Southampton zwycięskie. Słaba gra Liverpoolu


Southampton przełamuje ostatnią niemoc i odnosi pierwsze zwycięstwo od 13 grudnia

4 stycznia 2021 Southampton zwycięskie. Słaba gra Liverpoolu
Stuart Martin/Digital South/MB Media/PressFocus

Po czterech meczach bez zwycięstwa drużyna Southampton wreszcie schodzi z boiska z tarczą. Na dodatek przełamanie nastąpiło z mistrzem Anglii. Liverpool natomiast łapie zadyszkę i trwoni przewagę w tabeli. Bezbarwnie jak cała drużyna zagrał wracający po dłuższej przerwie Thiago.


Udostępnij na Udostępnij na

Obie ekipy do dzisiejszego spotkania przystępowały w odmiennych nastrojach. Liverpool walczył o samodzielne prowadzenie w lidze. Do tego do wyjściowego składu wreszcie po dłuższej absencji wrócił Thiago Alcantara. Piłkarza obecny sezon nie rozpieszcza. Na przemian kontuzje przeplatały się z koniecznością izolacji od drużyny ze względów pandemicznych.

Powrót jednego, kłopoty kolejnych

Thiago wrócił do gry już w poprzednim spotkaniu z Newcastle. Było to jednak zaledwie 17 końcowych minut. Druga linia „The Reds” wreszcie dostała jeszcze więcej kreatywności, a dla trenera w końcu jakiś pozytyw po niekończącej się serii kontuzji w tym sezonie. Tak Jürgen Klopp komentował powrót podopiecznego na boisko: – Widzieliśmy już w wielu sytuacjach, jak dobrym jest piłkarzem. Teraz musimy obserwować, jak zareaguje po powrocie.

Klopp dodatkowo na skutek kolejnych kontuzji musiał łatać obronę i w jej środku wystąpiło dwóch nominalnych defensywnych pomocników. O ile Fabinho może grać również na tej pozycji, o tyle obecność w tyłach Hendersona była po prostu koniecznością. Trener Liverpoolu tak odniósł się do pytania o wystawienie kapitana na pozycji obrońcy: – Jeśli popełni błąd, będzie to moja wina, jeśli wykona wszystko dobrze, będzie to jego zasługą.

A tak ocenił to nasz redakcyjny kolega Kamil Kędzierski.

Southampton też miało swoje problemy. Po świetnych spotkaniach i lokacie w czołówce ligi przyszła seria czterech spotkań bez zwycięstwa i spadek na 9. miejsce. Zespół nie zdobył również od trzech spotkań gola. Na dodatek pierwszy raz w tym sezonie nie mógł zagrać Che Adams.

Instynkt Ingsa i bezbarwny Liverpool

Na początku nastąpiło trzęsienie ziemi. Wracający po dłuższej przerwie Thiago popełnił faul niedaleko pola karnego. Już w 2. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego James Ward-Prowse zagrał do Ingsa, a były gracz „The Reds” sprytnym lobem przechytrzył Alissona. Ings przy tej akcji pozostał niekryty w polu karnym.

Liverpool po szybkiej stracie gola musiał przejąć kontrolę na boisku i to zrobił. Posiadanie piłki zdecydowanie było po stronie podopiecznych Kloppa. Gra wyglądała jednak dobrze do pola karnego zespołu gospodarzy. Dalej goście nie byli w stanie zagrozić bramce Forstera. Jednak konsekwentnie prowadzili agresywną grę, po 15 minutach mając już na swoim koncie dwie żółte kartki.

Thiago po początkowym błędzie chciał wziąć na swoje barki ciężar gry, ale więcej cofał się po piłkę, niż grał do przodu. Zagrania były mało ryzykowne, a te odważne mało celne. Widać było u niego brak ogrania w tym sezonie. Dużo bardziej aktywny był po drugiej stronie Stuart Armstrong, który co jakiś czas próbował bezpośrednimi piłkami rozerwać defensywę przeciwnika. Zdecydowanie był najaktywniejszym piłkarzem pierwszej połowy.

Gracze Southampton za to próbowali wykorzystać osłabioną defensywę rywala. Czy to dalekie piłki od bramkarza, czy próba bezpośrednich zagrań z głębi pola do wychodzących napastników nie przynosiły efektów. Co nie znaczy, że para Fabinho – Henderson grała pewnie. Zdarzały im się nieporozumienia, jednak w na tyle bezpiecznych sytuacjach, że nie wiązały się one z konsekwencjami.

Dobrze czuł się w tym spotkaniu Danny Ings, który do gola mógł dołożyć asystę, jednak Djenepo przeniósł piłkę nad bramką. Reprezentant Mali niedługo później musiał opuścić boisko z powodu kontuzji, a zastąpił go Nathan Tella. Pod koniec pierwszej połowy młody Anglik miał okazję na podwyższenie rezultatu, ale strzelił obok bramki.

Liverpool za to z każdą minutą grał mniej przekonująco. Częste straty w strefie środkowej były spowodowane agresywnymi doskokami gospodarzy. Górne piłki adresowane do zawodników przedniej formacji stawały się łupem bardziej rosłych zawodników „Świętych”.

Konsekwencja Southampton godna naśladowania

Do drugiej połowy obydwie drużyny przystąpiły bez zmian. Już na początku Liverpool postanowił zacząć wysokim tempem. Widać było, że piłkarze wyszli naładowani, zupełnie inaczej niż przed przerwą. Southampton został zepchnięty do defensywy, jednak Jan Bednarek wraz ze swoimi kolegami skutecznie wybijali wszelkie piłki lądujące w polu karnym gospodarzy. W międzyczasie pojawiła się kontrowersja w polu karnym, ale sędzia nie zdecydował się na odgwizdanie „jedenastki”.

Dopiero po dziesięciu minutach „Święci” byli w stanie wyjść z piłką na dłużej poza własną połowę i ją przytrzymać. Tylko na chwilę. Wreszcie większa liczba piłkarzy „The Reds” zaczęła brać udział w akcjach zaczepnych, a to, czego nie było w pierwszej połowie, czyli zdecydowana gra do przodu bocznych obrońców, zaczęło napędzać kolejne akcje ofensywne.

Upływający czas oraz zmiany dokonane przez Kloppa nie przynosiły jednak rezultatów. Drużyna Ralpha Hasenhüttla naprawdę ze stoickim spokojem grała z mistrzem Anglii. W ogóle nie sprawiała wrażenia zespołu, który notował w ostatnim czasie gorsze wyniki.

Ogromna przewaga w posiadaniu piłki przez graczy Kloppa w drugiej połowie jeszcze się powiększyła. Nie było tego jednak widać na boisku. Jeśli ktoś pomyśli, że było to jednostronne spotkanie, a Liverpool stłamsił rywala, to nic z tego.

Zespół Southampton bardzo umiejętnie przesuwał się na boisku całymi formacjami, skutecznie maskując mankamenty. Również piłkarze ofensywni byli bardziej zaangażowani w grę defensywną, jakby wiedząc, że pójście na wymianę ciosów z rywalem nie ma sensu. Co jakiś czas jednak znajdowali się w okolicach pola karnego po przeciwległej stronie boiska.

Druga połowa była szczególnie dobra w wykonaniu Bednarka, który był zawsze tam, gdzie powinien, wyprzedzając przeciwnika i ustawiając się w odpowiednich miejscach na boisku. Zawsze był o krok szybszy niż rywal, czy to wybijając piłkę głową czy nogą, czy poprzez wślizg.

Na kilka minut przed zakończeniem spotkania mogło być 2:0. Alisson niepotrzebnie i za późno wyszedł z bramki. Valery uderzał na pustą bramkę, jednak ze zbyt dużej odległości i zbyt słabo, aby mogło to wpaść. Po drugiej stronie zaś piłka za wszelką cenę nie chciała znaleźć drogi do bramki Forstera.

Mecz zakończył się porażką Liverpoolu. Raziła przede wszystkim ich nieskuteczność i pasywność w grze. Southampton wygrało z „The Reds” pierwszy raz od prawie pięciu lat. Jedynym pozytywem w tym meczu dla Kloppa była mimo wszystko postawa Hendersona i Fabinho na środku obrony. „Święci” natomiast po wcześniejszych wpadkach znów wracają do gry.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze