Przy Reymonta dawno nie panowały takie przygnębiające nastroje. Totalny chaos w klubie i fatalna passa piłkarzy na boisku. Jak się wali, to wszystko – zdanie to idealnie pasuje do obecnej sytuacji Wisły. Sześć porażek z rzędu naprawdę nie napawa optymizmem. Do tego doszły jeszcze przepychanki wśród własnych kibiców.
– Czego byśmy nie zrobili na boisku, to i tak w pewnym momencie tracimy bramkę, nawet kiedy wydaje się, że gramy dobrze – mówił jeszcze niedawno kapitan Wisły, Arkadiusz Głowacki. Niestety w meczu ze Śląskiem znowu było widać bezradność „Białej Gwiazdy”. Przyzwoita pierwsza połowa i stracony gol do szatni. Później było już tylko gorzej…
Tak wysoko Wisła przegrała u siebie pierwszy raz od 1993 roku (wtedy porażka z Legią 0:6). To tylko może potwierdzać fakt, w jak fatalnej jest obecnie dyspozycji. – Jest nam po prostu wstyd – mówił rozgoryczony po meczu Krzysztof Mączyński.
Podzieleni kibice
Do kolejnych problemów Wisły doszły jeszcze podziały między własnymi kibicami. Wyraźnie dało się to odczuć na piątkowym spotkaniu ze Śląskiem, niegdyś zaprzyjaźnionym klubem „Białej Gwiazdy”. Dla niektórych kibiców dalej zresztą uważany jest za „swoich”. Podczas meczu przy Reymonta sektor C wyklinał kibiców rywala, a reszta stadionu witała ich brawami.
„Śląsk i Lechia pozdrawiają wiślaków z krwi i kości, tych bez płetw i bez ości” – taki napis pojawił się na sektorze Śląska i został przyjęty gromkimi brawami przez większą część stadionu przy Reymonta. Trybuna C oczywiście nie podzielała entuzjazmu. Ultrasi Wisły zdecydowali bowiem o zerwaniu przyjaźni ze Śląskiem, co jednak najwyraźniej nie spodobało się wszystkim kibicom „Białej Gwiazdy”. Na stadionie można było się więc czuć lekko zdezorientowanym.
Do tego w trakcie spotkania kibice gości odpalili ogromne racowisko. Sporo rac lądowało na murawie i sędzia Kwiatkowski został zmuszony przerwać na chwilę spotkanie. Musiała także interweniować ochrona, ponieważ część ultrasów postanowiła udać się w okolice sektora gości i „porozmawiać” z przyjezdnymi.











