Ta kolejka w La Liga spokojnie mogłaby być nazwana kolejką hitów. W sobotnie popołudnie mogliśmy oglądać mecz Sevilli z Barceloną, a w niedzielny wieczór Villarrealu z Atletico. Poniedziałek zdecydowanie nie chciał być gorszy. Na deser dostaliśmy starcie dwóch Realów. Real Madryt po środowym zwycięstwie z Atalantą czekał już na przyjazd Realu Sociedad. Realu, który nie popisał się w Europie i w zdecydowanie gorszych nastrojach podchodził do meczu z ekipą „Los Blancos”.
Mecz trzeciej z piątą ekipą La Liga. Real chcąc marzyć o mistrzostwie Hiszpanii, musiał wygrać. Wygrała „Barca”, wygrało „Atleti”. Presja na gospodarzach była ogromna. Jednak w obozie „Królewskich” w końcu zaczęło się dziać dobrze, ba, nawet bardzo dobrze. Do kadry na ten mecz wróciło czterech z dziewięciu kontuzjowanych zawodników. Zidane kolejny raz mógł powołać Fede Valverde, Rodrygo, Marcelo i Odriozolę. Trudno przypuszczać, aby któryś z nich od razu wskoczył do wyjściowego składu. Do meczu gospodarze podchodzili po serii pięciu zwycięstw z rzędu. W kadrze gości szczególnie brakowało Mikela Merino oraz byłego gracza „Los Blancos”, Asiera Illarramendiego. Sociedad wygrał trzy ostatnie ligowe potyczki. Kolejny już raz w tej kolejce czekaliśmy na prawdziwe partidazo.
Kontrowersja na początek
Pierwsze 15 minut upłynęło pod znakiem podań i gry w środku pola. Jedyną groźną akcję przeprowadzili goście. Oyarzabal podał do Monreala już w polu karnym, tam bardzo mocne wejście zanotował Casemiro. No właśnie, pytanie, czy przyjezdnym nie należał się rzut karny. Sędzia odgwizdał jednak spalonego, choć trudno domyślić się, w którym momencie miało do niego dojść. Wszelkie powtórki pokazywały, że akcja była całkowicie legalna. Już na początku mieliśmy sporą kontrowersję. Nawet zadeklarowani kibice gospodarzy nie mają wątpliwości.
Napór Realu bez efektu
Real Madryt na poważnie ruszył do ataku dopiero w 20. minucie. Sygnał do natarcia dał Lucas Vazquez. Hiszpański defensor przeprowadził przebojową akcję prawym skrzydłem, wrzucił na głowę Mariano, a ten na nieszczęście gospodarzy strzelił w poprzeczkę. Piłka spadła pod nogi Asensio. Madrycka perełka pokazała namiastkę swoich technicznych umiejętności, podbijając piłkę w polu karnym. Hiszpan uderzył mocno, celnie, ale na drodze do bramki stanął jeden z obrońców Realu Sociedad. Zaczęła się prawdziwa „La Zabawa”.












