
Wysoki lewonożny ofensywny pomocnik, który w marcu 2020 roku strzelił Valencii cztery gole na pustym Mestalla w Lidze Mistrzów.
Urodził się 29 stycznia 1988 roku w Prijedorze, w dzisiejszej Bośni i Hercegowinie. Ojciec zmarł, gdy Josip miał półtora roku. Matka Ana przeprowadziła się z nim i jego bratem Igorem do Kranja w Słowenii i pracowała w kilku miejscach, żeby utrzymać rodzinę. Sam mówił, że jego strzały i lewa noga „narodziły się na ulicy”. Matka wspominała, że ciągle słyszała, jak bardzo jest utalentowany, a on potrafił opuszczać lekcje, żeby grać z kolegami.
Matka zapisała go do szkółki NK Triglav Kranj. Najpierw grał w futsal, dopiero później przeszedł na duże boisko. Przed sezonem 2006/07 był bliski przejścia do NK Maribor, ale mówił potem, że nie żałował: w Mariborze miałby ogromną konkurencję, a jemu zależało na regularnej grze. Po Triglavie i Britofie w 2007 roku przeniósł się do Bonifiki z Kopru i w jej barwach zaczął grać w seniorach, w drugiej lidze słoweńskiej.
W 2008 roku trafił do Interblocku Lublana, wtedy jedynego pierwszoligowca ze stolicy. W pierwszym sezonie zapewnił drużynie finał Pucharu Słowenii: 29 kwietnia 2009 roku w rewanżu półfinału w Mariborze strzelił w 86. minucie gola na 3:2. 30 maja 2009 roku Interblock pokonał w finale Koper 2:1 i obronił trofeum. Pod koniec pobytu w odmłodzonym zespole był jednak często rezerwowym. Wiosną 2010 roku Interblock przegrał baraż o utrzymanie z Triglavem Kranj, klubem, w którym Iličić się wychowywał: 0:1 w Lublanie i 0:3 w Kranju.
Latem 2010 roku nie chciał grać w drugiej lidze. Był na testach w Turcji, gdzie zgrupowanie miał mołdawski Sheriff Tyraspol, myślał o powrocie do futsalu i o porzuceniu piłki. Wtedy zadzwonił Zlatko Zahović, dyrektor sportowy Mariboru, i ściągnął go do klubu. W eliminacjach Ligi Europy Iličić strzelił dwa gole w wygranym 3:0 domowym meczu z Hibernianem, jednego z nich lobem.
W ostatniej rundzie eliminacji Maribor trafił na Palermo i przegrał pierwszy mecz 0:3. Po nim Zahović wezwał Iličicia do gabinetu i powiedział mu, że został sprzedany, ale nie zdradził dokąd. Dwa dni przed rewanżem dał mu do podpisu kontrakt z herbem Palermo. Iličić zapytał wtedy: „A jeśli strzelę gola?”. W rewanżu trafił do siatki i nie cieszył się z bramki. Maribor wygrał 3:2, ale odpadł. Następnego dnia Palermo ogłosiło transfer jego i Armina Bačinovicia. Był to wtedy najdroższy transfer piłkarza ze słoweńskiej ligi.
W Palermo od razu dostał szansę od Delio Rossiego, bo klub sprzedał Edinsona Cavaniego, a Fabrizio Miccoli leczył kontuzję. Zadebiutował w Serie A wejściem z ławki z Brescią, a w następnej kolejce wyszedł w podstawowym składzie przeciwko Interowi, mistrzowi Europy, i strzelił gola. Cztery dni później trafił też w wygranym meczu z Juventusem w Turynie. Javier Pastore nie oddał mu numeru 27, więc Iličić wziął 72. Po sprzedaży Pastore do Paris Saint-Germain w 2011 roku przejął jego „27”, ale drugi sezon na Sycylii miał słaby, a trenerzy zmieniali się jeden po drugim. Prezes Maurizio Zamparini był jego wielkim obrońcą: gdy coś nie szło, zapraszał go do siebie, wysyłał po niego prywatny samolot i zapewniał, że znalazł dla niego właściwego trenera, a po miesiącu tego trenera zwalniał.
W sezonie 2012/13 Gian Piero Gasperini ustawiał go po prawej stronie trzyosobowego ataku, skąd schodził do środka na lewą nogę. W listopadzie 2012 roku Iličić strzelił dwa gole w derbach Sycylii z Catanią, a Palermo i tak spadło z Serie A. Latem 2013 roku podpisał pięcioletni kontrakt z Fiorentiną.
We Florencji jesienią 2013 roku zatrzymała go kontuzja kostki, a o miejsce rywalizował z Juanem Cuadrado, Joaquínem i Giuseppe Rossim. W następnym sezonie u Vincenzo Montelli między listopadem a lutym prawie nie grał. Odżył dopiero wiosną 2015 roku, gdy do zespołu dołączył Mohamed Salah, i z dziesięcioma golami został najlepszym strzelcem Fiorentiny w sezonie 2014/15. U Paulo Sousy grał jako ofensywny pomocnik za napastnikiem. We Florencji zarzucano mu jednak, że znika z gry. On sam po latach mówił, że ciągle wypominano mu, ile zarabia.
W 2017 roku był praktycznie dogadany z Sampdorią, ale zadzwonił do niego Gasperini, wtedy już trener Atalanty Bergamo, i latem Iličić przeszedł do Bergamo. Gasperinowskie przygotowania wspominał tak: między treningami nie da się spać, nogi pulsują, chce się wymiotować, „ale on wchodzi ci do głowy jak nikt”. W szatni nazywano go „Babcią”. Gasperini żartował, że dawno przestał go pytać, jak się czuje, bo i tak usłyszy, że źle.
W sierpniu 2018 roku trafił do szpitala z zapaleniem węzłów chłonnych. Kilka miesięcy wcześniej we śnie zmarł Davide Astori, jego kolega z Fiorentiny, i Iličić bał się zasnąć, żeby nie podzielić jego losu. Po tygodniu Gasperini mówił mu: „Josip, wstawaj, musimy grać”. Iličić wrócił na boisko już we wrześniu, a 21 października strzelił trzy gole w wygranym 5:1 meczu z Chievo. W sezonie 2018/19 Atalanta zajęła trzecie miejsce i pierwszy raz w historii awansowała do Ligi Mistrzów.
10 marca 2020 roku w rewanżu 1/8 finału z Valencią, rozegranym bez kibiców z powodu koronawirusa, Iličić strzelił wszystkie cztery gole dla Atalanty: dwa z rzutów karnych w pierwszej połowie i dwa lewą nogą po przerwie. Atalanta wygrała 4:3 i awansowała do ćwierćfinału. Był pierwszym piłkarzem, który zdobył cztery bramki w wyjazdowym meczu fazy pucharowej Ligi Mistrzów, i pierwszym Słoweńcem z hat trickiem w tych rozgrywkach. Po końcowym gwizdku poprosił sędziego Ovidiu Hațegana o piłkę.
Bergamo było wtedy jednym z ognisk pandemii. Iličić spędził tam 42 dni bez rodziny i jak mówił, pieniądze i kontrakty przestały mieć dla niego znaczenie. Poprosił klub o zgodę na wyjazd do Słowenii i nie zagrał w ćwierćfinale z Paris Saint-Germain. Wrócił w kolejnym sezonie, ale na początku 2022 roku problemy psychiczne powróciły i znów przerwał grę. Latem 2022 roku rozwiązał kontrakt z Atalantą za porozumieniem stron. Tłumaczył, że po covidzie nie był już tym samym piłkarzem, nie wytrzymywał presji gry co trzy dni i chciał wrócić do domu, do rodziny.
5 października 2022 roku podpisał umowę z Mariborem do 2025 roku i znów wziął numer 72. Przed transferem od dawna nie grał w meczach i trenował indywidualnie. Mówił, że odchodząc z Mariboru w 2010 roku, obiecał tam wrócić. W sezonie 2023/24 znów był w formie, co dało mu powrót do reprezentacji.
W czerwcu 2025 roku, gdy Maribor przestał na niego liczyć, podpisał roczny kontrakt z Koprem. W tym mieście, w Bonifice, zaczynał grę w seniorach. Przyznawał, że myślał o końcu kariery, ale dyrektora i prezesa klubu, Ivicę i Ante Guberaców, zna od 25 lat i gdy poprosili go o pomoc, od razu się zgodził. W plebiscycie słoweńskiego związku zawodowych piłkarzy został najlepszym zawodnikiem ligi w sezonie 2025/26.
Ma 190 cm wzrostu i długie nogi, a gra jak technik: szybkie stopy, zwody, sztuczki i drybling. Gra przede wszystkim lewą nogą. Najlepiej czuł się, schodząc z prawej strony do środka, skąd mocno i celnie uderzał z dystansu. Groźny był też z rzutów wolnych.
W Atalancie Gasperiniego grał tuż za środkowym napastnikiem, jako łącznik między pomocą a atakiem. Gdy drużyna nie mogła dojść pod pole karne rywala, cofał się nawet do linii środkowej, żeby rozgrywać. Ze środka boiska szukał podań prostopadłych, a ustawiony szerzej, po prawej stronie, częściej dośrodkowywał.
W młodości zarzucano mu, że zbyt łatwo daje sobie odebrać piłkę w dryblingu, niepotrzebnie się popisuje i znika z gry na długie fragmenty meczów. Regularność przyszła dopiero w Bergamo, u Gasperiniego.
Mógł grać dla Chorwacji albo dla Bośni i Hercegowiny. Wybrał Słowenię: „Dorastałem w Słowenii, ona dała mi wszystko, więc to logiczne, że gram dla niej”.
W pierwszej reprezentacji zadebiutował 11 sierpnia 2010 roku, jeszcze jako piłkarz Mariboru, w wygranym 2:0 towarzyskim meczu z Australią na nowym stadionie Stožice w Lublanie. Wszedł w 68. minucie za Valtera Birsę i niedługo potem jego rajd prawą stroną zapoczątkował akcję, po której Zlatko Dedić strzelił pierwszego gola. Pierwszą bramkę dla Słowenii zdobył w 2013 roku w wygranym meczu eliminacji mundialu na Cyprze.
Jesienią 2014 roku selekcjoner Srečko Katanec nie powołał go na mecze ze Szwajcarią i Litwą, tłumacząc, że Iličić jest za mało „głodny”. Miesiąc później Katanec ogłosił, że Iličić nie chce grać w kadrze, dopóki on jest selekcjonerem. Spór nie trwał długo i Iličić wkrótce wrócił do reprezentacji.
19 listopada 2019 roku strzelił gola Polsce na PGE Narodowym, ale Słowenia przegrała 2:3. Przed Euro 2024 wrócił do kadry, a 25 czerwca 2024 roku wszedł z ławki w meczu z Anglią (0:0), po którym Słowenia awansowała do fazy pucharowej. Mówił potem, że w trakcie meczu podszedł do niego Declan Rice i powiedział, że jego powrót go inspiruje. Zagrał też w 1/8 finału z Portugalią.
41
z 180 możliwych
0
0