W hicie czwartej kolejki Ligi Mistrzów Real Madryt wygrał na Santiago Bernabeu z Liverpoolem FC 1:0.
W pierwszym spotkaniu pomiędzy tymi drużynami rozegranym przed dwoma tygodniami padł wynik 3:0 dla „Królewskich”. Bramki w tym meczu strzelali Cristiano Ronaldo oraz dwukrotnie Karim Benzema. Nikt się chyba nie spodziewa, że dzisiaj „The Reds” pokażą się z innej strony i wygrają. Dziś chyba nikt nie liczył, że wynik będzie korzystniejszy dla gości, którzy w tym spotkaniu musieli radzić sobie bez swoich największych gwiazd, takich jak: Steven Gerrard, Daniel Sturridge, Mamadou Sakho, Jon Flanagan, Jose Enrique i Suso.
Trener Liverpoolu Irlandczyk Brendan Rodgers wystawił mocno eksperymentalny skład. Piłkarze, którzy znaleźli się w wyjściowej jedenastce, nie grzeszyli doświadczeniem w Lidze Mistrzów. Co więcej, ławka rezerwowych mogła się pochwalić większą liczbą występów w tych rozgrywkach niż posłani do boju zawodnicy. Przed samym spotkaniem głośno się zrobiło o nagłej wieści, że od pierwszych minut nie zagra Steven Gerrard. Brytyjskie media były więc niespokojne o postawę Liverpoolu w tym meczu bez swojej największej gwiazdy. Obawiam się, że nawet z jedenastoma Gerrardami Liverpool byłby bez szans.
Real w galaktycznej dyspozycji, po prostu chciał wygrać to spotkanie. Na pewno widząc skład i postawę „The Reds” w ostatnich meczach, nie poczuł się zagrożeni. Od pierwszych minut mogliśmy oglądać składne akcje „Królewskich”, którzy starali się dopełnić formalności. Liverpool, pozbawiony atutów, stracił bramkę dopiero w 27. minucie, kiedy to piękne podanie Marcelo na bramkę zamienił Karim Benzema. Real nacierał, ale w świetnej dyspozycji był bramkarz gości Mignolet, który wybronił wiele groźnych sytuacji.
Na pierwszy celny strzał goście musieli czekać do 57. minuty! Trochę słabo jak na czołową ekipę Premier League, która występuje w Lidze Mistrzów. Oczekujący pogromu czy historycznej bramki Cristiano Ronaldo musieli być zawiedzeni. Rodgers zdecydował się nawet na wprowadzenie w drugiej odsłonie Gerrarda, Couthinho i Sterlinga, ale wymienione trio nie odmieniło gry i obrazu spotkania. Podobnie jak Bale, który wrócił po kontuzji i nie wpłynął znacząco na widowisko. „Królewscy” tym samym są pewni awansu do kolejnej fazy Ligi Mistrzów, z kolei Liverpool do końca musi się starać o ten zaszczyt.










