali się czarnym koniem i po raz kolejny w swojej krótkiej, niezależnej historii przywieźli medal ze światowej imprezy. Ponownie też kolejne eliminacje po osiągniętym sukcesie mogą być dla nich nieudane.


Udostępnij na Udostępnij na

Nawiązujemy tutaj do okresu z końcówki XX wieku. Wtedy Chorwacja wywalczyła trzecie miejsce na mistrzostwach świata we Francji. Przez wiele lat był to największy sukces w historii ich futbolu. Tylko że zaraz po nim zaliczyli wpadkę w eliminacjach do mistrzostw Europy, na które nie udało im się awansować. Przed rokiem zdobyli wicemistrzostwo świata, a teraz mają problemy w eliminacjach. Ale przypomnijmy najpierw, jak było dawniej, a jak jest teraz.

Brązowy medal we Francji – rok 1998

W grupie eliminacyjnej do turnieju Chorwaci mierzyli się z Danią, Grecją, Bośnią i Hercegowiną oraz Słowenią. Po ośmiu spotkaniach zgromadzili 15 „oczek”, plasując się tuż za plecami Duńczyków oraz wyprzedzając jednym punktem drużynę Greków. Niewiele brakowało, aby zawodnicy reprezentujący popularną szachownicę oglądali wielki turniej z poziomu transmisji telewizyjnych. W spotkaniu barażowym ograli w dwumeczu zespół Ukrainy 3:1 i tym oto sposobem mogli przygotowywać się do największej piłkarskiej imprezy globu.

Podopieczni Miroslava Blazevicia trafili do łatwej grupy, z której brak awansu postrzegany byłby jako spore rozczarowanie. Na starcie swojej przygody z mistrzostwami mierzyli się z drużyną Jamajki. Jak na faworytów przystało gładko rozprawili się z rywalami 3:1. Kolejne spotkanie to pojedynek z Japonią. Zawodnicy z Azji, będący finalnie najsłabszym zespołem w grupie, postawili trudne warunki przyszłym brązowym medalistom. Przełamanie defensywy drużyny z Kraju Kwitnącej Wiśni trwało bardzo długo, a dokonał tego Davor Suker. Jedna bramka wystarczyła do zgarnięcia kompletu punktów.

Ostatnie spotkanie to starcie o pierwszą lokatę w grupie. Naprzeciw Chorwatów stanęła Argentyna z Gabrielem Batistutą w składzie. Zapowiadało się na mecz dwóch dobrze grających drużyn z dwoma wybitnymi snajperami w swoich szeregach. Ostatecznie ani Suker, ani popularny „Batigol” nie wpisali się na listę strzelców. Wyręczył ich w tym argentyński obrońca Pineda, strzelając jedyną bramkę w spotkaniu.

Pierwszy mecz fazy pucharowej to pojedynek z Rumunią, która zaskakująco wyprzedziła w swojej grupie Anglię oraz Kolumbię. Sukces w tym spotkaniu zapewnił gol ze stałego fragmentu gry. Niezawodny Davor Suker skutecznie wykonał rzut karny, dając swojej reprezentacji awans do kolejnej rundy. W ćwierćfinale czekali Niemcy. Drużyna ta była katem bałkańskiego zespołu na Euro 1996. Chęć rewanżu poskutkowała zabójczo skutecznym futbolem i tym samym deklasacją 3:0. Chorwaci łapali wiatr w żagle, a ich dobra gra w 1/4 finału rozgrywek spowodowała, że wśród wszystkich sympatyków tego niewielkiego państwa wzrósł apetyt na sukces. Już tylko jeden schodek dzielił wojowników znad Morza Adriatyckiego od wielkiego finału, od walki o coś, o czym śni każdy, kto chociaż raz kopnął piłkę.

Na drodze Davora i spółki stanęła drużyna gospodarzy – Francja. Pomimo objęcia prowadzenia nie udało się zwyciężyć w tym starciu. Dwa gole Liliana Thurama odesłały rewelację turnieju do spotkania pocieszenia – meczu o brązowy krążek. Pojedynek o trzecie miejsce mimo zranionych ambicji został potraktowany jak bój o wszystko. Czarny koń rozgrywek spełniał swój piękny sen, a Davor Suker swoim zwycięskim golem na 2:1 przeciwko Holendrom przypieczętował tytuł króla strzelców turnieju. Napastnik Realu Madryt skompletował sześć goli w całym czempionacie i oprócz medalu przywiózł ze sobą indywidualne wyróżnienie.

Croatiaweek.com

Brązowy medal kością w gardle

Gdy mundialowe emocje opadły, przyszła kolej na stawienie czoła kolejnemu wyzwaniu. Eliminacje do mistrzostw Europy w 2000 roku Chorwaci rozpoczynali z wyrobioną marką. Uchodzili za jeden z najsilniejszych zespołów na świecie, nic nie stało na przeszkodzie w odniesieniu kolejnego międzynarodowego sukcesu. Emocje stonowała jednak inauguracyjna porażka z Irlandią, która zakręciła w głowach i poddała zwątpieniu renomę Sukera i jego kolegów. Na ich obronę można dodać, że było to spotkanie wyjazdowe, a gra na wyspiarskich terenach nigdy do najłatwiejszych nie należała.

Drugi mecz to zwycięstwo z o wiele niżej notowaną Maltą 4:1, które mogło choć na chwilę przywrócić zespołowi wiarę w siebie. Kolejne sześć spotkań to trzy zwycięstwa (3:2 z Macedonią, 2:1 z Maltą i 1:0 z Irlandią) oraz trzy remisy (1:1 z Macedonią, 0:0 i 2:2 z Jugosławią). Jedno potknięcie mniej i Chorwaci mogliby fetować awans na mistrzostwa Europy w Belgii i Holandii. Ostatecznie pozostał jedynie smak porażki i widok pleców Jugosławii oraz Irlandii.

Modrić i spółka sięgają po srebro

Tak jak w eliminacjach do legendarnego dla ludzi znad Adriatyku mundialu w 1998 roku, tak samo było w kwalifikacjach do rosyjskiego mundialu. Chorwacja trafiła do mocnej grupy, z której wyszła nie bez problemów. Zanim zajęła miejsce gwarantujące grę w barażach o awans, musiała toczyć batalię z takimi drużynami jak Turcja, Islandia, Ukraina, Finlandia czy Kosowo. Bilans ekipy Zlatko Dalicia (zastąpił on w trakcie eliminacji na stanowisku selekcjonera Ante Cacicia, który został zwolniony po inauguracyjnym remisie z Turcją) to sześć zwycięstw, dwa remisy i dwie porażki.

Najtwardszym orzechem do zgryzienia w bezpośrednich potyczkach okazała się Turcja, przeciwko której w żadnym z dwóch spotkań Chorwaci nie zdobyli kompletu punktów. W tabeli musieli uznać jedynie wyższość Islandii, nowego europejskiego potentata. W barażach czekała na nich ekipa mistrzów Europy z 2004 roku – Grecja. Inna personalnie, ale wciąż mocno niewygodna jako rywal. Sprawy dwumeczu Chorwaci zamknęli już w spotkaniu u siebie, gdzie rozbili potomków dawnych miast-państw 4:1. W Pireusie pozostało tylko dopilnować, aby sprawy nie zaczęły się komplikować. Końcowy rezultat rewanżu to 0:0 i w pełni zasłużony awans.

Przyszedł czas na pierwsze spotkanie mundialu. Po raz kolejny Chorwacja trafiła do silnej grupy. Ponownie postrzegano ją jako drużynę, która może namieszać, ale równie dobrze może wcale nie wyjść z grupy ze względu na mocnych konkurentów. Wszyscy świetnie pamiętali wcześniejsze występy zawodników odzianych w biało-czerwoną szachownicę na dużych, międzynarodowych turniejach. W każdym z nich dysponowali silnym składem, momentami zaskakiwali wszystkich ludzi na całym świecie, lecz efekt końcowy nigdy nie był wymierny w stosunku do możliwości materiału ludzkiego, którym dysponowali.

Tym razem, aby myśleć o czymś dużym, musieli przebrnąć przez grupę, w której czekała na nich dobrze znana Islandia, nieprzewidywalna Nigeria oraz postrzegana za jednego z faworytów turnieju Argentyna. Nikt w obozie chorwackim nie miał zamiaru zbytnio nadmuchiwać balonika sukcesu. Wszyscy byli świadomi swojego potencjału i chcieli konsekwentnie wcielić w życie swoje pragnienia.

Chorwaci zaczęli od spotkania z Nigerią, a w równoległym meczu kolejki Argentyna podejmowała Islandię. Potknięcie Messiego i spółki na samym początku zmagań pozwoliło przejąć dyktando w rywalizacji w grupie. Chorwacja skrupulatnie skorzystała z okazji i ograła zespół z Czarnego Lądu 2:0. Drugie spotkanie to mecz z kategorii tych wielkich. Silna, zrównoważona drużyna z Modriciem na czele kontra faworyzowana Argentyna z podrażnioną ambicją. Żaden ekspert raczej nie spodziewał się tego, co wydarzyło się na stadionie w Niżnym Nowogrodzie. Totalna dominacja Chorwacji i obnażenie wszystkich słabości „Albicelestes” poskutkowało laniem 3:0, a to i tak najniższy wymiar kary wymierzony w południowoamerykańską drużynę. Ostatecznie Chorwaci fazę grupową zakończyli na pierwszej lokacie z kompletem punktów oraz bilansem bramek 7:1.

Faza pucharowa przywołała legendarne chwile z roku 1998. Modrić i spółka konsekwentnie wspinali się po szczeblach swojego sukcesu, unosząc niesamowity ciężar, ponieważ trzy z czterech meczów rozegranych w fazie finałowej rozstrzygać musiały karne bądź dogrywka. Wszystkie spotkania aż do finału Chorwaci wybiegali i wygrali kolejno w 1/8 finału z Duńczykami, w ćwierćfinale z Rosjanami oraz z Anglikami w półfinale turnieju. W meczu o tytuł musieli uznać wyższość złotej generacji Francuzów, ale i tak wracali do domu jako bohaterowie. Ich wynik znacznie przewyższył oczekiwania, a Luka Modrić zostając MVP turnieju, stanął u boku legendarnego Davora Sukera.

Historia zatacza koło

Zdobycie srebra na mundialu przez Chorwatów to podniosła chwila, ale także rozpoczynająca nowe problemy aktualnej kadry. Kilka gwiazd reprezentacji na czele z Mario Mandzukiciem oraz Danijelem Subasiciem zakończyło swoją przygodę z narodowym trykotem. Ivan Strinić po świetnym mundialu wypracował sobie transfer do AC Milan, jednak wykryta u niego wada serca uniemożliwia mu grę. Nadzieję na kontynuowanie projektu można było upatrywać w pozostaniu na stanowisku selekcjonera Zlatko Dalicia, jednak dwa pierwsze spotkania eliminacyjne do Euro 2020 nie napawają optymizmem. Drużyna zagrała nijaki futbol, ledwo wygrywając z Azerbejdżanem u siebie oraz przegrywając z Węgrami 1:2 na wyjeździe. Czarno na białym widać brak tak pewnego punktu w drużynie, jakim był Subasić. Jego zastępca Lovre Kalinić nie daje tak dużego spokoju między słupkami.

W kadrze można także odczuć brak Mario Mandzukicia, który zapewniał nie tylko bramki, ale także odpowiedni mental na boisku. Jego charakter jest niepodrabialny, a wykonywana praca nie do przecenienia. Rebić to także świetny zawodnik, jednak nie ma on cech Mario, które były tak widoczne w drużynie podczas mundialu 2018 w Rosji. Optymizmem nie napawa także sytuacja Luki Modricia, który wraz z „Królewskimi” szukał formy przez większość obecnego sezonu. Prawdą jest, że z każdym meczem Luka wydaje się być w coraz lepszej dyspozycji, jednak nie jest to poziom, który prezentował podczas mistrzostw świata. Obawiamy się, że filigranowy pomocnik nigdy już do takiego poziomu nie doskoczy, a wiek będzie raczej powoli obniżał jego możliwości.

Kontuzja Vrsaljko także niczego nie ułatwia. Jeden z najlepszych prawych obrońców poprzedniego sezonu zmaga się z kontuzją kolana i nie jest do dyspozycji selekcjonera. Wielu zawodników nie przypomina tych, którzy występowali na boiskach u naszych wschodnich sąsiadów. Prawdopodobnie tamta grupa piłkarzy wykręciła swoje możliwości do 200% i nigdy już nie zbliży się do tego poziomu. Czy Chorwację czeka kolejne rozczarowanie po wielkim sukcesie? Czy Modrić i spółka pójdą śladami swoich krajowych legend? Pierwszą odpowiedź poznamy 8 czerwca, kiedy to Chorwacja zmierzy się z nie tylko z Walią, ale także z demonami swojej przeszłości.

Komentarze
Kuba (gość) - 2 lata temu

Bardzo dobry i miły tekst, świetnie się czyta :)

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze