Miał być to trudny wyjazd i taki był. Lech Poznań jednak wykonał plan minimum i zremisował w Izraelu, zachowując status quo przed piątą kolejką Ligi Konferencji. Nie ma też co za bardzo przyczepiać się do gry poznaniaków, którzy w wielu aspektach górowali nad Hapoelem. John van den Brom powinien być więc usatysfakcjonowany nie tylko z wyniku, ale też choćby z przełamania Filipa Szymczaka.
Lech Poznań pokazał w tym meczu nie tylko jakość, ale też charakter. Stracił szybko bramkę po błędzie indywidualnym, ale błyskawicznie się odrodził i wziął sprawy w swoje ręce. Ostatecznie udało się wywieźć z pustyni Negew cenny remis, który daje duże szanse na wyjście z grupy.
Lech Poznań z głupio straconym golem
Pierwsze, co musimy podkreślić, to fakt, że Lech po prostu był lepszy na boisku od Hapoelu. Tak było w Poznaniu, podobnie było w Beer Szewie. „Kolejorz” dominował na boisku, czysto piłkarsko sprawiał wrażenie drużyny lepszej z większą liczbą atutów. Częściej był przy futbolówce, oddał więcej strzałów oraz zdecydowanie bardziej musiał się natrudzić Omri Glazer niż Filip Bednarek. Ostrzegaliśmy i spodziewaliśmy się, że mecz w Izraelu nie będzie łatwy i nikt trzech punktów nie poda na tacy.
Tak było od samego początku, bo to Hapoel otworzył wynik spotkania. Błąd komunikacyjny na linii Pereira – Bednarek wykorzystał Elias, który sprytnie wyprzedził Portugalczyka i wywalczył karnego. Czy był on słuszny? To już trudno ocenić. W każdym razie można było uniknąć tej bramki. Jest czego żałować. A co do Pereiry. Oczywiście wiele razy niepokoił defensywę rywali, ale pewny z tyłu Portugalczyk w czwartek nie był. Jednak Lech kiedyś w końcu musiał stracić bramkę, a ta stracona w Beer Szewie była pierwszą od 15 września, czyli meczu z Austrią Wiedeń.
Przełamanie Filipa Szymczaka
Strata bramki mocno wstrząsnęła Lechem. Było widać piłkarską złość na ten głupi błąd. Joel Pereira swoimi przerzutami zaczął rozrzucać defensywę, Michał Skóraś szukał pojedynków, a Filip Szymczak miał swoje sytuacje. I w końcu… w końcu się przełamał. Po wielu meczach, gdy był bezproduktywny albo marnował klarowne sytuacje, dołożył nogę w odpowiednim momencie i dał remis „Kolejorzowi”. Przy sytuacji bramkowej warto również pochwalić Filipa Dagerstala – ponownie bardzo dobre spotkanie – który tak zgrał lecącą piłkę, że młody napastnik był w stanie dać wyrównanie.











