Drugie podejście do najwyższej klasy rozgrywkowej w Hiszpanii i po raz drugi SD Huesca może nie dać rady. Drużyna robi co może, aby utrzymać się w La Liga. Zmiana trenera, częstsze punktowanie, skrócenie dystansu do najbliższych rywali. Czy to wszystko wystarczy, żeby się utrzymać? Obecnie brakuje niewiele, ale do końca pozostało jeszcze 13 meczów.
Od samego początku trwającej właśnie kampanii SD Huesca była – i w zasadzie jeszcze jest – czerwoną latarnią hiszpańskiej ekstraklasy. Deja vu? Zdecydowanie tak. Gdy w sezonie 2018/2019 debiutowała w Primera Division, wyglądało to podobnie jak teraz. Szybko została zweryfikowana. I to brutalnie. Choć wygrała wówczas swój premierowy mecz przeciwko Eibarowi, to później było tylko gorzej. Ostro, bez zahamowań pikowała w dół ligowej tabeli, aż wreszcie zadomowiła się na samym dnie.
Na następne zwycięstwo w La Liga czekała 17 kolejnych spotkań. W drugiej części tamtego sezonu coś drgnęło. Trener Francisco poukładał zespół na tyle, że zaczął nawet zdobywać punkty. W konsekwencji czego, rzutem na taśmę, zakończył zmagania na przedostatnim miejscu. Ale jak wiadomo, nie dało mu to utrzymania. Po roku przerwy powrócił na najwyższy szczebel rozgrywkowy w Hiszpanii, i to jako najlepsza ekipa w Segunda Division. Podopieczni Michela, który został szkoleniowcem drużyny z Aragonii zaraz po spadku z Primera Division, wyprzedzili drugi zespół z Kadyksu o punkt.
Grunt to nauka na własnych błędach
Wyciąganie mitycznych wniosków z własnych porażek jest bardzo ważne. Nie tylko w sporcie, piłce, ale tak ogólnie, w życiu. Czy włodarze Hueski nauczyli się na swoich błędach i tym razem lepiej przygotowali zespół do gry na najwyższym poziomie? Można odnieść mieszane odczucia. Z jednej strony dokonano rewolucji w kadrze. Jeśli porównamy obecne zestawienie z ekipą, która reprezentowała klub z Aragonii dwa sezony temu, to wyjdzie nam, że dziś gra tylko dziewięciu piłkarzy z tamtej drużyny. Na upartego można byłoby uznać to jako plus. Bo po co dawać szansę tym, którzy koncertowo ją zaprzepaścili? Jest w tym sens.
Z drugiej jednak strony „Niebiesko-czerwoni” są na dnie ligowej tabeli. Chociaż tym razem zarządzający Huescą zdecydowali się rozsądniej niż podczas poprzedniej przygody z La Liga dobierać kadrę. Postawili na graczy sprawdzonych już w Segunda oraz tych, którzy w przeszłości całkiem nieźle radzili sobie w Primera. Stąd wypożyczenie Pablo Maffeo, który swego czasu błyszczał w barwach Girony. Do tego postawiono latem na Javiego Ontiverosa, który po zakończeniu tej kampanii wróci do Villarrealu, oraz na Sandro Ramireza, Pablo Insuę czy Borję Garcię. Nazwiska znane, ale jak pokazał czas, niczego niewnoszące. Zawodnicy ci nie dali z miejsca nowej jakości, na którą tak liczono.
Ponadto od 2019 roku w ekipie z Aragonii grają chociażby Mikel Rico i Shinji Okazaki. Ten pierwszy to siła spokoju i doświadczenia. W swojej karierze już ponad 200 razy wystąpił w La Liga. W tym sezonie jest absolutnym pewniakiem do gry. Pauzował jedynie z powodu koronawirusa. Japończyk natomiast to napastnik, który z każdym kolejnym rokiem strzela coraz to mniej goli.











