Dwa kluby, przed którymi kłaniał się cały piłkarski świat. Teraz często mają problemy na ligowym podwórku. W ostatnią sobotę po raz pierwszy od dwudziestu lat Real i „Barca” przegrały mecz, nie strzelając gola w tej samej kolejce. Obydwa zespoły mają problemy, które nie pozwalają im walczyć o najwyższe cele w Europie.
Kłopoty, z jakimi się borykają, są kompletnie różne, jednak prowadzą one do tego samego. W Lidze Mistrzów nie ma obecnie mocnego Hiszpańskiego kandydata do tytułu. Za to La Liga stała się bardziej wyrównana. Już nie możemy być tacy pewni, że walka o mistrzostwo rozegra się tylko między Barcą a Realem.
„Falta de intensidad y actitud”, czyli ligowa rzeczywistość Realu
To słowa słyszymy na konferencjach Zidane’a kilka razy w sezonie. Są one wytłumaczeniem wszystkich problemów i wpadek „Królewskich”. Rzeczywiście bardzo często jest to prawdą. Bo jak inaczej wytłumaczyć głupie błędy w obronie, wystawianie piłki przeciwnikowi na strzał. Ostatni mecz z Cadizem bardzo dobrze to pokazał. Oczywiście nie można odbierać zasług zespołowi z Kadyksu, ale pierwsze 20 minut to był festiwal głupich zagrań „Los Blancos”. Rozumiem, gdyby to się zdarzyło raz czy dwa razy, ale ten problem wraca nagminnie. W każdym sezonie ligowym zarówno zawodnicy, jak i trener tłumaczą się w ten sposób. Nie trzeba oglądać konferencji po meczu, żeby wiedzieć, co powiedział francuski szkoleniowiec. Można więc postawić tezę, że dla „Królewskich” La Liga nie jest żadną motywacją do grania. Zawodników ekscytują tylko rozgrywki, w których oczy całego świata są zwrócone na nich.
W Europie nie jest lepiej. Real już drugi rok z rzędu odpadł w pierwszej rundzie fazy pucharowej. Najpierw dostał lanie od Ajaksu na Bernabeu, a sezon później City bezlitośnie wykorzystało głupie błędy w obronie. Tutaj za to wygląda to, jakby brakowało mu jakości, ale i charakteru. Obie te porażki łączy postać Sergio Ramosa, który nie mógł w nich zagrać. Ramos jawi się jako osoba, która trzyma to wszystko w ryzach, a bez niego reszta składu błądzi jak dzieci we mgle. Aż strach pomyśleć, co może się dziać w klasyku, jeżeli kapitan Realu nie wróci do pełni zdrowia przed sobotnim meczem.
Zbawca z Paryża
Tym bardziej może dziwić, że transfer Mbappe większość kibiców uznaje za rozwiązanie wszystkich problemów. Co więcej, uznają oni to za pewnik, że już niedługo młody Francuz założy białą koszulkę. A przecież Real nie jest jedynym klubem, który będzie się o niego starał. Tylko w tym tygodniu „Le Parisien” donosił, że w wyścigu stanie też Liverpool, a Victor Font, kandydat na fotel prezesa Barcelony, chce go uczynić swoim głównym celem transferowym. Nie wiadomo też, jak będzie z finansami Realu, czy kolejny sezon bez kibiców pozwoli im na tak wielki wydatek. Nie oszukujmy się, PSG, jeżeli w ogóle usiądzie do rozmów, to nie zejdzie z ceny poniżej 150 milionów euro.











