Koniec sezonu włoskiej Serie A zbliża się wielkimi krokami, przed nami bowiem zostały już tylko cztery kolejki. To właśnie tyle meczów, prawdopodobnie, dzieli Juventus od wielkiej fety, jaka będzie miała miejsce po ostatnim ligowym spotkaniu. Najbliższa seria gier będzie kluczowa dla losów walki o scudetto, które już w obecnej chwili powoli zanika. Piłkarze „Starej Damy”, rozdający karty w starciu o najważniejsze włoskie trofeum, udadzą się do słonecznej Florencji, by tam po raz kolejny przekonać kibiców z Półwyspu Apenińskiego, że to właśnie oni zasłużyli na 32. w swojej historii tytuł mistrza Włoch.
Nie tylko Juventus w tej rywalizacji ma przed sobą jasno postawiony cel. Gospodarze niedzielnego starcia cały czas toczą batalię o prawo do gry w europejskich pucharach w kolejnym sezonie. Na Stadio Artemio Franchi wciąż po cichu liczą na Ligę Mistrzów, która po ostatnich wynikach drużyny prawdopodobnie w kolejnej kampanii ligowej ominie region Florencji. Wydaje się, że łatwo można wskazać faworyta w tym spotkaniu, ale „Czarno-biali” nawet w przypadku porażki nadal będą mieli otwartą drogę do tytułu.
Historia
Do tej pory oba kluby rozegrały przeciwko sobie 163 meczów, z czego aż 75 spotkań kończyło się wygraną Juventusu. Fiorentina potrafiła zwyciężyć 33 razy, a w 55 starciach pomiędzy tymi zespołami padał remis. W ostatnich 20 bataliach o stawkę gospodarze najbliższego pojedynku wygrali zaledwie trzy razy, z czego dwie wygrane miały miejsce na stadionie piłkarzy z Turynu.

Aby przypomnieć sobie ostatni bezpośredni pojedynek obu drużyn, musimy sięgnąć pamięcią do 13 grudnia 2015 roku. Wtedy, w ramach 16. kolejki Serie A, drużyna z Florencji udała się na Juventus Stadium, aby powalczyć o trzy punkty. Na gole obu zespołów musieliśmy czekać zaledwie sześć minut, kiedy to trafienia zaliczali Josip Ilicic i Juan Cuadrado. Na tablicy świetlnej długo utrzymywał się bramkowy remis, jednak ostatnie dziesięć minut rywalizacji przyniosło rozstrzygnięcie. Najpierw do bramki strzeżonej przez Cipriana Tatarusanu trafił Mario Mandzukić, a w doliczonym czasie gry decydujący cios zadał Paulo Dybala.












