Kiedy, dobrze nam skądinąd znana dolnośląska persona non grata, Romuald Szukiełowicz skończył sportową karierę we wrocławskiej Odrze, rozpoczął swoją menedżerską pracę. Gdy w 1986 w polskich kinach brylowała superprodukcja „C.K. Dezerterzy”, nasz bohater – „Ronnie” McFall – zaczynał przygodę z Portadown. Przygodę, która rozrosła się do epickich rozmiarów, swoją długością przypominając nieodżałowaną „Modę na sukces”.
Sporo nawiązań filmowych, ale trzeba otwarcie przyznać, że postać McFalla i jego menedżerska kariera w Irlandii Północnej to doskonały temat na historyczno-dokumentalną produkcję. Świat się zmieniał, upadały państwa, na gruzach mocarstw powstawały raczkujące autonomie, jedni odchodzili, drudzy przychodzili, ale jedno pozostawało niezmienne – „Ronnie” McFall w Portadown. Do czasu – do 5 marca 2016 roku. Zacznijmy jednak, nietypowo, od początku.
Piłka w centrum
– Co zamierzasz robić po zakończeniu piłkarskiej kariery? – takie pytanie usłyszał lub usłyszy każdy zawodowy piłkarz. Co niektórzy stwierdzają, że założą własny biznes – czy to gastronomiczny, czy hotelarski. Inni, że zainwestują ciężko zarobione pieniądze w nieruchomości. Jednak większość rzuci sztampowym stwierdzeniem:
Chciałbym zostać przy futbolu.
Na takie pytanie musiał sobie niegdyś odpowiedzieć także McFall, który w 1979 zawiesił buty na kołku i zakończył swoją, powiedzmy otwarcie, niezbyt bogatą karierę. Pewnie największym, najważniejszym wydarzeniem był mecz przeciwko wielkiemu Juventusowi prowadzonemu przez Giovanniego Trapattoniego. Ciężkie lanie (6:0 w dwumeczu), ale wspomnienia pozostają.
Gdy klamka zapadła i wiadomo było, że McFall zakończył etap, w którym zarabiał na życie, kopiąc piłkę, pojawiła się oferta pracy trenerskiej w jego ostatnim klubie – Glentoran. Takie to były czasy w futbolu wyspiarskim (choć nie tylko), że doświadczeni, ograni piłkarze często dostawali szansę na pracę w swoich ostatnich zespołach. Warto choćby przywołać przykład Harry’ego Redknappa, który właśnie tak zaczął swoją drogę na menedżerski szczyt.

Po kilkuletnim, niezbyt udanym, okresie w Glentoran pojawiła się oferta z Portadown. McFall zakotwiczył nad rzeką Bann w 1986 i jak się okazało, został na dość długi okres – dwudziestu dziewięciu (29!) lat. Wąsaty, 70-letni już „Ronnie”, choć pewnie trafniejsze byłoby określenie Pan Ronald, mógłby zapytać, abstrahując rzecz jasna od sukcesów sportowych: kim do ciężkiej cholery jest Alex Ferguson?
A latka lecą…
23 trofea w ciągu tych 29 lat – wynik imponujący, zwłaszcza że Portadown, tak jak i cała liga Irlandii Północnej, nie jest, delikatnie rzecz ujmując, najbardziej obleganym kierunkiem dla piłkarzy w Europie. Liga jest półprofesjonalna, a wielu piłkarzy łączy sportowe obowiązki z normalną pracą. Można powiedzieć, że jest to zabawa w futbol, choć, jak dobrze wiemy, ten sport dla nikogo zabawą nie jest. W końcu, jak powiedział laureat Nagrody Nobla, Albert Camus, „spośród rzeczy najmniej ważnych piłka nożna jest rzeczą najważniejszą.”











