Stało się. Sympatycy futbolu i piłkarskiej Ligi Mistrzów doczekali się powrotu tych elitarnych rozgrywek. W pierwszym spotkaniu 1/4 finału pomiędzy Realem Madryt a Tottenhamem Hotspur gospodarze bezlitośnie wypunktowali londyńczyków stosunkiem goli 4:0.
Na to starcie niecierpliwie czekali zarówno kibice, jak i sami bohaterowie wieczoru, czyli zawodnicy wraz ze sztabami szkoleniowymi. Dało się to zauważyć chociażby w tunelu prowadzącym na stadion, gdy piłkarze obu drużyn wzajemnie się motywowali i odbierali ostatnie wskazówki od swych szkoleniowców. Atmosfera była jednak gorąca dużo wcześniej. Jose Mourinho tak komplementował rywali: – To wspaniały zespół ze wspaniałym trenerem i wspaniałymi zawodnikami. W tym sezonie pokonał obrońców trofeum i Milan, który jest drugim najlepszym zespołem pod względem liczby zdobytych europejskich pucharów.

Spotkanie lepiej rozpoczęła ekipa gospodarzy. Już w 3. minucie strzałem zza pola karnego popisał się Cristiano Ronaldo, jednak piłka minęła słupek bramki Tottenhamu. Ataki „Królewskich” przybierały na sile, co, przy nerwowo grającej drużynie Anglików, powodowało spore zamieszanie pod bramką Gomesa. Zawodnicy Realu postanowili wykorzystać swą przewagę i udało im się to uczynić w 5. minucie meczu. Wówczas zamieszanie w polu karnym wykorzystał Emmanuel Adebayor. Piłka po strzale głową Togijczyka leciała bardzo wolno, jednak ani Heurelho Gomes, ani stojący przy linii bramkowej Luka Modrić nie zdołali jej wybić.
Po kwadransie gry miało miejsce kolejne, fatalne dla Anglików zdarzenie. Drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Peter Crouch. Rosły napastnik reprezentacji Anglii dopuścił się faulu wślizgiem w ataku, a sędzia nie miał wątpliwości, co powinien w tej sytuacji uczynić. Osłabienie to spowodowało, iż „Galacticos” czuli się jeszcze swobodniej. W 22. minucie gry kolejnym strzałem, tym razem z pola karnego, popisał się Ronaldo. W tym przypadku bez zarzutu interweniował Gomes. Ponadto groźnymi rajdami popisywali się na przemian Angel Di Maria i Marcelo. W 33. minucie świetną akcję przeprowadzili gracze Realu, której bliski wykończenia był Adebayor. Napastnik gospodarzy został jednak lekko trącony przez jednego z angielskich obrońców, w wyniku czego minął się z futbolówką.
Do końca pierwszej części spotkania przewaga Realu bynajmniej nie malała. Strzały zawodników z Madrytu mijały jednak światło bramki bądź były powstrzymywane. W jednym z przypadków, powinien zostać podyktowany rzut karny, gdyż Modrić zatrzymał futbolówkę ręką. „Jedenastki” jednak nie było, a Real prowadzi do przerwy stosunkiem goli 1:0.
Początek drugiej odsłony to frontalne ataki Realu. „Królewscy” wiedzieli, iż z każdą minutą spotkania piłkarze Tottenhamu będą opadać z sił. Podopieczni Jose Mourinho za wszelką cenę chcieli więc wyśrubować wynik na tyle, by wypracować bezpieczną przewagę przed rewanżem. Swych szans ponownie szukał Ronaldo, piłka po jednym z jego strzałów trafiła w boczną siatkę.










