W jednym z najciekawiej zapowiadających się meczów IV rundy eliminacji do Ligi Mistrzów Braga zremisowała 1:1 z Udinese. Prowadzenie gościom dał w 23. minucie Dusan Basta. W drugiej połowie wyrównał Brazylijczyk Ismaily.
Na Estadio Municipal de Braga spotkały się drużyny głodne występów w tych najbardziej elitarnych rozgrywkach. Portugalczycy po raz ostatni grali w nich przed dwoma sezonami. W grupie z Arsenalem, Szachtarem Donieck i Partizanem Belgrad zajęli wówczas trzecie miejsce, które dało im przepustkę do Ligi Europy. Tam doszli aż do finału, w którym ulegli jednak FC Porto. Z kolei włoski zespół był bliski gry w LM w poprzednim sezonie, jednak na tym samym etapie rozgrywek co teraz odpadł po wyrównanym dwumeczu z Arsenalem.

Mecz żwawiej rozpoczęli goście, wśród których nawet na ławce rezerwowych nie było polskiego bramkarza, Wojciecha Pawłowskiego. Włosi ładnie operowali piłką, jednak często ich próby przedostania się na połowę przeciwnika kończyły się bardzo szybko. W pierwszych minutach ogólnie niewiele się działo, zespoły wzajemnie badały swoje siły, tak aby nie podejmować zbyt dużego ryzyka. Dało się zauważyć nerwowość spowodowaną wagą tego spotkania, stąd też wiele niedokładności z obu stron. Z biegiem czasu jednak coraz odważniej zaczęli poczynać sobie gospodarze. W 17. minucie Braga po raz pierwszy poważniej zagroziła. Wówczas strzał Limy w ostatniej chwili został jednak zablokowany przez jednego z obrońców Udinese. Kilka minut później sprzed pola karnego uderzał Paulo Vinicius, jednak ładną interwencją popisał się Zeljko Brkić.
Wydawało się, że po tej sytuacji gospodarze nabiorą wiatru w żagle, jednak zamiast tego niespodziewanie stracili bramkę. Z rzutu wolnego tradycyjnie dośrodkował Antonio Di Natale, a Dusan Basta ładnym strzałem głową nie dał szans Beto. Ileż to razy oglądaliśmy taką sytuację w poprzednim sezonie Serie A. „Os Arsenalistas” jednak najwyraźniej nie wyciągnęli z tego wniosków. Kolejne minuty w zasadzie dużo nie zmieniły. Braga częściej była przy piłce, ale jej ataki kończyły się przed polem karnym Włochów: albo brakowało dokładności w strzałach z dystansu, albo na posterunku był Brkić, głównie po strzałach Hugo Viany. Także publiczność dostosowała się do poziomu tego meczu, tylko od czasu do czasu zachęcając do ataku swoich pupili. Mimo że to Braga częściej była przy piłce, to jednak przegrywała do przerwy 0:1.
Oba zespoły w takich samych składach zaczęły drugą część spotkania. I na murawie także nie było zmian, jeśli chodzi o prowadzenie gry i poziom widowiska. Braga w dalszym ciągu dłużej utrzymywała się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało. W 50. minucie ładnie z lewej strony dośrodkowywał Lima, ale Brkić zachował się doskonale w tej sytuacji, wychodząc na dziesiąty metr i piąstkując przed siebie piłkę. Siedem minut później na kapitalny strzał zdecydował się Ismaily, piłka jednak nieznacznie minęła bramkę serbskiego golkipera. W 61. minucie goście stworzyli sobie najlepszą sytuację w meczu. Na dośrodkowanie z prawej strony boiska zdecydował się Giampiero Pinzi, głową ładnie uderzył Maximiliano Pereira, ale jeszcze ładniej interweniował Beto, który wyciągnął się jak struna. Do dobitki dobiegł Di Natale, ale Portugalczyk ponownie świetnie się zachował. Niemal z niczego mogło być już 0:2. Trzeba przyznać, że podopieczni Francesco Guidolina byli bezlitośni w swoich próbach.









