W trakcie sezonu wydawało się, że Olympique Lyon jest murowanym kandydatem do gry w Lidze Mistrzów. Bardzo długo walczył o mistrzostwo z PSG i Lille, a to wszystko po tragicznym pod względem sportowym sezonie 2019/2020. Ostatecznie „Les Gones” skończyli na czwartym miejscu w tabeli, a z kandydata do gry o najwyższe cele zdegradowali się do statusu niespełnionej i nierównej drużyny. Razem z nią krętą ścieżkę przebył trener Rudi Garcia.
Początki wydawały się całkiem niezłe. Pierwszym zwiastunem tego, co dobre, był osiągnięty przez Lyon półfinał Ligi Mistrzów. Wtedy udało się wykazać, że obrona Denayer – Marcelo nadal jest w stanie zdziałać cuda. Cała drużyna imponowała w odbiorze, a w ofensywie brylowali Aouar i Depay.
Kiepski początek sezonu 2020/2021 uszedł na sucho Garcii. Trener bawił się z formacjami, lecz potem zaadaptował formację 4-3-3. Posadził na ławce skutecznego Moussę Dembele, a w zamian postawił na trójkę Kadewere – Toko Ekambi – Depay. Wszystko doprowadził do perfekcji, a jego ekipa zaczęła grać ciekawą, szybką i całkiem atrakcyjną piłkę. Jednak później trochę się zagubił w swoich rozważaniach. Nie pomagała mu też niechęć kibiców.
– Garcia od dawna wypowiadał się w dość mało wybredny sposób o Lyonie, szczególnie podczas pobytu w Marsylii. Pamiętaliśmy mu to i bardzo nam się to nie podobało, gdy dowiedzieliśmy się, że przejmuje drużynę po Sylvinho. A jeśli chodzi o samą pracę, to jego ostatnie doświadczenia, szczególnie w Marsylii, ale również końcowa faza pobytu w Romie, dawały dość negatywne sygnały – tłumaczy polski przedstawiciel z Café du Commerce OL.
Ze szkółki w Zimbabwe do Ligue 1. Tino Kadewere ważną postacią Lyonu przed meczem z PSG
Marazm drużyny
O ile „Les Gones” w połowie sezonu byli monolitem, np. podczas wygranego 1:0 spotkania z PSG po sensacyjnie skutecznej grze, o tyle później ten schemat stał się dla wszystkich zupełnie czytelny. Pokazuje to wcześniej wspomniane trio ofensywne. Memphis Depay ciągle prezentował świetną formę, lecz Toko Ekambi i Kadewere po prostu gdzieś przepadli. Ten pierwszy był niesamowicie skuteczny, ale tylko do czasu. W marcu, a potem kwietniu i maju Kameruńczyk mógł czuć się jak rybak próbujący łowić ryby w rzece, w której nie ma żywej istoty. Zdecydowanie brakowało mu liczb, a do tego zbyt często stawał się niewidoczny.
Kadewere też popadł w stagnację. Przypłacił to utratą miejsca w pierwszym składzie. Zastąpił go piekielnie utalentowany Rayan Cherki, który jednak nadal nie jest w stanie dać drużynie odpowiedniej regularności. Jednak innych opcji Garcia nie miał. Starał się dawać szanse Islamowi Slimaniemu, ale tego można uznać za kolejną transferową wpadkę autorstwa Juninho. W ataku trener próbował jeszcze coś kombinować, ale największy marazm dopadł formację obronną. Garcia nie był zdolny znaleźć nowej roli dla Corneta. Nieumiejętnie rotował też dwójką Dubois – De Sciglio. Za mało szans dostawał utalentowany Sinaly Diomandé. Młody zawodnik nie mógł wygryźć ze składu Denayera ani Marcelo, którzy przecież pod koniec sezonu dostali gigantycznej zadyszki.











