Brescia Calcio po raz ostatni znajdowała się spoza strefą spadkową Serie A w dziewiątej kolejce obecnego sezonu. Trudno było tym samym oczekiwać, że będzie w stanie nagłym zrywem uratować swój pierwszoligowy byt. Wielki talent w postaci Sandro Tonaliego to po prostu za mało, aby myśleć o pozostaniu w Serie A na dłużej.
Trzy dni temu na boisku spotkały się dwa zespoły, od których tak naprawdę niewiele już zależało. Brescia miała jedynie matematyczne szanse na utrzymanie i przedłużała swoją agonię. US Lecce pozostaje jeszcze w grze, ale musi liczyć zarówno na siebie, jak i na słabą postawę Genoi CFC. Po raz kolejny widać więc prawidłowość, według której dwóch z trzech beniaminków Serie A wyraźnie odstaje od reszty stawki.
Żonglowanie trenerami
Stabilizacja to z pewnością pożądana, lecz rzadko spotykana wartość we współczesnym futbolu. Trener Eugenio Corini zapewne nie spodziewał się funkcji „trenera na lata”, tym niemniej rotując szkoleniowcami, Brescia narażała się na śmieszność. Corini został zwolniony w połowie sezonu i zastąpiony przez Fabio Grosso, który wytrzymał na stanowisku tylko trzy ligowe spotkania. Jego miejsce… ponownie zajął Corini, a po ośmiu meczach stery objął Diego Lopez.
Częste zmiany szkoleniowców przez właściciela klubu z pewnością nie przysłużyły się drużynie. – Głównym problemem w tym sezonie jest nastrój właściciela. Massimo Cellino ma bardzo dobre doświadczenie jako właściciel Cagliari (przez 17 z 22 lat jego prezesury klub występował w Serie A), ale jest niestabilny. Z tego powodu codziennie zmienia pomysł na drużynę. Nie zaufał więc Coriniemu, który w zeszłym roku wprowadził Brescię do Serie A. Tymczasem to on był odpowiednim trenerem dla tego zespołu – mówi w rozmowie z naszym portalem Vincenzo Corbetta, szef działu sportowego dziennika „Bresciaoggi”.
Wyraźnie widać to po bilansie wszystkich trzech szkoleniowców, którzy w tym sezonie prowadzili „Biancoazzurrich”. Grosso przegrał wszystkie trzy spotkania, z kolei średnia punktów zdobywanych przez drużynę za Coriniego wyniosła 0,83 punktu, a w przypadku Lopeza 0,69 punktu. Różnica na pierwszy rzut oka nie wydaje się znacząca, ale staje się kluczowa w przypadku drużyny walczącej o utrzymanie.
Balotelli to tylko część problemu
O Brescii było w tym sezonie głośno tylko w dwóch przypadkach. Wspomnianego już ponownego zatrudnienia Coriniego na stanowisku trenera, a także perypetii Mario Balotellego. Zawodnik po nieudanym poprzednim sezonie we francuskiej Ligue 1 miał odbudować się w mieście, w którym zresztą mieszka. Władze klubu uważały jego ściągnięcie za znaczące wzmocnienie, natomiast krytycy spodziewali się, czym w rzeczywistości skończy się pobyt „Super Mario”.
https://www.youtube.com/watch?v=fRLxZyw3xlg











