Resovia Rzeszów w Fortuna 1 Lidze! Zdecydowały rzuty karne


Resovia Rzeszów pokonuje w serii „jedenastek” Stal Rzeszów 7:6

31 lipca 2020 Resovia Rzeszów w Fortuna 1 Lidze! Zdecydowały rzuty karne
Łukasz Sobala / Press Focus

Stawką finału baraży do Fortuna 1 Ligi jest nie tylko sam awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Gra toczyła się o coś więcej. O panowanie w stolicy Podkarpacia Resovia Rzeszów powalczyła ze swoim odwiecznym rywalem, Stalą Rzeszów. Oba kluby -– choć tak różniące się kwestiami finansowymi – łączył jeden cel. Awans na zaplecze ekstraklasy smakować będzie podwójnie, kiedy zdobędzie się go kosztem największego przeciwnika. I dzisiaj zasmakowali tego piłkarze „Sovii”, którzy po konkursie rzutów karnych pokonali odwiecznego rywala.


Udostępnij na Udostępnij na

Obie ekipy swoje mecze półfinałowe rozegrały na wyjeździe. Gospodarzem finałowego starcia będzie drużyna Resovii, która swój wtorkowy bój zakończyła dopiero w serii rzutów karnych. Zaledwie trzy dni później po wyczerpującym, dwugodzinnym starciu na jej stadion zawita Stal, wcześniej eliminująca GKS Katowice.

Sama obecność Stali w barażach do Fortuna 1 Ligi może być niejako zaskoczeniem. Wszystko dzięki fantastycznej postawie po restarcie oraz trwającej obecnie serii siedmiu meczów bez porażki. Gonitwa za czołówką podopiecznych Marcina Wołowca doprowadziła ich do samego finału, który pozostało jedynie, bądź aż, wygrać.

Jak na derby przystało

Dość ospały pierwszy kwadrans meczu mógł mówić sam za siebie. Waga spotkania nie tyle przerosła piłkarzy obu zespołów, co ciążyła z tyłu głowy. Fakt, iż walka o awans rozgrywa się pomiędzy rywalami zza miedzy, jedynie umacnia ten stan rzeczy. Nic więc dziwnego, że na boisku panowania nie było. Tak jak w całym mieście, bo ostatnie derbowe spotkania w Rzeszowie kończyły się remisami. Żadną tajemnicą jest, że liczy się efekt końcowy. A przecież cel uświęca środki.

Minimalna dominacja gości w pierwszych minutach rywalizacji poniekąd podsumowywała formy obu ekip. Stal z piekła do nieba. Resovia turlająca się ku końcowi sezon. Z problemami, ale jednak, bo z minuty na minutę to gospodarze lepiej odnajdywali się na boisku. Tak w 33. minucie spotkania mogli wyjść na cenne prowadzenie. Wszystko dzięki błędowi Kaczorowskiego, który w ostatniej chwili zdołał powstrzymać gospodarzy przed zdobyciem bramki.

To w pewien sposób odblokowało piłkarzy Resovii. Mając w nogach 120 minut biegania w Bytowie podkręcili tempo gry, dzięki czemu znacznie częściej przebywali pod bramką gości. Efektu końcowego nadal nie było, a to oznaczało, że pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.

Historyczny mecz bez historii na boisku

Niesieni trybunami gospodarze już od pierwszego gwizdka drugiej połowy kontynuowali to, co zaprezentowali w ostatnich 20 minutach pierwszej części meczu. Stąd też pojawiały się groźniejsze okazje, m.in. ze stałych fragmentów gry, które piłkarze Resovii potrafią wykorzystywać. Nie inaczej było w grze pozycyjnej, która nieco lepiej wyglądała po stronie podopiecznych Szymona Grabowskiego.

Im bliżej 90. minuty, tym trudniej było doszukać się jakości na boisku. Coraz więcej błędów indywidualnych, w dużej mierze spowodowanych zmęczeniem. Wbrew oczekiwaniom to goście wyglądali na bardziej wycieńczonych trudami zarówno tego spotkania, jak i całego sezonu. A to przecież Resovia Rzeszów zaledwie trzy dni temu w rzutach karnych wywalczyła udział w piątkowym finale.

Ostatni kwadrans spotkania finałowych to często czas przetrwania i oczekiwania na dodatkowe 30 minut gry, mające wyłonić zwycięzce. To również dobry moment, aby nawet za pomocą indywidualnych akcji stworzyć zagrożenie. Takim w barwach Stali Rzeszów był Wiktor Kłos, który na placu gry pojawił się w drugiej części spotkania. To w dużej mierze za sprawą 20-latka goście wrócili do meczu, nie dając się w pełni zdominować przez Resovię.

Najgroźniejsza akcja meczu przypadła w 83. minucie, kiedy znakomitym refleksem popisał się bramkarz gości, Wiktor Kaczorowski. Blisko szczęścia i wyprowadzenia swojej drużyny na prowadzenie chwilę przed końcem spotkania był Karol Twardowski, który dobrze odnalazł się polu karnym rywala. To kolejny raz, kiedy stały fragment gry umożliwił Resovii stworzenie okazji podbramkowej. A ich w całym spotkaniu było jak na lekarstwo.

Dogrywka i karne – Resovia Rzeszów po raz drugi

Do wyłonienia beniaminka kolejnego sezonu Fortuny 1 Ligi potrzebne były kolejne dwa kwadranse. Już w pierwszym stuprocentową okazję miała Stal Rzeszów. Wszystko za sprawą Krystiana Pieczary, który został pokonany z bliskiej odległości przez bramkarza gospodarzy. Przeznaczenia pokonać nie jest łatwo. Z minuty na minutę widać było, ile trudu kosztowało Resovię wtorkowe spotkanie, które również owocowało w dodatkowe 30 minut gry.

Drugą połowę doliczonego czasu gry po raz kolejny z przytupem rozpoczęli piłkarze Stali Rzeszów. Ale to gospodarze, wychodząc z kontry, znowu sprawdzili umiejętności 18-letniego Kaczorowskiego. Na nieco ponad dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego mecz zdawał się w końcu otwierać. Okazje po obu stronach wskazywały, że żadna z drużyn nie chciała pozostawić rozstrzygnięcia w konkursie rzutów karnych. Seria „jedenastek” to loteria, ale przecież element gry jak każdy inny. Mimo to zwykło się mawiać, że szczęście zawsze sprzyja lepszym.

Pierwsi strzelali gospodarze. Każdy kolejny karny wykonywany był z jeszcze większą precyzją. Dopiero w szóstej serii „jedenastek” pomylił się zawodnik Stali, jednak karny został powtórzony ze względu na błąd bramkarza Resovii. Co się odwlecze, to nie uciecze. Kolejną „jedenastkę” zepsuł Kłos, a to oznaczać mogło tylko jedno. Do Fortuna 1 Ligi po 26 latach awansuje Resovia Rzeszów, co z perspektywy 120 minut wydaje się uczciwym rezultatem.

Komentarze
Krzycho. (gość) - 2 miesiące temu

Pewnie nie strzelil w 7 kolejce Kłos.

Odpowiedz
Tiaro (gość) - 1 miesiąc temu

Szukac duzego sponsora - browar itp.
Ekatraklasa za 4 lata w duzym miescie wojewodzkim. Brawo Resovia.

Wszyscy zyskaja liga, klub i miasto !

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze