Po meczu Zawiszy z Cracovią obaj trenerzy byli zgodni: gospodarze zasłużyli na wygraną. Zwycięstwo 2:0 miało swoje podstawy w grze obu zespołów.
O pierwszej połowie wszyscy, zaczynając od piłkarzy, a na kibicach kończąc, pewnie jak najszybciej chcieliby zapomnieć. W drugiej działo się już o wiele więcej i choć to Cracovia pierwsza miała okazję do zdobycia gola, to Zawisza dwukrotnie pokonał Krzysztofa Pilarza.

– Spotkanie rozkręciło się w drugiej połowie i było ciekawsze niż pierwsze 45 minut, kiedy graliśmy wolno, bez agresji i nie zagrywaliśmy prostopadłych piłek – zauważył Wojciech Stawowy. – Może ten mecz by się inaczej potoczył, gdybyśmy wykorzystali swoją sytuację na początku drugiej połowy, bo po straconej bramce nas praktycznie na boisku nie było. Rządził i dzielił Zawisza, stwarzał sytuacje, i mógł to spotkanie wygrać zdecydowanie wyżej niż 2:0, i można powiedzieć, że te 2:0 to dla nas dziś najniższy wymiar kary. Jest taki element w piłce nożnej, który nazywa się asekuracja czy takie pójście za piłką po strzale. My też dziś tego nie zrobiliśmy przy pierwszej bramce i od tego zaczęło się całe nieszczęście Cracovii w dzisiejszym spotkaniu. Porażkę, którą dziś ponieśliśmy, można uznać za zasłużoną, bo Zawisza był zdecydowanie lepszym zespołem.
– Muszę powiedzieć, że tak chcieliśmy grać. Nie mogliśmy się za bardzo zapędzać do przodu, znając techniczne możliwości rywali, i konsekwentnie to realizowaliśmy. Wcześniej graliśmy dobre spotkania, ale nie udało się wygrać, ale dziś należy pogratulować piłkarzom za konsekwencję, spokój i wiarę w końcowe zwycięstwo oraz podziękować kibicom za, jak zwykle, wspaniały doping – powiedział Ryszard Tarasiewicz, po czym dodał: – To zwycięstwo podniesie morale moich zawodników i utwierdzi ich, że idziemy w dobrym kierunku. W przerwie reprezentacyjnej robiliśmy badania wydolnościowe, które zgodnie z moimi oczekiwaniami wykazały, że jesteśmy w stanie grać na wysokiej intensywności przez 90 minut.











