Jednym z bohaterów spotkania ze Szwecją był Sebastian Szymański. Zawodnik Dynama Moskwa wrócił do kadry w wielkim stylu i pokazał, że naszej reprezentacji nie stać na to, aby rezygnować z takiego piłkarza. Wiele wskazuje na to, że zostanie on ważnym elementem układanki Czesława Michniewicza.
Paulo Sousa nie widział Szymańskiego w składzie reprezentacji Polski. Próżno było wypatrywać jego nazwiska na liście powołań Portugalczyka. Choć powody takiej decyzji nie są jasne i być może nigdy już nie będą, to pomocnik swoim wtorkowym występem pokazał, że może naszej drużynie dać bardzo wiele.
Udźwignął presję
Spotkanie barażowe ze Szwedami miało bardzo dużą stawkę. Jeden mecz decydował o tym, czy awansujemy na mundial. Najmniejszy błąd mógł doprowadzić do tego, że wiele miesięcy ciężkiej pracy zostałoby zmarnowanych. Dla piłkarzy udział w mistrzostwach świata to wielkie przeżycie i świetne okno wystawowe, dzięki któremu można naprawdę wiele zyskać.
Szymański, który jest zawodnikiem rosyjskiego klubu, jest w nieciekawym położeniu. Według medialnych informacji Polak chce zmienić pracodawcę z wiadomych względów. Musiał więc poradzić sobie z ciężarem gatunkowym rywalizacji ze Skandynawami oraz odciąć się od swojej sytuacji w klubie. Trzeba przyznać, że wyszło mu to bardzo dobrze. Pochwał nie szczędził mu także nasz selekcjoner w Kanale Sportowym:
– Biegał wszędzie, takie żywe sreberko. Im dłużej trwa mecz, tym Szymański jest świeższy i wtedy pokazuje, jaką przewagę robi. To mój człowiek od trudnych zadań. Dobrze znam jego potencjał i wiem, co potrafi. Brakuje mu trochę męskości w niektórych sytuacjach, czasem wystarczy delikatnie musnąć piłkę i wyjść z sytuacji bez kontaktu z rywalem. Dwa razy mu się to nie udało i Szwedzi mieli groźne kontry.
https://twitter.com/FutureCentro/status/1508908583676567554?s=20&t=Ao9psA1bPPBIYicH8iS8QA
Rywale wiele razy musieli powstrzymywać go faulami. Był jednym z najbardziej aktywnych zawodników w naszej drużynie. Jego grę cechowała duża pewność własnych umiejętności, która objawiła się w sytuacji, w której chciał założyć „siatkę” przeciwnikowi. Swoimi celnymi podaniami stwarzał sytuacje partnerom. Był bardzo blisko asysty przy uderzeniu Jana Bednarka. Dał dużo powodów do tego, aby chwalić jego występ.
Wolny elektron
Szymański za kadencji Paulo Sousy wystąpił tylko raz. Miało to miejsce w zremisowanym 3:3 spotkaniu z Węgrami, które było debiutem Portugalczyka w roli trenera naszej kadry. Zaskoczeniem dla kibiców mógł być fakt, że pomocnik zagrał na pozycji wahadłowego. Wystawienie go w tej roli było ograniczeniem jego piłkarskich atutów. Jego gra w tym meczu została oceniona negatywnie.
Od tamtego momentu były piłkarz warszawskiej Legii nie mógł liczyć na występy z orzełkiem na piersi. W międzyczasie jednak nowym selekcjonerem został Czesław Michniewicz i notowania Szymańskiego wzrosły. Został powołany na towarzyski mecz ze Szkocją oraz barażowy ze Szwecją. Zagrał 30 minut z Wyspiarzami, a kolejny mecz zaczął już od pierwszej minuty.










