Real Madryt bardzo pewnie pokonał Liverpool. Jedną z bramek dla „Królewskich” strzelił Cristiano Ronaldo, któremu brakuje już tylko jednej bramki, by wyrównać rekord zdobytych goli w Lidze Mistrzów, którego posiadaczem jest Raul.
Dzisiejszy mecz pomiędzy Liverpoolem a Realem Madryt był w pewnym sensie szczególny dla trenera „Królewskich” Carlo Ancelottiego, który jeszcze jako trener Milanu dwa razy mierzył się z „The Reds” w finale Ligi Mistrzów. Wszyscy pamiętamy finał ze Stambułu, kiedy to Milan dowodzony przez Ancelottiego prowadził do przerwy 3:0 z Liverpoolem, by ostatecznie przegrać ten mecz po rzutach karnych. W drugim finale, który odbył się w Atenach, górą był już Milan. Trener „Królewskich” podczas swojej dotychczasowej pracy przekonał się, że mecze z Liverpoolem nigdy nie należą do najłatwiejszych. A jak to wyglądało tym razem?
Obydwa zespoły przystąpiły do tego spotkania osłabione. W składzie Realu zabrakło kontuzjowanych Garetha Bale’a, Sergio Ramosa i Fabio Coentrao, natomiast w składzie „The Reds” nie wystąpił Daniel Sturridge.
Mecz rozpoczął się od błędu sędziego Nicolli Rizzoliego, który nie odgwizdał faulu na wychodzącym na czystą pozycję Sterlingu. Od początku spotkania akcję przechodziły z jednego pola karnego do drugiego. Z dystansu strzelać próbowali Steven Gerrard i Cristiano Ronaldo, jednak ich strzały pewnie bronili bramkarze obydwu klubów. W kolejnych minutach inicjatywę przejęli „The Reds”, a Real skupiał się na wyprowadzaniu kontrataków. Chociaż w pierwszych minutach nie było zbyt dużo sytuacji podbramkowych, to mecz mógł się podobać ze względu na tempo, w jakim był rozgrywany. W 23. minucie „Królewscy” objęli prowadzenie, fantastyczne podanie Jamesa Rodrigueza na bramkę pięknym strzałem zamienił Cristiano Ronaldo, dla którego był to siedemdziesiąty gol historii jego występów w Lidze Mistrzów. Była to tak naprawdę pierwsza sytuacja do zdobycia gola w tym spotkaniu i od razu została zamieniona na bramkę.
„Królewscy” poszli za ciosem i już w 30. minucie mieli dwubramkową przewagę. Toni Kroos genialnie dośrodkował piłkę na głowę Karima Benzemy, a ten pokonał Mignoleta. Real był zabójczo skuteczny, miał dwie sytuacje i obie wykorzystał. A Liverpool po dobrym początku gasł w oczach i nie mógł wrócić do swojego stylu gry. Te dwie bramki sprawiły, że Real mógł się skupić na spokojnym rozgrywaniu. Ekipa z Madrytu jednak ani myślała odpuszczać i już w 40. minucie wyszła na trzybramkowe prowadzenie. Gola po błędzie Mingnoleta strzelił Karim Benzema, który znalazł się w odpowiednim miejscu w polu karnym i mając przed sobą pustą bramkę, musiał trafić do siatki. Real mógł powoli zacząć myśleć o sobotnim El Clasico. W doliczonym czasie pierwszej połowy Liverpool mógł wrócić do gry, ale strzał z dystansu Coutinho trafił tylko w słupek. Po pierwszej połowie można było się zastanawiać, czy Real będzie oszczędzał siły przed sobotnim meczem z Barceloną, czy jednak będzie dążył do zdobycia kolejnych bramek.










