Jakie były najbardziej zaskakujące finały Pucharu Europy? Niespodzianek było wiele, jedną z nich jest skład tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Jednak w przeszłości oglądaliśmy dużo więcej niespodzianek. Zapraszamy do kolejnej odsłony tekstu z cyklu „Ranking iGola”.
10. Bayern Monachium – Chelsea Londyn
Ten finał już jest niespodzianką. Jak inaczej nazwać taki skład meczu finałowego, skoro nawet po zwycięstwach tych drużyn w pierwszym spotkaniu jedynie hurraoptymiści, szaleńcy i dywersanci obstawiali, że Real i Barcelona zakończą swoją przygodę pucharową na półfinale. Bayern i Chelsea zwyciężyły, choć szczególnie awans tej drugiej drużyny należy uznać jako niespodziankę. Co się wydarzy w finale? Ewentualny triumf Anglików może wpłynąć na awans tego spotkania w naszym rankingu.
9. FC Porto – Bayern Monachium 2:1 (1987)

W 1987 roku Bayern Monachium szedł jak burza po Puchar Europy. Po drodze rozprawiał się z Anderlechtem Bruksela (5:0) i Realem Madryt (4:1). W finale po przeciwnej stronie stanęli Portugalczycy z FC Porto z Józefem Młynarczykiem w bramce. Wszystko szło zgodnie z planem, Niemcy prowadzili 1:0 po pierwszej połowie, lecz w drugiej części świat stanął na głowie za sprawą Rabbaha Madjera. Algierczyk strzałem piętą doprowadził do wyrównania, a później Juary przesądził losy spotkania. Faworyt musiał pogodzić się z porażką, tracąc decydujące bramki w końcówce meczu.
8. Nottingham Forest – HSV Hamburg 1:0 (1980)
Nottingham Forest to ewenement na skalę europejską. Nie ma drugiego zespołu, który raz zdobył mistrzostwo kraju i dwa razy sięgnął po Puchar Europy. Mistrz Anglii z 1978 roku wygrał PEMK rok później, lecz w lidze musiał uznać wyższość Liverpoolu. W kolejnej edycji „The Reds” odpadli już w pierwszej rundzie, więc honor Anglii zależał od chłopców z Nottinghamu. Ci nie zawiedli i przedzierając się mozolnie przez wszystkie kolejne szczeble, dotarli do finału. Tam HSV Hamburg z Kevinem Keeganem i Feliksem Magathem nie dał rady Anglikom, jedno trafienie Johna Robertsona wyjaśniło wszystko, Nottingham obronił tytuł najlepszej drużyny Europy, nie będąc nawet najlepszą drużyną w swoim kraju.
7. PSV Eindhoven – Benfica Lizbona 0:0 k: 6:5 (1988)
W 1988 roku doszło do bezprecedensowego wydarzenia. PSV Eindhoven po przejściu pierwszych dwóch przeszkód nie potrafił wygrywać, ale nie przeszkodziło to Holendrom w dojściu do finału. Tam czekała już Benfica Lizbona, która potrafiła pokonać m.in. wcześniejszego triumfatora PEMK. W finale nie padła jednak żadna bramka, nic nie pomogła też dogrywka, o wszystkim rozstrzygnęły więc rzuty karne. Tam Hans van Breukelen obronił jedną „jedenastkę” i to wystarczyło, by PSV zwyciężył 6:5. Tak więc po raz pierwszy w historii zdarzyło się, że zespół zdobył Puchar Mistrzów, nie wygrywając żadnego spotkania od ćwierćfinału.










